Zamknij

Matura 2023. Polonista: Skoro to moja prywatna sprawa, to odmawiam, nie będę sprawdzał

25.01.2023 06:53

- Sprawdzanie wypracowania na maturze 2023 z polskiego jest bardzo subiektywne. Nauczyciele, którzy wracają ze szkoleń, opowiadają, że jest ogromny rozstrzał w ocenach: jeden uznał daną pracę za bardzo złą, drugi tę samą pracę za celującą - mówi w rozmowie RadioZET.pl polonista Dariusz Chętkowski, który zdecydował, że tegorocznych matur nie będzie sprawdzał. - Ale to nie z powodu nowej formuły egzaminów - zaznacza. 

Matura
fot. Przemek Swiderski/REPORTER

Aleksandra Pucułek: - Będzie pan sprawdzał nową maturę 2023?

Dariusz Chętkowski, polonista, autor BelferBloga: - Nie będę, ale wycofałem się ze sprawdzania matur już dobrych kilka lat temu, więc to nie z powodu nowej matury.

Nie przekonają pana podwyżki zaproponowane przez MEiN dla egzaminatorów z polskiego i angielskiego?

- Przydałby się zastrzyk finansowy, bo pensje nauczycieli są - cóż - małe, ale warto pamiętać, że to jest praca weekendowa. Musiałbym pracować siedem dni w tygodniu pewnie przez trzy weekendy. To duże wyzwanie dla mężczyzny w moim wieku. W wieku zawałowym, czyli po 50-tce. Trzeba uważać.

To taka prawie średnia wieku nauczycieli w Polsce.

- Większość nauczycieli, która będzie sprawdzała matury, to ludzie w wieku przedstarczym, więc powinni się zastanowić, czy warto tyrać siedem dni w tygodniu przez prawie miesiąc.

Okręgowa Komisja Egzaminacyjna mimo wszystko nie zachęcała pana do powrotu do sprawdzania matur? Słyszałam o tym od kilku nauczycieli.

- Dostałem zaproszenie i informację, żeby skorzystać ze szkoleń. Cały czas jestem widocznie w ich bazie danych.

A ile lat pan już nie sprawdza matur?

- Kilkanaście lat. Tylko do tej pory było odwrotnie: chętnych do sprawdzania było więcej niż miejsc.

A teraz? Co pan słyszy w środowisku, nauczyciele zdecydują się na sprawdzanie nowych matur? Coraz więcej osób zapowiada odmowę współpracy z CKE. Trochę w ramach buntu, bo uczniowie późno dowiedzieli się, jak nowe egzaminy mają wyglądać. Trochę w ramach sprzeciwu przed skomplikowanymi procedurami sprawdzania nowej matury.

- Mogą zwyciężyć sprawy finansowe. To jest naturalne, że ludzie potrzebują pieniędzy, ale ciężko będą musieli na to zapracować. Moim zdaniem nie jest to wciąż rozwiązane prawnie. To znaczy: jeśli sprawdzanie matur jest elementem mojej pracy i mam iść na szkolenie w sobotę i w niedzielę, to w poniedziałek powinien przysługiwać mi dzień odpoczynku zgodnie z kodeksem pracy. Tego wolnego nie mam, czyli jest to traktowane jak moja prywatna sprawa. A skoro to moja prywatna sprawa, to ja odmawiam.

Chociaż w mailach pojawia się informacja, że mogę być pozbawiony tytułu egzaminatora, że mogą być w związku z tym konsekwencje. Tylko jeżeli one by były, to znaczy, że sprawdzanie matur jest elementem mojej pracy i powinno być traktowane zgodnie z kodeksem pracy. I koło się zamyka.

Polowanie na ucznia, brutalna weryfikacja wiedzy, czy prosty schemat, którego trzeba się nauczyć. Jak pan ocenią nową maturę?

- Nauczyciele chemii, biologii, fizyki są zadowoleni. Chociaż narzekają, że jest dużo zadań, więc uczniom może zabraknąć czasu. Z tego co opowiadali, dostali jednak zapewnienie, że błędy rachunkowe i tego typu potknięcia nie będą brane pod uwagę, bo uczeń przy takim tempie pracy nie jest w stanie wszystkiego sprawdzić i dokonać korekty rachunkowej. Być może takie błędy będą traktowane jako jeden błąd. W grę wchodzi tu jednak tylko poziom rozszerzony. Do tych egzaminów podchodzą ci, którzy przeszli porządne szkolenie, którym zależy, żeby zdać je dobrze, bo wynik liczy się przy rekrutacji na studia. Wymagania są konkretne, wiedza konkretna, uczniowie wiedzą, nad czym mają pracować.

Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku języka polskiego. Sprawdzanie wypracowania z tego egzaminu jest bardzo subiektywne. Nie udało się znaleźć metody, która wprowadzałaby obiektywne zasady. Centralna Komisja Egzaminacyjna wpadła na pomysł, by w naukach humanistycznych weryfikować wiedzę na zasadzie tropienia błędów. Jak ktoś ma 100 błędów, to jest gorszy niż ten, kto ma 80. A jak ktoś ma 80 błędów, to jest gorszy od tego, który ma 40. Chodzi po prostu o liczbę błędów. Pracę sprawdza jeden egzaminator. Jedynie w tzw. sytuacji progowej, czyli blisko granicy zdania, dwie osoby sprawdzają i szukają punktów.

Tymczasem istnieją inne sposób sprawdzania egzaminów z przedmiotów humanistycznych. Na przykład w Niemczech pracę sprawdza dwóch egzaminatorów. Oni nie odnotowują uwag na marginesie tak jak u nas, że każdy następny od razu wie, jak arkusz został sprawdzony. Najpierw pierwszy egzaminator notuje uwagi na swoim pasku, po czym pasek jest oddzielany od pracy. Następnie kolejny egzaminator sprawdza pracę na swoim pasku. Potem można te paski porównać.

Jeśli sprawdzanie wyszło w sposób zbliżony, to znaczy wynik jest do zaakceptowania. Oceny były niezależne. Taką metodę można by zastosować u nas, bo nauczyciele, którzy wracają ze szkoleń, mówią, że jest ogromny rozstrzał w ocenach: jeden podczas ćwiczeń uznał daną pracę za bardzo złą, drugi tę samą pracę za celującą.

Dlaczego więc nie wykorzystać takiego rozwiązania jak w Niemczech?

- Koszty byłyby spore, bo musiałoby dwóch egzaminatorów sprawdzać jeden arkusz. A polska matura i tak jest bardzo droga. Wkoło ją reformujemy, więc pieniądze są wydawane na nowe szkolenia, materiały. Można by wypracować system, który działałby dłużej niż 5,10 lat i byłby precyzyjny, ale nie ma pieniędzy. To znaczy są, ale na kolejne reformy.

Długo mało wiedzieliśmy o nowej maturze. Jeszcze jakieś niewiadome czy już wszystko jasne?

- Jeśli chodzi o wymagania, to wiemy już wszystko. Natomiast na ostatnią chwilę mogą się zmienić zasady oceniania. Liczymy, że na korzyść ucznia. Poloniści pisali w tej sprawie petycję. Proponowali, by zrezygnować z liczenia błędów i potraktować je na przykład procentowo w stosunku do całości tekstu. Żeby osoba, która napisze wypracowanie na minimum wymaganych słów i popełni np. 10 błędów, nie była w lepszej sytuacji niż osoba, która napisze trzy razy dłuższą, erudycyjną pracę z 15 błędami. Cały czekamy na decyzję w tej sprawie.

Największy absurd nowej matury?

- Podczas próbnych egzaminów – we wrześniu i w grudniu– nie zorganizowano próbnego sprawdzania pod nadzorem właściwych OKE. Egzaminatorzy nie przeszli ćwiczeń na prawdziwych arkuszach maturalnych. Cały czas jest wielka niewiadoma, jak to będzie sprawdzane.

Jak poszło pana uczniom na próbnych maturach? Z czym mieli problem?

- Mam dwie klasy czwarte, jedną na podstawie, drugą na rozszerzeniu. Wypadli różnie. Niektórzy świetnie, inni oczekiwali czegoś więcej. Osoby, które miały 70 proc. z poziomu rozszerzonego, były zawiedzione, bo to poniżej ich możliwości. Były w szoku, że zaznaczyłem im tyle błędów językowych.

Język jest materią twórczą. Każdy człowiek, który uczy się języka, ma ochotę tworzyć nowe formy. Tylko na maturze okazuje się, że dana forma jest potoczna, błędna, albo jest zbyt długie zdanie. Patrząc wyłącznie na słownikowe zasady, można znaleźć mnóstwo błędów. W żywej mowie i w żywym języku pisanym to nie są błędy tylko oryginalne sposoby łączenia wyrazów, które jeszcze nie zostały oficjalnie zaakceptowane. Mógłbym więc na nie nie zwracać uwagi, tylko stwierdzić, że uczeń jest odważny, innowacyjny w języku. Nie wiem jednak, jaki potem trafi mu się egzaminator. Jeśli będzie purystą językowym, to zaznaczy w arkuszu 300 błędów. A maturzysta spyta, czemu mu na to wcześniej nie zwracałem uwagi.

To już nie wiem, co lepsze: czekać na maturę, która weźmie pod uwagę zdolności twórcze zdających czy już nic nie zmieniać i zaprzestać ciągłych reform.

- Podczas forum ekonomicznego w Davos jako jedną z kluczowych umiejętności podano innowacyjność na wszelkich poziomach. Egzaminatorzy powinni zaliczać do błędów tylko ewidentne złamanie zasad językowych, które prowadzą do utraty komunikatywności. Czyli jeśli człowiek napisał w sposób niezrozumiały, to jest to błąd. Wszystko inne to niższy lub wyższy poziom języka.

loader

RadioZET.pl