Zamknij
Rodzina Bogdańskich
Rodzina Bogdańskich
fot: arch. prywatne

Rodzina zaginęła bez śladu. Idealna ucieczka czy celowe morderstwo?

Klaudia Bochenek
Klaudia Bochenek Redaktor Radia Zet
18.11.2022 15:09

Rodzina Bogdańskich ze Starowej Góry pod Łodzią zaginęła w kwietniu 2003 roku. Dopiero w maju zgłoszono ich zaginięcie. Do tej pory śledczy nie potrafią jasno odpowiedzieć, co stało się z Danutą, Bożeną, Krzysztofem, Kubą i Gosią. W grę wchodzi zarówno morderstwo, jak i celowa, idealnie zaplanowana ucieczka.

W 2022 roku mija 19 lat od zagadkowego zaginięcia aż pięcioosobowej rodziny. Dom w Starowej Górze zamieszkiwało małżeństwo: 44-letnia Bożena i 42-letni Krzysztof oraz dwójka ich dzieci: 16-letnia Małgorzata oraz 12-letni Jakub. Swój kąt miała tam też 66-letnia Danuta, mama Krzysztofa. Po tylu latach budynek nie stał się ruiną. W oknach wiszą firanki, a ogród jest dość zadbany. Nieruchomością zajmują się bliscy Bogdańskich.

We wsi mało kto pamięta sprawę zaginionej rodziny. Są to jedynie wiekowi mieszkańcy. W mieścinie życie aż tętni – co rusz znajdują się kupcy na działki, a na każdym kroku można natrafić na budowę nowych willi. Jedna ze starszych mieszkanek opowiada, że Bogdańscy byli spokojną rodziną. Nie słyszała o jakichś aferach czy kłótniach. Często wspólnie chodzili do kościoła, a dzieci były grzeczne i uczynne. Niczego im nie brakowało – jeździli ekskluzywnym na tamte czasy nowym volvo s70, a pociechy chodziły do prywatnych szkół. Bożena zawsze znalazła chwilę na rozmowę i na nic nie narzekała. Dopiero po zaginięciu Bogdańskich w okolicy zaczęło huczeć, że rodzina uciekła przez długi i miała być zamieszana w przestępcze interesy.

Żony i dzieci nie ma w domu

Krzysztof był pracowity, zaradny i stanowczy. To on rozdawał karty, ale nie był apodyktycznym tyranem. Często było widać go pracującego przy domu. Remontował, malował, sprzątał. Jego głowa była zaprzątnięta pomysłami na kolejne biznesy. Sam zajmował się sprowadzaniem z zagranicy części komputerowych i przynosiło to ogromne zyski. Pierwsze sygnały, że rodzina zmaga się z poważnymi problemami i wręcz kryzysem, pojawiły się w kwietniu 2003 roku. Niespodziewany bieg zdarzeń zaniepokoił bliskich.

Dom rodziny Bogdańskich
Dom rodziny Bogdańskich
fot. Klaudia Bochenek

Bożena rozmawiała wtedy ze swoją siostrą, Danutą. Opowiadała, że ma kłopoty, ale więcej szczegółów udzieli w cztery oczy. Danuta postanowiła pojechać do Starowej Góry, ale odbiła się od drzwi. Krzysztof nie chciał wpuścić jej do domu. Tłumaczył, że nie ma czasu i nie są to jej sprawy. Niedługo później u Krzysztofa pojawił się teść, Tadeusz. Dowiedział się, że Bożena wraz z dziećmi pojechała na kilka dni do Wrocławia. Małżeństwo chciało założyć tam biuro turystyczne. 44-latka miała wziąć udział w szkoleniu przygotowawczym, a po kursie zwiedzać wraz z dziećmi stolicę Dolnego Śląska.

Danuta miała jeszcze okazję porozmawiać z Krzysztofem telefonicznie. Nie wiedziała, że to ich ostatnia rozmowa. Wtedy usłyszała, że rodzina planuje spędzić Wielkanoc w Niemczech u przyjaciół. Krzysztof miał dołączyć do rodziny we Wrocławiu i razem mieli udać się za granicę. Jeszcze w Wielki Piątek głowa rodziny była widziana przed domostwem. Był zajęty malowaniem ścian na strychu. To ostatni raz, kiedy ktokolwiek widział Krzysztofa. Gdy rodzina nie odpowiadała na życzenia świąteczne ani nie odbierała telefonów, bliscy poważnie się zaniepokoili. Ostatecznie zaginięcie pięciu osób zgłoszono 8 maja 2003 roku.

