Zamknij

Afera mailowa. Posłanka PO negocjowała z PiS miejsce na listach? "Prosi o dyskrecję"

15.12.2021 17:11

W sieci pojawiły się kolejne maile pochodzące rzekomo ze skrzynek polityków obozu rządzącego. Tym razem chodzi o rozmowy, które władze Michał Dworczyk miał prowadzić z Joanną Fabisiak. Wynika z nich, że szef KPRM miał proponować konserwatywnej posłance PO - będącej wówczas poza parią - start z list PiS w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Ostatecznie Fabisiak dostała się do Sejmu, ale ze stołecznej listy Koalicji Obywatelskiej. W rozmowie z dziennikarzami w Sejmie potwierdziła, że doszło do rozmowy z Dworczykiem. 

Joanna Fabisiak
fot. Posłanka Joanna Fabisiak/Mariusz Gaczyński/East News

Od kilku miesięcy pojawiają się w sieci wycieki rzekomych maili ze skrzynek członków rządu. W poniedziałek na stronie "Poufna Rozmowa" opublikowano datowaną na lipiec 2019 roku (trzy miesiące przed wyborami parlamentarnymi) korespondencję, w której ujęci zostali Mateusz Morawiecki, szef KPRM Michał Dworczyk oraz dwaj współpracownicy i doradcy premiera - Tomasz Fill i Mariusz Chłopik.

Maile dotyczą rozmów, jakie Dworczyk miał prowadzić z Joanną Fabisiak. To warszawska posłanka KO (wtedy klubu PO), znana z konserwatywnych poglądów. Jest m.in. przeciwniczką aborcji i gdy w 2018 roku złamała dyscyplinę partyjną w głosowaniu dot. przerywania ciąży, została wykluczona z partii (przywrócono ją rok później). 

Afera mailowa. Posłanka PO negocjowała miejsce na listach PiS?

Ze screenów na "PR" wynika, że Dworczyk miał rozmawiać z bezpartyjną wówczas (choć wciąż formalnie należącą do klubu PO) parlamentarzystką i sondować, czy byłaby chętna wystartować w zbliżających się wyborach z list PiS.

Spotkałem się i rozmawiałem z poseł Fabisiak. Po pierwsze, prosi o absolutną dyskrecję. Po drugie, mówi, że jak PO zrezygnowała ze startu z SLD [po rozpadzie Koalicji Europejskiej - red], to ona skłania się do powrotu na ich listę. Podjęła w tej sprawie jakieś rozmowy. Z drugiej strony dwukrotnie zapytała, o jakim miejscu na naszej liście rozmawiamy. [...] Co w takiej sytuacji możemy jej realnie zaproponować? mail, który miał wysłać Michał Dworczyk

Dworczyk zasugerował, że Fabisiak prędzej zachęciłoby miejsce 4 lub 5 niż 8-9. W odpowiedzi na tę wiadomość Mariusz Chłopik miał odpisać: "Ja bym ją brał z racji tego, że to daje psychologiczną przewagę oraz to, że centrum PO idzie do PiS". Spekulacje te miał przeciąć Morawiecki, pisząc rzekomo, że "takiego miejsca na pewno nie dostanie. Ale dobrze, że rozmowy w dobrej atmosferze, bo może będzie potrzebny ten głos".

Ostatniego maila miał wysłać Dworczyk, przyznając, że posłanka miała sugerować, iż gdyby zaproponowano jej wyższe miejsce na liście, "to kto wie". Ostatecznie Fabisiak wystartowała z 4. miejsca Koalicji Obywatelskiej w stolicy i z wynikiem ponad 5300 głosów uzyskała mandat na kolejną kadencję. 

Fabisiak potwierdza: lekka rozmowa, władze klubu o wszystkim wiedziały

Co ciekawe, sama zainteresowana potwierdziła, że takie pertraktacje z przedstawicielami PiS miały miejsce. - Nie byłam wtedy członkiem partii, z której zostałam wyrzucona, byłam członkiem klubu. Różne ugrupowania proponowały mi miejsca na liście - relacjonowała Fabisiak, precyzując, że zgłosił się do niej także PSL. 

Parlamentarzystka przyznała, że o wszystkim wiedziały władze klubu PO. Na spotkaniu z nimi miała usłyszeć "idź, spotkaj się, zobacz, o co chodzi". Podkreśliła, że do spotkania doszło w Sejmie, nie w kuluarach, ale na jednym z korytarzy, "żeby mnie wszyscy widzieli". 

Nie było żadnych warunków, była lekka rozmowa, zapytano mnie, czy nie chciałabym kandydować. Odpowiedziałam, że nie, że Platforma bardzo mi odpowiada. Ot, cała historia, mało w niej dreszczu. [...] Na wesoło przeprowadzona rozmowa Joanna Fabisiak, KO

Dopytywana, czy PiS złożył jej w ostatnim czasie - w związku z kruchą większością sejmową - kolejne propozycje, odparła, że "żadnymi propozycjami się nie interesuje". - Platforma to moja jedyna partia i to się nie zmienia - zakończyła. 

Afera mailowa. Rząd nie potwierdza autentyczności maili

Wycieki, które mają rzekomo pochodzić ze skrzynek rządowych (przede wszystkim członków Kancelarii Premiera), pojawiają się w sieci od czerwca, gdy Michał Dworczyk,- szef KPRM - padł ofiarą hakerów, którzy przechwycili rzekomo jego co najmniej jedną skrzynkę mailową, a następnie zaczęli publikować treści, które pojawiały się w wymienianych tam wiadomościach.

W mailach, które miały pochodzić ze skrzynki, prawdopodobnie pojawiały się m.in. poufne informacje dotyczące polskiego bezpieczeństwa. Dotychczas przedstawiciele rządu nie potwierdzili, czy publikowana w internecie korespondencja mailowa jest autentyczna. 

loader

RadioZET.pl/poufnarozmowa.com/wyborcza.pl