Zamknij

Lech Wałęsa zaatakował ojca premiera. Potem załamał mu się głos

02.12.2022 15:39

- W tych trudnych czasach stanu wojennego jesteśmy internowani, a paru kolesi zakłada Solidarność Walczącą. To była zdrada! Bezczelna zdrada! - oburzył się Lech Wałęsa w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.

Lech Wałęsa
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

W piątek w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku odbyła się uroczystość z okazji 40. rocznicy powstania konspiracyjnej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ "Solidarność". W centrum pojawił się Lech Wałęsa, który opowiadał na czasach Solidarności. Jak powiedział, chciałby "wyczyścić niektóre sytuacje".

Były prezydent wspominał sierpień 1980 r., kiedy pracownicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina przystąpili do strajku po zwolnieniu przez dyrekcję Anny Walentynowicz. 14 sierpnia tuż przed południem Lech Wałęsa miał przeskoczyć mur stoczni i objąć przywództwo strajku.Wałęsa powiedział, że miał problem, żeby dotrzeć do stoczni - Obstawiono mnie tak, że mysz by się nie przecisnęła. Na klatce, spytajcie sąsiadów, byłem przez 24 godz. pilnowany. A żebym przez okno nie wyskoczył z pierwszego pietra, stał tam samochód i też mnie pilnował. A na dodatek moja żona zaczęła rodzić Anię... - opowiedział Wałęsa.

Wałęsa wyjaśnia, dlaczego zakończył strajk. "ZOMO wyniosłoby nas na pałach"

- Wstałem rano, żeby wykonać zadanie, które otrzymałem. Patrzę przez judasza - żadnych szans. Jak wyjdę to natychmiast mnie zamykają, więc położyłem się i zasnąłem jeszcze - dodał. Były prezydent dopiero kilka godzin później skorzystał z zamieszania i wydostał się z domu.

Jak wspominał Wałęsa, po dwóch dniach strajku Walentynowicz została przyjęta. Niektórzy stoczniowcy zachęcali swojego lidera, aby kontynuował strajk. - A co los mi podpowiada? Człowieku, oni na to czekają, to prowokacja. ZOMO czeka tylko na nasz błąd, a stocznia była wtedy mocno obsadzona. Gdybyśmy nie ogłosili końca strajku, weszliby i wynieśli nas na pałach. Musiałem sprzeciwić się mim kolegom i podjąć męską decyzję - podkreślił.

Lech Wałęsa ostro o ojcu premiera. Łamał mu się głos

- Cała nasza rewolucja była po to, byśmy zbudowali nowy porządek, by lepsze były Europa i świat. Pierwsza rzecz nam się udała, druga nie wychodzi. Dlaczego? Bo jak chcemy zrobić coś większego, to trzeba ustalić fundamenty, na których będziemy budować. Połowa świata chce budować świat na wolnościach, a druga połowa odpowiada: "najpierw ustalmy wartości, a potem wolny rynek i prawo". Drugi problem to system ekonomiczny. Teoretycznie jest lepszy system komunistyczny, bo choć fajnie napisany, nie jest do zrealizowania. Więc wyrzucamy komunizm, zostaje kapitalizm. Ale to rywalizacja, często nieuczciwa, masę ludzi przy tym odpada na bezrobocie - powiedział były prezydent.

Były prezydent przyznał, że "parę rzeczy poszło nie tak jak trzeba". - W tych trudnych czasach stanu wojennego jesteśmy internowani, a paru kolesi zakłada Solidarność Walczącą. To była zdrada! Bezczelna zdrada. I zdrajcy potem agentami kogoś nazywają. Żeby było jasne: nigdy na nikogo słowa nie powiedziałem, żadnym agentem nie byłem - zakończył łamiącym się głosem Lech Wałęsa.

Solidarność Walcząca została założona w czerwcu 1982 r. we Wrocławiu przez Kornela Morawieckiego, ojca obecnego premiera. Głównym celem organizacji było całkowite odsunięcie od władzy komunistów i niepodległość Polski.

RadioZET.pl/TVN24