Śledczy poważnie podeszli do sprawy. Po przyjechaniu na miejsce dom Bogdańskich wyglądał tak, jakby mieszkańcy wyszli tylko na chwilę. Nic nie wskazywało na to, że spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechali. W pokojach pozostały ubrania, walizki, notesy, ładowarki do telefonów, a nawet najpotrzebniejsze rzeczy: leki, które musiał przyjmować Jakub zmagający się z astmą oraz medykamenty 66-letniej Danuty. Kobieta przeszła udar i miała problemy z chodzeniem. W domu brakowało jedynie piżamy 12-latka, dowodów osobistych, paszportów i dokumentów prawa jazdy.

Co więcej, w znalezionych komputerach brakowało dysków twardych. Ktoś ewidentnie chciał zatrzeć ślady i zadbać o to, aby zawartość dysków nie ujrzała światła dziennego. Hipotezy aż się mnożyły – podejrzewano porwanie, ucieczkę, morderstwo, a nawet rozszerzone samobójstwo. Pojawiły się też plotki, że rodzina wstąpiła do sekty. Śledczy obstawiają, że doszło albo do idealnie zorganizowanej ucieczki, albo do morderstwa.

Wpadli w pętlę zadłużeń

W toku śledztwa okazało się, że Krzysztof wpadł w poważne kłopoty finansowe. Polski rynek zaczął być zalewany chińskim sprzętem komputerowym – był tańszy i łatwiej dostępny. Krzysztofowi palił się grunt pod nogami i szukał dodatkowego źródła zarobku. Zaczął działać na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego. Handlował pirackim oprogramowaniem do Wizji TV i konsoli gier PlayStation. Dostał nawet ksywę „Wynalazca” - nie było dla niego problemem złamanie blokad w telefonach komórkowych. Próbował też pozyskiwać pieniądze z handlu działkami pod budowę.

Krzysztof, jego matka i Bożena zaciągali kolejne kredyty – głównie pod hipotekę. Zapożyczali się nie tylko u bliskich, ale też znajomych. 42-latek mówił niektórym, że środki pójdą na inwestycje i jeszcze wszyscy na tym zyskają. Po zaginięciu Bogdańskich do Krzysztofa Rutkowskiego zaczęły odzywać się poszkodowane osoby.

- Informacje, które do nas dotarły, i które otrzymaliśmy od osób pokrzywdzonych, które twierdziły, że zostały oszukane przez rodzinę Bogdańskich… Twierdziły, że jest to niemożliwe, żeby ktoś wyszedł z domu, zostawił wszystko nienaruszone. Zostały przyjęte dwie wersje – jedna, że uciekli, wyjechali. Policja oczywiście prowadziła pod tym kątem czynności. Druga wersja, że zostali zamordowani przez tych, od których wzięli pieniądze i ich nie oddali. Być może łódzcy policjanci z Archiwum X zajmą się tym przypadkiem, bardzo niecodziennego, a jednocześnie bardzo dziwnego zaginięcia osób, które rozpływają się niczym kamfora – mówi Krzysztof Rutkowski.

- Mogła być kilkunastoosobowa grupa takich osób pokrzywdzonych przez Bogdańskich. Niemniej jednak kwoty, które były zobowiązaniem rodziny Bogdańskich, były dość wysokie. W związku z tym oczywiście mieli prawo zniknąć. Ludzie, którzy wyłudzili pieniądze czy są organizatorami piramid finansowych zazwyczaj dobrze się mają.

Zostały przyjęte dwie wersje – jedna, że uciekli, wyjechali. Policja oczywiście prowadziła pod tym kątem czynności. Druga wersja, że zostali zamordowani przez tych, od których wzięli pieniądze i ich nie oddali

Krzysztof Bogdański sprzedał też swój samochód. Dostał za niego ok. 60 tys. zł. Na jego konto wpłynęło też 470 tys. z tytułu odszkodowania – ktoś włamał się do jego firmy. Śledczy szacowali, że w momencie zaginięcia Bogdański mógł być zadłużony nawet na milion złotych.

