Zamknij

Rottweilery rzuciły się na mężczyznę. Makabryczne sceny w gospodarstwie

09.12.2022 15:26

Nie żyje 57-latek pogryziony przez rottweilery na terenie jednego z gospodarstw w powiecie płońskim (woj. mazowieckie). - Mężczyzna zmarł kilka dni temu w szpitalu w Warszawie - poinformowała w piątek prokurator rejonowa w Płońsku Ewa Ambroziak. Wraz z jego śmiercią prokuratura zmieniła kwalifikację czynu. Śledztwo prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Karetka
fot. Shutterstock.com (zdjęcie poglądowe)

- Sekcja zwłok potwierdziła, że przyczyną śmierci mężczyzny były wielonarządowe obrażenia związane z pogryzieniem przez psy - przekazała prok. Ambroziak. W związku ze zgonem pokrzywdzonego prokuratura zmieniła kwalifikację czynu. Śledztwo jest obecnie prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Przestępstwo to jest zagrożone karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Prokurator poinformowała, że na razie nikomu się przedstawiono zarzutów. - Sprawą na polecenie śledczych zajmują się policjanci, którzy swoje czynności powinni wykonać do 20 grudnia - powiedziała w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Omięciny. Rottweilery rzuciły się na 57-latka

Do tragedii doszło 17 listopada w jednym z gospodarstw w Omięcinach w powiecie płońskim (woj. mazowieckie). 57-letni mężczyzna, który tam pracował, został zaatakowany i dotkliwie pogryziony przez trzy psy rasy rottweiler. Trafił do jednego ze szpitali w Warszawie, gdzie przeszedł operacje. Jego stan od początku określano jako krytyczny.

Według ustaleń policji poszkodowany 57-latek był zameldowany na terenie gminy Serock pod Legionowem, ale w ostatnim czasie zamieszkiwał gdzie indziej, przy czym na terenie gospodarstwa w Omięcinach wykonywał różne prace porządkowe od ok. dwóch tygodni. Zaatakowany przez psy doznał licznych obrażeń całego ciała, szczególnie górnych jego partii, w tym rąk, głowy i twarzy.

Po zdarzeniu policja informowała, że gdy doszło do ataku, psy nie były zamknięte na terenie posesji. Do tej pory nie były także agresywne. Lekarz weterynarii, po obserwacji zwierząt, stwierdził, iż nie stanowią one zagrożenia. Nie miały też żadnych chorób zakaźnych jak wścieklizna i zostały zwrócone właścicielom.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/PAP