Zamknij
Daria Reluga
Kto zabił Darię Relugę?
fot: archiwum prywatne

Zabójca dopadł Darię 700 m od domu. Ojciec oferuje 100 tys. zł nagrody

Klaudia Bochenek
Klaudia Bochenek Redaktor Radia Zet
05.08.2022 14:08

Daria była 19-letnią pilną uczennicą XII LO na gdańskiej Żabiance. Kochała biegać po pobliskim lesie. Zginęła zaledwie 700 metrów od domu podczas porannej przebieżki. Została zgwałcona, a jej ciało ukryte pod gałęziami i paprociami. Ojciec nastolatki od 27 lat próbuje doprowadzić do końca sprawę córki. Nie jest zadowolony z pracy policji i prokuratury, wytyka kolejne błędy. Dla osoby, która przyczyni się do odnalezienia mordercy, oferuje nagrodę: 100 tysięcy złotych.

4 sierpnia 1995 roku Daria wyszła z domu przy ulicy Bobrowej w Gdańsku. Tydzień wcześniej obchodziła 19. urodziny. Była wysportowana i aktywna, biegała kilka razy w tygodniu. Obierała trasę pomiędzy domem, a wzgórzem Pachołek. Nie truchtała stałą trasą, lubiła zmiany. Była pilną uczennicą, chociaż za chłopaka obrała sobie „chuligana”. Została najlepszą maturzystką w Gdańsku, dostała się na upragnione studia z biotechnologii. Tamten dzień na zawsze odbił się na życiu jej rodziny.

Ojciec Darii od 27 lat nie ustaje w poszukiwaniu sprawiedliwości. Mieszka skromnie, w zacisznym mieszkaniu w Gdańsku. Na stole stoją owoce, w tle włączony jest telewizor. Na półkach widać zdjęcia Darii, pozostałe trzyma w albumie. W oczy rzuca się spora kupka dokumentów i akt sądowych ułożona przy kanapie. Zaczyna swoją opowieść.

- Ja w tym czasie miałem transport, nawaliła mi ładowarka, naprawiałem przy domu kolegi, bo ciężko było wnieść ten silnik do garażu. Zadzwoniła do mnie Grażyna i powiedziała: „Daria nie wróciła z lasu, jadę z Jackiem na policję”. Spotkaliśmy się pod blokiem, jakoś przed czwartą po południu. W domu było nieposprzątane, Daria miała ogórki zrobić, Grażyna myślała, że gdzieś poszła. Dopiero jak zobaczyła jej plecak skórzany, bez którego córka się nie ruszała, to wiedziała, że Daria po prostu z lasu nie wróciła – regularnie biegała.

Pani Grażyna to matka Darii i była żona Dariusza Relugi. Kiedy zaginęła nastolatka , byli 16 lat po rozwodzie. Pozostawali w dobrych relacjach, mężczyzna płacił alimenty.

Dyżurny policji przy przyjmowaniu zgłoszenia zapytał się, ile Daria ma lat. Skończyła 19 lat tydzień przed tragedią. Kazano odczekać rodzicom 72 godziny. Mama nastolatki próbowała tłumaczyć, że córka nie wróciła z lasu, jednak funkcjonariusz był niewzruszony. Dariusz Reluga skontaktował się ze swoim kolegą, emerytowanym pułkownikiem SB, a następnie wraz z mieszkańcami wyruszył w las szukać Darii. Gdy wrócił ok. 19:30-19:40, na miejscu znajdowały się już dwa wozy policyjne i czekano na przewodnika z psem.

- Przewodnik zjawił się o 20:00, przyniosłem koszulkę Darii z poprzedniego dnia i na dzień dobry od razu mnie zmartwił. Wtedy było takie pierwsze upalne lato, które teraz są normą. Mówi: „Przykro mi to panu powiedzieć, ale w tych warunkach pogodowych efektywnie pies podejmuje ślad do ośmiu godzin”. Poszliśmy i tak. Ja tego wieczoru dosłownie przechodziłem może 10 metrów od miejsca, gdzie Daria była ukryta. Doszliśmy do końca lasu, usłyszałem, że rano rozpoczną się poszukiwania.

