Zamknij

Bawił się z Iwoną Wieczorek. "Zachowywała się, jakby nie wiedziała, co jest w klubie"

03.12.2022 08:37

Mówiła nam, że idzie pierwszy raz do Dream Clubu. Pamiętam też, że zachowywała się tak, jakby nie wiedziała, co i gdzie tam jest - mówił w rozmowie z portalem Onet Paweł, który bawił się w klubie razem z Iwoną Wieczorek krótko przed jej zaginięciem. W ostatnich miesiącach to na nim skupiali uwagę śledczy, którzy chcą wyjaśnić sprawę zaginięcia kobiety.

Iwona Wieczorek
fot. Policja/arch. prywatne

Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku. 19-latka wracała z imprezy w Trójmieście, ale nie wróciła do domu. Od 12 lat rodzina zaginionej, policja, a nawet osoby prywatne próbują rozwikłać zagadkę. Nie odnaleziono dotąd ciała kobiety ani potwierdzenia, że nadal żyje.

Onet dotarł do Pawła, który feralnej nocy bawił się razem z Iwoną Wieczorek w Dream Clubie w Sopocie. W ostatnich tygodniach to na nim policjanci skupili swoją uwagę, szukając śladów prowadzących do rozwiązania zagadki.

Zaginięcie Iwony Wieczorek. Tłumaczenia mężczyzny, który bawił się z kobietą

- Raz byli u mnie w domu, który przeszukiwali przez kilka godzin. Po paru tygodniach zjawili się u moich rodziców, którym zabrali telefony i komputery. Następnie dwukrotnie byli u mojej babci w mieszkaniu w Sopocie, gdzie nocowałem po imprezie, po której zaginęła Iwona - opowiadał mężczyzna.

Dodał, że szczególnie źle działania śledczych znosi jego 86-letnia babcia. - Nie jest już do końca sprawna ruchowo. Nawet nie mogła uczestniczyć w czynnościach policjantów, które wykonywali w piwnicy. To przeszukanie wpłynęło na nią tak źle, że od kilku dni nie wstaje z łóżka. To wszystko na tle nerwowym, przez policję - tłumaczył.

- Wykryli nawet georadarem jakiś uskok pod betonową podłogą w piwnicy mojej babci, więc uznali, że coś może tam być ukryte. Naprawdę mógłbym kuć coś młotem w wieżowcu, żeby nikt tego nie usłyszał?

Według policji Paweł po zaginięciu Iwony miał wielokrotnie dzwonić do ważnego pracownika Dream Clubu i jednocześnie byłego kickboksera. - Znaliśmy się wcześniej, bo ja również trenowałem sztuki walki, ale nie byliśmy żadnymi dobrymi kolegami. Pomagał mi załatwić nagrania z Dream Club po zaginięciu, żebym mógł je dać policji. Minęło już 12 lat, nie wszystko pamiętam, a dzwoniłem wtedy do wielu osób, jednak wydaje mi się, że wszystkie te rozmowy z nim musiały dotyczyć tych nagrań - wyjaśnia rozmówca Onetu.

Matka Iwony i śledczy utrzymują, że w feralną lipcową noc 19-latka była pierwszy raz w Dream Clubie. Mimo to lokal wydał 12 lat temu oświadczenie, że ochroniarze ją kojarzyli, a na biurku Iwony znaleziono karteczkę z numerem do byłego kickboksera.

- Mówiła nam, że idzie pierwszy raz do Dream Clubu. Pamiętam też, że zachowywała się tak, jakby nie wiedziała, co i gdzie tam jest. Zresztą ja bawiłem się tam nieraz wcześniej i jej stamtąd nie kojarzyłem. Dla niej to wyjście z nami było trochę jak wyjście do ekskluzywnego miejsca - wyjaśniał Paweł.

loader

RadioZET.pl/Onet.pl