Jakby zapadli się pod ziemię

- Tak naprawdę ustalenia do poszukiwań w sprawie listu gończego nie przynoszą żadnych nowych informacji. Tak jakby się zapadli pod ziemię. Nie ma żadnych informacji odnośnie małżonków, dzieci. Z działu kryminalnego funkcjonariusze przyjeżdżali tutaj między innymi zapoznawać się z tą sprawą wyłudzeń kredytów, żeby znaleźć punkt zaczepienia. Tego nie znaleźli. Żeby zrobić tak zwaną czerwoną notę, czyli tą czerwoną dyfuzję, muszą być popełnione określonego rodzaju przestępstwa. Tutaj mamy przestępstwo, które nie pozwala na poszukiwanie osób podejrzanych czerwoną notą. Jeżeli jakakolwiek informacja by się pojawiła, że któreś z państwa Bogdańskich jest widziane w kraju, np. Ameryki Południowej, to my mając takie informacje, wszczynamy odpowiednie postępowanie - mówi prokurator rejonowy Marta Klimaszewska z Prokuratury Łódź-Polesie.

W toku postępowania wykluczono, aby przypadek rodziny Bogdańskich był samobójstwem rozszerzonym. Śledczy skłaniają się ku hipotezie dotyczącej zaginięcia lub morderstwa. Nie tylko bliskim zależało na odnalezieniu pięciu osób – banki ubiegały się o zwrot pożyczek. Funkcjonariusze i prokuratura zrobili wszystko, co w ich mocy. Przeszukano każdy kawałek domu, pomieszczenia zbadano przy pomocy lamp ultrafioletowych, skorzystano też z psów do poszukiwania zwłok. Przeczesywano lasy, sprawdzano motele i rozpytywano na stacjach benzynowych. Wszystko na nic.

Starowa Góra
Starowa Góra
fot. Klaudia Bochenek

Niedługo po zaginięciu na policję przyszedł anonimowy list. Ktoś apelował, aby dokładnie sprawdzić piwnicę i przekopać działki oraz szklarnię. Niestety, nic to nie dało. Członkowie rodziny Bogdańskich nie korzystali też z pomocy lekarzy – najmłodszy Jakub musiał brać leki na alergię, był też umówiony na wizytę do specjalisty. Z kolei Danuta również potrzebowała recept, aby móc normalnie funkcjonować.

Funkcjonariusz z Wydziału Kryminalnego w Łodzi mówi, że „nie zawieszają takich spraw”. Cały czas prowadzone są czynności, aby tylko natrafić na jakiś ślad, punkt zaczepienia. Jego zdaniem ktoś mógł wyrządzić krzywdę Bogdańskim albo po prostu wyjechali przez problemy finansowe. Funkcjonariusz tłumaczy, że współpracują z policją w całej Europie, ponieważ nie otrzymano żadnej przesłanki co do tego, aby rodzina opuściła kontynent. Nawet, jeśli rodzina wystąpiłaby o uznanie bliskich za zmarłych, to w rejestrze nadal będą widnieć jako zaginieni.

- Wydaje mi się, że to jest jedyna taka sprawa w Polsce, że tak naprawdę zaginęły osoby reprezentujące trzy pokolenia tej samej rodziny. Trudno mi powiedzieć… Sprawa rodziny Bogdańskich jest specyficzna, trudna, nierozwiązana od wielu lat. Gdyby były znane powody, to byłoby łatwiej ją rozwiązać. Nie znamy losów członków tej rodziny i być może nigdy ich nie poznamy - mówi Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka.

Wspólnik przekroczył granicę

W domu Bogdańskich znaleziono pamiętnik 16-letniej Małgorzaty, a w nim dość zagadkowe wpisy – niektóre były pisane szyfrem. Z treści wynikało, że dziewczyna martwi się o ojca. Pisała, że wspólnik Krzysztofa „przekroczył granicę” - nie wiadomo jednak, czy chodziło o granicę państw czy granicę psychiczną. Wydało się także, że Bogdański niedługo przed zniknięciem chciał nauczyć teścia, jak obsługuje się piec gazowy. Zostawił instruktaż, jak postępować z urządzeniem na wypadek niskich temperatur. Być może już wtedy był pewien, że nie wróci do domu wcześniej niż w 2004 roku.