Ukryta pod paprociami

Z obecnych na miejscu odezwał się pewien funkcjonariusz, który powiedział, że jutro „obstawiamy mecz”. Dariusz Reluga zapytał, czy mecz jest ważniejszy, na co mężczyzna odparł: „Jak dla kogo”. Ojciec Darii doskoczył do, jak się potem okazało, zastępcy komendanta. Był wzburzony i nie dowierzał w te słowa. Tego samego wieczora w wiadomościach informowano o zaginięciu Darii.

- Następnego dnia przed godziną 5:00 przy pomocy kolegów poszedłem szukać Darii, ponieważ od pułkownika SB dowiedziałem się, że policja zacznie poszukiwania najwcześniej o 8:00 albo i o 9:00. Ja tam się odłączyłem, chodziłem po lesie i krzyczałem: „Daria, Daria”. Wylądowałem na skraju lasu w Sopocie, skrajem wracałem i przy wejściu do lasu, gdzie Daria biegała. Stało parę osób i dowiedziałem się od nich, że Darię znaleziono. To ja pędem w tamtą stronę, w głąb, ale mnie zatrzymali. Zresztą miałem obowiązek zająć się Grażyną i babciami, o co też poprosiłem sąsiadów.

Miejsce zbrodni
fot. arch. prywatne

Po informacji o znalezieniu ciała córki, Dariusz Reluga poszedł do mieszkania. Grażyna spytała się, czy szukają Darię, na co odpowiedział twierdząco. Sąsiadce Bogumile powiedział, aby dzwonić na pogotowie. Bał się, jak była żona przyjmie tragiczną wiadomość.

- Darię znalazł leśniczy Baranowski, nie policjanci. Tam, gdzie leżała Daria, leżały świeże paprocie. Na jego polecenie zaczęto je rozgrzebywać i wtedy ręka Darii się ukazała. Do 4 sierpnia 2020 roku była wersja, że to policja znalazła. Ciało znaleziono po mniej więcej 30 godzinach, bo o 11:00 następnego dnia, a Daria wybiegła po 7:00 z domu. Miejsce było dobrze przemyślanie ukryte. To była taka półeczka przed ostrym podejściem ze ścieżki zdrowia. Tam ani grzybiarze nie zachodzili, ani nic. Ten, co ukrył Darię wiedział, gdzie to zrobić.

Dariusz Reluga mówi, że gdyby ciało znaleziono po kilku tygodniach, najpewniej ujawniono by szkielet. Blisko miejsca odkrycia zwłok były trzy duże gniazda czerwonych mrówek. Entymolog poinformowała go, że maksymalnie po miesiącu „z Darii byłby szkielet”, a wiele dowodów by przepadło. Ciało Darii znajdowało się blisko leśnej ścieżki. Było przykryte gałęziami oraz świeżo ściętymi paprociami. Mogło zostać przeciągnięte. W drzewo wbity był nóż, na miejscu znaleziono również chusteczkę, włos, wisiorek oraz spermę. Dziewczyna była podduszana, a bezpośrednią przyczyną śmierci, jak mówi ojciec, „było serduszko”.

- Nóż… policjanci papraki tak nieumiejętnie wyjęli z drzewa, że odcisków palców nie można było już zdjąć. Jak się dowiedziałem o paprociach… Tego się nie przerwie ręką, były ścinane nożem. Daria uwielbiała paprocie. Do tej pory u Grażyny w Darii pokoju rośnie pokolenie tych paproci, co córka uprawiała. To jest też znak jakiś. Sprawca znał upodobania Darii. Położył jako zadośćuczynienie, miała dostać przecież tylko nauczkę.

Policjanci papraki tak nieumiejętnie wyjęli z drzewa, że odcisków palców nie można było już zdjąć

- Włos - nie Darii. Policjant przez 10 miesięcy trzymał w szufladzie, nie w lodówce. Jak dał najlepszemu specjaliście od DNA, to usłyszeli, że dowód można wyrzucić do śmieci, bo do niczego się nie nadaje. Uważam, że to było świadome działanie, bo sperma i krew z chusteczki i innych śladów na ubraniu są tożsame, od tej samej osoby. A włos mógł być też innej osoby. Więc dlaczego policjant taki dowód rzeczowy przetrzymuje, żeby go nie było? I go nie ma.

