Zamknij

Posłowie antyszczepionkowcy szantażują władze PiS. Chodzi o budżet

16.12.2021 19:47

Jak ustaliło RadioZET.pl, to wyjątkowo gorące godziny w Zjednoczonej Prawicy. W Sejmie trwają negocjacje między szefem klubu Ryszardem Terleckim a grupą posłów sprzeciwiających się obostrzeniom wprowadzanym najnowszym rozporządzeniem ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Grożą, że w przeciwnym razie... nie poprą budżetu. Politycy koalicji dostali już informację, by byli gotowi przyjechać na dodatkowy dzień obrad 23 grudnia, gdyby piątkowe głosowanie nad poprawkami budżetowi pokazało problemy z większością.

Elżbieta Witek i Ryszard Terlecki pracują nad posłami antyszczepionkowcami.
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

Rząd od dwóch miesięcy próbuje wprowadzić obostrzenia i powstrzymać tym samym wzrost zakażeń na COVID-19 oraz liczbę zgonów, która sięga już 700 osób dziennie. - Szczepienia nie są tak skuteczne, jak mówiono rok temu, ale nie ma żadnego bardziej skutecznego środka, by powstrzymać pandemię – przyznaje nam poseł Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski.

Dodaje, że w niemal każdym ugrupowaniu poza Lewicą są jednak politycy, którzy kategorycznie sprzeciwiają się jakimkolwiek przepisom faworyzującym osoby zaszczepione. A w niektórych także jakimkolwiek obostrzeniom, w tym noszeniu maseczek i ograniczeniom liczby gości w restauracjach czy na imprezach sportowych.

Najgłośniejszą i najbardziej konsekwentną przeciwniczką obostrzeń jest posłanka PiS Anna Maria Siarkowska oraz Janusz Kowalski z Solidarnej Polski. Zwolenników promowania zaszczepionych kosztem nieszczepionych oskarżają o wprowadzenie tzw. „segregacji sanitarnej”. Posłanka Siarkowska autorską definicję sanitaryzmu trzyma przypiętą na swoim profilu na Twitterze.

Dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego najgorsze jest to, że w sumie w klubie PiS takich posłów może być nawet dwudziestu! W ostatnich tygodniach w spotkaniach m.in. z posłanką Siarkowską brali udział Terlecki oraz marszałek Sejmu Elżbieta Witek. - Początkowo atmosfera nie była dobra, bo pani marszałek wyraziła wątpliwości co do zaświadczenia lekarskiego, którym posługuje się posłanka, żeby nie nosić maseczki – mówi nam jeden z przeciwników szczepień.

Nasz rozmówca zarzeka się, że posłanka ma realne problemy ze zdrowiem i nie może jej nosić. Ostatecznie politycy rozmawiali przez godzinę, ale nie doszli do porozumienia. Siarkowska po jego zakończeniu przekazała posłom-antyszczepionkowcom, że w jej opinii Witek zaczęła sama mieć wątpliwości odnośnie sensowności wprowadzanych obostrzeń.

To tylko zachęciło do buntu, gdy minister zdrowia Adam Niedzielski zaczął forsować konieczność wprowadzenia nowych obostrzeń, a posłowie z Czesławem Hocem na czele zgłosili jednak ustawę, która pracodawcy da prawo sprawdzania, czy pracownik się zaszczepił, czy nie. Zagrozili, że nie poprą budżetu, a to dałoby prezydentowi Andrzejowi Dudzie prawo do skrócenia kadencji parlamentu.

- Od dwóch dni trwają rozmowy z antyszczepionkowymi posłami, ale do końca nie będzie wiadomo, czy sceptycznych posłów uda się władzom klubu złamać – mówi nam jeden z polityków PiS, który akurat jest nawet zwolennikiem wprowadzenia obowiązku szczepień.

Posłowie-antyszczepionkowcy nie ufają zapewnieniom Terleckiego, który twierdzi, że prace nad ustawą Hoca będą celowo odwlekane w czasie. Wprawdzie - tak, jak obiecał - posłowie PiS na komisji zdrowia zgłosili wniosek o przeprowadzenie 5 stycznia wysłuchania publicznego tej ustawy, ale zwolennicy poglądów Siarkowskiej uważają, że to tylko gra. - Chcą, żebyśmy poparli budżet, a potem już uchwalą restrykcje – mówi nam jeden z posłów tej grupy. Zapowiada, że jeśli rząd nie zmieni swojego kursu, to kilku, a może i kilkunastu posłów może wstrzymać się od głosu w kluczowym głosowaniu.

- Opozycja może wygrać najbliższe głosowania, ale nie będzie to nasza wina, tylko kierownictwa klubu – dodaje. O tym, że posłowie grożą wstrzymaniem się od głosu słyszał też wiceszef komisji zdrowia i były sekretarz stanu w ministerstwie zdrowia Bolesław Piecha. Stara się jednak bagatelizować sprawę.

- Ta ustawa nie będzie procedowana na tym posiedzeniu - zapewnia Piecha. PiS po rozbiciu Porozumienia Jarosława Gowina dysponuje kruchą większością w Sejmie. Nawet jeśli wesprze ich trzech posłów z koła Pawła Kukiza, rząd przy mobilizacji opozycji i sprzeciwie choćby pięciu posłów Zjednoczonej Prawicy może przegrać każde głosowanie.

Tym bardziej że - jak poinformował w czwartek Wprost.pl - także liderzy Solidarnej Polski postawili władzom PiS ultimatum: wycofanie projektu Hoca albo oni nie poprą budżetu. To największy bunt w partii od czasu głosowania nad ustawą „piątka dla zwierząt”, kiedy przeciwko projektowi osobiście wspieranemu przez Jarosława Kaczyńskiego zagłosowało niemal 30 posłów Zjednoczonej Prawicy.

Przypomnijmy, że posłowie PiS, którzy sprzeciwili się ustawie, zostali zawieszeni, ale szybko się z tego wycofano. Co więcej, jeden z ówczesnych buntowników Henryk Kowalczyk wrócił właśnie do rządu i to w randzie wicepremiera oraz ministra rolnictwa.

- To był jasny dowód bezsilności prezesa, który spowodował, że w partii przez lata karnie wykonującej wszystkie polecenia Kaczyńskiego, pojawili się odważni – mówi nam jedna z posłanek PiS. Podkreśla, że dziś wielu z przeciwników „piątki dla zwierząt” jest skłonnych wystąpić przeciwko zmianom w przepisach związanych z pandemią.

Autor: Radosław Gruca

RadioZET.pl