Zamknij

Zakończenie roku szkolnego 2022. "Zmęczone, bez radości. Na szkołę szuka się kija a nie marchewki"

23.06.2022 10:34
Koniec roku szkolnego
fot. KAROLINA MISZTAL/REPORTER

- Ludzie nie mają zapału, bez wielkiej radości oczekują wakacji, na które coraz częściej ich nie stać. Szkoła nie jest wyspą, skoro na zewnątrz jest źle, to w szkole też to czuć - podsumowuje rok szkolny 2021/2022 Marek Pleśniar z OSKKO.

Według „Barometru Edukacji Niepublicznej”, w ramach którego bada się nastroje dyrektorów, poprawy sytuacji w oświacie nie spodziewa się w najbliższym czasie żaden z ankietowanych dyrektorów szkół niepublicznych. Podobnie jest w placówkach publicznych? Bo mam wrażenie, że najbardziej w tym roku po głowie dostali dyrektorzy.

Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty: - Kadra kierownicza w oświacie czuje się demotywowana. Szuka się na nią bardziej kija niż marchewki. W tej sytuacji trudno oczekiwać od dyrektorów, żeby wykazywali się coraz większymi staraniami i sprostali wymaganiom tej trudnej od kilku lat sytuacji w szkołach. Mamy za sobą pandemię i lekcje zdalne, a od niedawna wojnę i tysiące nowych uczniów z Ukrainy. Teraz znowu słyszymy o wznowieniu prac nad „Lex Czarnek”, które mówi nawet o karaniu dyrektorów więzieniem za niektóre działania w pracy zawodowej.

Co pana zaskoczyło, poruszyło, może zdenerwowało w mijającym roku szkolnym 2021/2022?

- Pauperyzowanie tego zawodu po latach, gdy nauczyciele jako tako zarabiali, gdy praca w szkole była w miarę stabilna i można było na nią postawić. Ten zawód wymaga ciągłego kształcenia się, nauczyciele muszą uciekać do przodu, w edukacji nie można stać w miejscu. To jest kadra, której nie można lekceważyć, nie można jej zaniedbywać, bo ona – dzięki temu, że umie się uczyć - potrafi sobie znaleźć inną pracę, ale przecież nie o to chodzi. Nauczyciele powinni pracować tam, gdzie są potrzebni. Panuje kompletnie niezrozumienie tej sprawy, to mnie boli najbardziej.

Poza tym ten rok pokazał wyraźne dążenie do poszukiwania nowych kar a nie nowych pomysłów na złagodzenie stanu, w jakim są dyrektorzy, nauczyciele i uczniowie. Na nich też wymyśla się nowe kary, możemy więc podać sobie rękę z uczniami.

To mimo wszystko pewne światełko w tunelu: nauczyciele i uczniowie w końcu po jednej stronie barykady?

- Tak, choć nie takiej nadziei byśmy szukali. Widać, że edukacja jest rozumiana przez nasze władze dziwnie i niewspółcześnie. Gdy dzieci biją tragiczne rekordy w liczbie samobójstw, gdy towarzyszy nam upadek psychiatrii dziecięcej, pomysły na oświatę sprowadzają się do przygotowań do wojny i karania uczniów.

Nauczycielom coraz częściej potrzeba terapeutów, psychologów, a przecież oni – nauczyciele - powinni być wsparciem dla dzieciaków, które są w złym stanie. Tymczasem sami wymagają pomocy, to jak mają pomóc uczniom? To nie jest myślenie, że nauczycielom coś się należy, należy się młodzieży, ale kluczem do dobrej sytuacji w edukacji są nauczyciele. Widzimy, jak trudno jest teraz pracować z młodzieżą, ale uczymy się tych uczniów, zapraszamy ich, żeby nam sami mówili, czego potrzebują. Robimy swoje mimo wszystko, to też daje nadzieję.

Trzech na czterech ankietowanych w barometrze ocenia kondycję oświaty jako złą lub zdecydowanie złą. Ponad 80 proc. wskazało, że zadbanie o stabilną sytuację kadrową jest ich głównym wyzwaniem.

- Faktycznie wyzwaniem jest sytuacja kadrowa. Nauczyciele uciekają ze szkół, nie przychodzą nowi, a to owocuje trudnościami w uczeniu się dzieci i pretensjami rodziców, uzasadnionymi, ale co mamy na to poradzić, że uczniowie nie mają stabilizacji w kształceniu, bo nauczyciele się zmieniają albo ich brak? Dyrektorzy sami podejmują się studiów podyplomowych, żeby uczyć nieobsadzonych przedmiotów.

Czy w szkołach zabraknie też dyrektorów?

- Już brakuje, regularnie słyszę o konkursach na te stanowiska, do których nikt nie przystępował. Braki kadrowe przerabialiśmy, gdy była reforma Handkego wprowadzająca gimnazja, którą uważam zresztą za dobry pomysł. Też brakowało nauczycieli przedmiotów ścisłych, sam wtedy uczyłem fizyki, chociaż to nie była moja specjalność. Tak jest, gdy zmienia się sieć szkół, dlatego nie powinno się do tego wracać, albo robić to raz na wiele, wiele lat, bo wiemy, czym to się kończy.

Czyli nawet nie idziemy do przodu ani do tyłu tylko krążymy wkoło.

- Zawsze tak jest, gdy zmian dokonują dyletanci. Poza tym to są zmiany administracyjne, czysto mechaniczne, ale to nie zmienia istoty edukacji. Ona nie polega na administrowaniu, tylko na myśleniu czego uczyć, jakie wartości nami kierują i co chcemy uczniom dać.

Jakie to będzie zakończenie roku szkolnego?

- Zmęczone. Ludzie nie mają zapału, bez wielkiej radości oczekują wakacji, na które coraz częściej ich nie stać. Szkoła nie jest wyspą, skoro na zewnątrz jest źle, to w szkole też to czuć. Dobrze byłoby więc, żeby się chociaż lubić, wspierać wewnątrz, w szkole.

RadioZET.pl

C