Profesor Bronisław Młodziejowski, specjalista z zakresu biologii kryminalistycznej, z Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego, tłumaczy: - Po uprawomocnieniu się wyroku dowody rzeczowe są deponowane w specjalnie przygotowanych magazynach. One nie mają dostępu światła słonecznego, które wpływa destrukcyjnie na materiały biologiczne, nie można ich zapakować szczelnie w folię, szkło, ponieważ namnażają się bakterie, które niszczą cechy grupowe, a także indywidualne. Musi być cyrkulacja powietrza. Realizuje się ją w ten sposób, że dowody biologiczne pakowane są w taki szary, najniższej jakości papier po to, aby zapewnić wymianę powietrza. W zależności od zdarzenia czas deponowania wynosi 25-30 lat. W myśl naszego kodeksu po upływie 35 lat od popełnienia zbrodni, zabójstwa, jeśli nie jest to ludobójstwo, to zbrodnia ulega przedawnieniu.

Daria Reluga
fot. arch. prywatne

- Proszę pamiętać, że DNA nadal jest badaniem niekategorycznym indywidualnym, tylko prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością. A włos nawet bez cebulki nie jest bezużyteczny. Gdy nie ma cebulki, wykonuje się badania mitochondrialne. Gdy cebulka lub jej fragmenty są, genomowy DNA ojcowski. Włos podobnie jak paznokcie, są wytworami ludzkiego organizmu. Najlepsze, najszybsze i najpewniejsze wyniki badań DNA uzyskujemy właśnie z paznokci. Przecież jest to tkanka martwa, można powiedzieć bezużyteczna, a materiał biologiczny jest bardzo dobry – mówi profesor.

Dariusz Reluga ma spore zastrzeżenia co do pracy policji oraz prokuratury. Od początku nie podobało mu się, w jaki sposób postępują śledczy. To on podrzucał służbom kolejne informacje, kto może stać za napaścią i gwałtem na jego córce. - To było niby śledztwo, bez żadnej organizacji, wizji. Z łapanki, na czuja. Potwierdziłem maksimum raczej po pół roku, że winnych trzeba szukać wśród osób, które znała. Daria była nieduża, miała 160 centymetrów wzrostu, ale była bardzo sprawna, chodziła na basen, biegała, chodziła na siłownię. Była chyba nawet silniejsza ode mnie. Osoba, do której nie miałaby mniejszego czy większego zaufania, nie mogłaby jej zaskoczyć.

Jak mówi Dariusz Reluga, pierwszy krąg podejrzanych to rodzina: - Dla zasady powinni mnie sprawdzić na DNA. Drugim kręgiem są znajomi. Ojciec mówi, że z tego grona badaniom poddano dwóch Jacków – byłego chłopaka Darii oraz przyjaciela. Tego drugiego zatrzymano na obozie sportowym, zakuto w kajdanki i wzięto na wyżej wymienione badania. Dariusz Reluga pyta się: „Czy to jest normalne?”.

Pojawiają się też relacje świadków, którzy w wakacje 1995 roku widzieli podejrzanego mężczyznę, kręcącego się w okolicach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Napastował jedną z kobiet, a niedługo później napadł drugą, którą zaczął dusić. Był młody, średniego wzrostu. Kobieta uszła z życiem tylko dlatego, że w środku nocy rzuciła się pod nadjeżdżający pojazd.

Zaginione akta i kluczowy świadek

Ojciec Darii wspomina, że po 12 latach koleżanka z liceum Darii usłyszała w programie jego słowa, że Daria był zbyt sprawna, zbyt inteligentna, żeby mogła zrobić jej to osoba, do której nie miała zaufania. Skojarzyła dziwne zachowanie wspólnego kolegi z liceum i zadzwoniła na policję, aby zgłosić swoje podejrzenia. Po jej wniosku przesłuchano go i zbadano jako trzecią osobę z kręgu. Od 13 listopada 2019 roku Dariusz Reluga przekazuje listę osób do przesłuchania i przebadania. Policja większość tych osób sprawdza, jednak jak mówi ojciec: „nie wszystkie podane osoby, bo wiedzą lepiej. Tak trwa to do dzisiaj”.