- Według mojej oceny nie istnieje zaginięcie doskonałe, chociaż niektórzy próbowali to zrobić, chociaż niektórym udawało się zniknąć na 20 lat, ale nie ma takich zaginięć doskonałych. Jeśli miałoby się udać takie zaginięcie doskonałe, musiałaby wiedzieć tylko jedna osoba – ta, która zaginęła – ocenia Krzysztof Rutkowski.

Ostatecznie za Krzysztofem Bogdańskim wydano list gończy. On i jego żona są poszukiwani przez prokuraturę za wyłudzanie kredytów. Niestety, na razie nie ma żadnego punktu zaczepienia. Sprawdzano, czy rodzina przekroczyła granicę promem, samolotem czy samochodem. Brak było śladów – najpewniej mogli to zrobić na podstawie fałszywych dokumentów. Krzysztof wcześniej miał rozpytywać znajomych, czy mają dojścia do kogoś, kto idealnie podrobi np. dowód osobisty czy paszport.

- Jedni są w miejscach, gdzie praktycznie mają świadomość, że listy interpolowskie ich nie dotkną, ponieważ są miejsca, gdzie Interpol nie ma swoich krajowych biur w danych państwach i tam mogą czuć się bezpieczni. To może być np. Kosowo, wyspy na Oceanie Spokojnym. Większość państw jest w Interpolu, ale sytuacje geopolitycznie niejednokrotnie nie dają możliwości skutecznego działania Interpolu, tak jak Rosja, Białoruś - mówi Krzysztof Rutkowski.

Według mojej oceny nie istnieje zaginięcie doskonałe, chociaż niektórzy próbowali to zrobić, chociaż niektórym udawało się zniknąć na 20 lat, ale nie ma takich zaginięć doskonałych

- Oczywiście depesze są przekazywane, jeśli chodzi o poszukiwanie osób zaginionych, ale respektowanie ich może być bardzo trudne. Jest też Dubaj. Wielu Polaków, którzy poszukiwani są listami gończymi przebywają na terenie Dubaju. Te pieniądze, które wyłudzili od ludzi, mogły też przydać się w rozwoju dalszej działalności. Ukryć się można, na miesiąc, dwa, trzy, pół roku, ale zadajemy sobie pytanie: co dalej? Wiele osób, które się ukrywa, również są narażone na przestępstwa kryminalne, porwania.

Nieżyjący już detektyw, Waldemar Czerwiński, był mocno zaangażowany w sprawę. Wyznaczył nawet 10 tys. zł za informacje o Bogdańskich i we wrześniu 2003 roku wpadł na trop, którego nie udało się w stu procentach potwierdzić – sprzedawczyni z Radomia miała wówczas widzieć w centrum handlowym mężczyznę łudząco podobnego do Krzysztofa. Miała towarzyszyć mu starsza, utykająca kobieta. Monitoringu nie udało się zabezpieczyć. Czy był to Bogdański ze swoją matką? Czy oboje żyją do dziś? Bliscy nie zdecydowali się wystąpić o uznanie rodziny za zmarłych.

- Jeżeli zostaną uznani za zmarłych, to postępowania, które są prowadzone przeciwko tym osobom o wyłudzanie kredytów, zostaną umorzone ze względu na śmierć sprawcy. Uznanie za zmarłego zastępuje tak naprawdę stwierdzenie zgonu – tłumaczy prokurator Marta Klimaszewska.

Odsłuchaj podcast kryminalny Radia ZET „Materiał dowodowy” i dowiedz się, co mogło stać się z rodziną Bogdańskich. Jeśli posiadasz informacje na temat zaginionych, skontaktuj się z Wydziałem Kryminalnym w Łodzi pod numerem 47 841 21 30 lub z najbliższym komisariatem policji.

„Materiał dowodowy” to podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarzy Mateusza Kaperę i Klaudię Bochenek. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale YouTube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.

Klaudia Bochenek
Klaudia Bochenek

Związana z mediami od trzech lat, teraz podbija zakątki Radia ZET. Zażyła miłośniczka kryminalistyki i urbexu, nic jej nie zaskoczy. Trudno ściągnąć ją na ląd, kiedy już wejdzie na pokład żaglówki. Posiadaczka kota podróżnika, który podobnie kocha Mazury i Sudety. Adres e-mail: klaudia.bochenek@radiozet.pl