- 1 marca ubiegłego roku pojechałem czytać akta, które były odtwarzane od maja 2007, bo akta zaginęły pierwotnie. Zaginęły w prokuraturze w Sopocie. Ostatni wpis do repertorium był 8 lutego 2000 roku, jak wróciły z Instytutu Badań Sądowych z Krakowa i tam był wpis, że wróciły. Jak to wyglądało: jak Archiwum X powstało, ja zacząłem z nimi współpracować od zimy 2006 roku. Pod koniec marca pojechałem do nich i Andrzej Wierzbiński, funkcjonariusz policji w tzw. Archiwum X w Gdańsku, mi mówi: „Panie Darku, akta zaginęły”. Ja mówię: „Panie Andrzeju, co pan pierdoli, w prokuraturze akta zaginęły?”. Zaczęli kręcić i potem powiedzieli, że akta zaginęły. Udałem idiotę, wiem, że mam prawo do czytania akt, jak napisałem wniosek o przeczytanie, to się przyznali, że akta zaginęły.

Portrety pamięciowe podejrzanych
fot. Polskie Archiwum X/YouTube (screen)

Dariusz Reluga twierdzi, że wie kto za tym stoi – jeden z prokuratorów. W pierwotnych aktach miało być „troszeczkę jego grzechów i akta musiały zaginąć”. Postanowił interweniować i napisał do komórki prokuratury krajowej, a potem Zbigniewa Ziobry z zawiadomieniem, że „prokuratura miejscowa nie jest właściwa do prowadzenia śledztwa”. Nie dostał odpowiedzi na to i na pozostałe pisma. Nie udało się stwierdzić, co stało się z dokumentami i nikt nie poniósł za to konsekwencji.

Ojciec Darii mówi również, że 22 lipca 2021 roku śledztwo udało mu się przenieść do Bydgoszczy, do „bardziej kompetentnej pani prokurator”. Wspomina, że przez pół roku nie mogła prowadzić postępowania, bo Komenda Główna Policji we wrześniu zabrała od niej akta. Zaznacza, że śledztwo jest umorzone, jednak gdy w sprawach o morderstwo przez 30 lat pojawi się nowy trop, ono się wznawia.

- Ta sprawa była umorzona przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku i po jej prawomocnym umorzeniu została objęta zainteresowaniem tak zwanego Archiwum X. Z uwagi na konieczność bieżącego weryfikowania informacji napływających z różnych źródeł, podjęto czynności w trybie kodeksu postępowania karnego - komentuje Agnieszka Adamska-Okońska, rzecznik prasowy i prokurator Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

- Prokurator i policja prowadzą czynności, zarówno analityczne – analizowany jest materiał dowodowy, ale i przesłuchiwani są również świadkowie, celem ustalenia zakresu ich wiedzy i wagi tych informacji dla ewentualnego podjęcia tego postępowania. Są weryfikowane, zasięgane były też opinie z zakresu DNA, więc dzieje się, mimo umorzenia postępowania.

Pewnych rzeczy z akt ojciec Darii do dziś nie czyta. Mówi, że jest to dla niego zbyt bolesne. Dokumenty szczegółowo przestudiował kolega, Stanisław, który mocno zaangażował się w sprawę. Wcześniej interesował się zaginięciem Iwony Wieczorek. Doszli do wniosku, że od 9 sierpnia 1995 roku sprawa Darii jest zamiatana pod dywan. Dariusz Reluga tłumaczy.

- Wtedy był przesłuchiwany kierowca autobusu linii 169, pan Andrzej. Protokół zeznania był taki, że około godziny 8:00 wsiadło na przystanku Renuszewo dwóch podejrzanych osobników, ubrudzonych, wiek 40-47 lat i sporządzono portrety pamięciowe, które przedstawiają zdecydowanie młodsze osoby. Na tym protokół zakończono. Świadek był przesłuchiwany ponownie 7 września 2020 roku w prokuraturze. Tym razem zeznał, że do autobusu wsiadło dwóch młodych ludzi wyglądających na studentów, więc wiek 20-25, że wysiedli i skręcili w polanki i pobiegli. Wówczas policjanci poinformowali, że mają podejrzanego, zawieźli kierowcę do szpitala na Zaspie i on tam wśród tych pacjentów rozpoznał jedną z poszukiwanych osób.

Dariusz Reluga wspomina, że dotarł do kierowcy autobusu i nagrał tę rozmowę. Mężczyzna potwierdził, że do pojazdu wsiedli studenci i byli ubrani w drogie markowe ciuchy. Gdy w 1995 roku rozpoznał podejrzanego w szpitalu, to ten miał wykrzykiwać niepytany: „Ja jej nic nie zrobiłem”. Potem lekarz wyprosił policjantów i kierowcę autobusu. W protokole nie znalazło się nic o żadnej wizycie w szpitalu. Medycy jednak mieli powiadomić policjantów o chłopaku z podejrzanymi obrażeniami, a funkcjonariusze „wiedzieli już, czyim jest synem”.

- Zabić mógł młody chłopak, który miał dobrze umocowanych rodziców. Moja teoria jest taka: zabił niewątpliwie młody chłopak, z tym, że Daria nie miała zginąć, o czym świadczy praktycznie brak obrażeń. Obrażenia miała na ręce, którą się broniła, miała ślady od zębów – dlatego on trafił do szpitala, bo naparzała go mocno. Sama, poza gwałtem, nie była sponiewierana. To nietypowe dla gwałciciela. Bezpośrednią przyczyną śmierci Darii było serduszko. Stres, wysiłek, to to spowodowało.

Moja teoria jest taka: zabił niewątpliwie młody chłopak, z tym, że Daria nie miała zginąć, o czym świadczy praktycznie brak obrażeń

Niedługo po pogrzebie Darii, Dariusza Relugę zaczepiła mnie jedna z mieszkanek. Zostały pieniądze ze zrzutki na pogrzeb i chciano powiesić krzyż w miejscu, gdzie zginęła nastolatka. Ojciec nie znał dokładnego miejsca, dlatego udał się do policjantów prowadzących sprawę. Otrzymał odmowę z powodu monitoringu założonego przez służby. Po ponad roku Dariusz Reluga dowiedział się, że żadnego monitoringu nie założono.

- My, jako Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy, nie dostaliśmy do oceny sprawy związanej z niewłaściwym prowadzeniem tamtego postępowania, tylko przekazano nam sprawę do kontynuowania czynności. Nie jest naszą rolą prowadzenie śledztwa w kierunku ewentualnych nieprawidłowości i pani prokurator mi nie zgłaszała, że jej zdaniem, po zapoznaniu się z materiałem dowodowym, doszło do jakichś nieprawidłowości, które mogłyby skutkować bezpowrotną utratą dowodów w tej sprawie – przekazała prokurator Agnieszka Adamska-Okońska.

Szokujące odkrycie

1 sierpnia 1995 roku (4 dni przed zbrodnią) Daria, biegając po lesie, zauważyła, że płonie poszycie. Nie dała rady go ugasić, więc udała się do domu i zadzwoniła na straż pożarną. Zaproponowała, że będzie na nich czekać przy wjeździe do lasu, ale jej odmówiono. Potem strażacy, których jeszcze nie przesłuchano, zjawili się u niej w domu i wspólnie pojechali w miejsce pożaru. Daria jeszcze później biegała tam, gdzie wybuchł ogień, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Ojciec nastolatki we wrześniu, już po jej śmierci, „zgadał się” z sąsiadką. Miała psa, z którym chodziła na spacery i wspólnie poszła z Dariuszem Relugą w miejsce, gdzie płonęło poszycie. Było to niedaleko obszaru, gdzie zginęła Daria.

- Patrzę na tę spaleniznę, wszystko tak na świeżo, czarno, obracam się, a na drzewie wisi krzyż z tabliczką: „4 sierpnia zginęła tu Daria Reluga śmiercią męczeńską”. Jakby było bez tego słowa „męczeńską”, które mnie bardzo zabolało… Od razu pojechałem na Sopot na policję i mówię: „Mieliście monitoring i nic nie widzieliście, a tam krzyż wisi z tabliczką? Ta tabliczka musi zniknąć, macie dwa dni”. Po dwóch dniach powiedzieli, że już wszystko zrobili, ale pojechałem tam i tabliczki nie zdjęli. Myślałem, że ją chociaż zbadali, ale gówno prawda, chyba w ogóle tam nie byli.

Ojciec zerwał tabliczkę i przez pewien czas trzymał w mieszkaniu. W 1999 roku skontaktował się z nim pewien policjant. Dariusz Reluga przekazał tabliczkę, ale nieoczekiwanie zaginęła, gdy funkcjonariusz przechodził na emeryturę. Oddał ją dopiero w 2010 roku. Tabliczka została wówczas zbadana – po 15 latach.

Tajemnicza tabliczka w miejscu śmierci Darii
fot. Archiwum X

- Gdyby ją zbadano wtedy we wrześniu, to jeszcze odciski palców można by było zdjąć, grafolog to swoją drogą, a oprócz tego może zabezpieczyć ślady zapachowe dla psa. Po 15 latach tylko grafologicznie ją badano, nie wiem z czym porównywano. Uważam to za zmyłkę prokuratury i policji. Cały czas twierdziłem, że krzyż powiesił zbrodniarz. Chyba w maju ubiegłego roku poprzez prokuraturę dostałem list od pewnego pana, że to on powiesił krzyż i tabliczkę. Wnioskowałem nawet o przebadanie tego pana pod kątem grafologicznym, DNA jego i jego dwóch synów, no bo to trzeba sprawdzić. Nie zrobiono tego.

Na grobie Darii przez pewien czas znajdowano kartki i listy. Jak mówi ojciec, były to listy pisane przez dziewczynę młodszą o rok od jego córki, mogła chodzić do tego samego liceum. Wspomina, że to było nieistotne. Według niego była to próba zmanipulowania śledztwa i zmylenie policji.

- Po pewnym czasie policjant Kościański chciał mi oddać ubrania Darii. Niezgodnie z procedurami. To było ubranie zamordowanej osoby, powinno być w magazynie dowodów rzeczowych. Powiedziałem, że ich nie chcę, a on wpisał, że mi oddał. Dzisiaj wiem, że nie powinien próbować mi ich oddać, więc to była kolejna próba, żeby „zawinąć” coś. Na tym ubraniu po jakimś czasie mogło się przecież jeszcze coś znaleźć.

- Zanim odda się ubrania, trzeba zrobić od początku wszystko to, co uda się wydobyć przy nowocześniejszych metodach ujawniania, uwidaczniania śladów i procedur badawczych. Jeśli jest szansa uzyskania jakichś efektów, to tej szansy nie powinno się zaprzepaścić. Nawet podwójnie, potrójnie, w dwóch, trzech pracowniach, krzyżowo – mówi profesor Bronisław Młodziejowski.

- Na miejscu zbrodni został znaleziony taki wisiorek, bransoletka, coś takiego, skórzany pasek, plecionka, jakiś talizman. W aktach jest wpisane, że to była własność Darii. Nie wiem, na jakiej podstawie ktoś to wpisał, bo Daria czegoś takiego nie miała. Ja nie widziałem, Grażyna też nie. To była własność mordercy. Chciałem kolorowe zdjęcie tego wisiorka, oczywiście go nie dostałem. Dostałem za to czarno-białe, niewyraźne. Teraz zajmuje się tym pani prokurator.

- Postępowi ulegają techniki badawcze, więc coraz bardziej precyzyjne są badania z zakresu DNA. Mamy tutaj materiał biologiczny, który nadaje się do dalszych badań, więc te okoliczności są przesłanką, dla której wraca się do tych spraw – tłumaczy prokurator Agnieszka Adamska-Okońska. Na zdjęciach prezentowanych przez Dariusza Relugę widać miejsce znalezienia ciała córki. Po niepokojącej tabliczce nie ma śladu. Na drzewie wisi skromny krzyż. W okresie letnim pod drzewem rośnie trawa. Zadbano o to, aby paliły się znicze. Z czasem dodano inną, małą, skromną tabliczkę z napisem: „Daria Reluga. Urodziła się 28.07.1976. Opuściła wbrew swojej woli rodziców i rodzeństwo przyrodnie. 4.08.1995”.

100 tysięcy za informacje

Dariusz Reluga mówi, że 13 maja 2021 roku wykonał zgłoszenie, dwa dni po rozmowie z przyjaciółką Darii, Dorotą. Kobieta wyznała, że dwa, maksymalnie trzy tygodnie przed śmiercią, najbliższa przyjaciółka zmarłej, Anna S., wyznała Darii miłość. Nastolatka miała ją odtrącić i zerwać kontakty. Ojciec czytał zeznania innych znajomych córki, z których wynikało, że przyjaciółka miała być „mściwa”. Według niego 19-latka miała dostać nauczkę, aby pokazać, „jacy źli są mężczyźni”. Formalnie oskarżył Annę S. o to, że jest inicjatorką tego, co się stało. Na rozmowę z funkcjonariuszami zgłosiła się z prawnikiem, co dla Dariusza Relugi wydaje się podejrzane.

Jak mówi Dariusz Reluga, jego koledze Stanisławowi udało się umówić na rozmowę z wyżej wspomnianą Anną. Na spotkaniu pojawił się też Jacek, były chłopak Darii. Według ojca przyjaciółka nie chciała drążyć tematu, wolała odpuścić. To również wydaje mu się dziwne. W czerwcu 2021 roku została przesłuchana i prokurator wykluczył jej związek ze sprawą. Kobieta w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” zaprzecza, że z Darią łączyła ją jakakolwiek relacja miłosna czy erotyczna. Były tylko przyjaciółkami, a 19-latka pomagała Annie w nauce. Do tej pory przyjaźni się z panią Grażyną.

Ojciec Darii oferuje 100 tys. zł za informacje o sprawcy zabójstwa
fot. arch. prywatne

- Ja mam świadomość, że ja od tego 4 sierpnia 1995 roku nie jestem normalnym człowiekiem. Jestem bardzo nerwowy. Nie potrafię korzystać z życia, chociaż finansowo mam możliwości. Zacznę nadrabiać zaległości, jak sprawa Darii będzie pozytywnie zakończona. Sprawa przedawni się za 13 lat. Mi się spieszy, nie mam zamiaru czekać. Stąd nagroda 100 tysięcy złotych. Nie wierzę, że tylko sprawca ma informacje o zbrodni. Można się przecież wygadać na przykład przy gorzale, może ktoś coś słyszał.

Podejrzewano, że zbrodnia może mieć związek z dwoma innymi sprawami – Ewy Miotk oraz Justyny Węsierskiej. Ewa miała 16 lat i wyszła z domu w Sierakowicach 13 maja 1995 roku. Ciało znaleziono 6 dni później, w workach w lesie obok Paczewa. Justyna miała 18 lat i 14 czerwca 1994 roku wyszła z domu w Leźnie, jechała do Gdańska. 3 dni później w wodzie znaleziono ciało – było w worku, skrępowane i obciążone betonową płytą. Eksperci stwierdzili, że jest mało prawdopodobne, aby Darię napadł ten sam człowiek. - Morderca Darii nie miał nic wspólnego z morderstwami innych dziewczyn. Porównywano te wyniki, jednak trzeba wykorzystać informacje, które do mnie spływają. Być może dzięki temu złapie się mordercę innej ofiary.

Dariusz Reluga oferuje 100 tys. zł dla osoby, która wskaże zabójcę Darii. Prosi o kontakt pod numerem telefonu +48 452 457 043. Informacje można też przekazywać bezpośrednio do Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, która przejęła sprawę, pod numer +48 525 190 033.

Klaudia Bochenek
Klaudia Bochenek

Związana z mediami od trzech lat, teraz podbija zakątki Radia ZET. Zażyła miłośniczka kryminalistyki i urbexu, nic jej nie zaskoczy. Trudno ściągnąć ją na ląd, kiedy już wejdzie na pokład żaglówki. Posiadaczka kota podróżnika, który podobnie kocha Mazury i Sudety. Adres e-mail: klaudia.bochenek@radiozet.pl

C