Zamknij

Stefan W. chce wyjść z aresztu. "Wasze dzieci będą cierpieć w piekle"

29.11.2022 15:19

Oskarżony o zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza Stefan W. złożył wniosek o uchylenie tymczasowego aresztowania, "bo inaczej wasze rodziny i dzieci będą wiecznie cierpieć w piekle" - ujawnił we wtorek sąd. Sędziowie nie uwzględnili tego wniosku i mężczyzna pozostanie w areszcie.

Stefan W.
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

We wtorek w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się dwudziesta pierwsza rozprawa w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Oskarżony Stefan W. został doprowadzony z pobliskiego aresztu śledczego do największej sali sądu. Usiadł w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu za szklaną szybą.

Jeszcze przed przesłuchaniem świadków przewodnicząca składu orzekającego sędzia Aleksandra Kaczmarek ujawniła, że Stefan W. złożył "wniosek o natychmiastowe uchylenie tymczasowego aresztowania, bo inaczej wasze rodziny i dzieci będą wiecznie cierpieć w piekle" - cytowała sędzia pismo oskarżonego. Wniosku nie poparł prokurator ani oskarżyciel posiłkowy. Sąd go nie uwzględnił.

Podczas procesu odtworzono też nagrania wideo ze sceny WOŚP, na których widać moment ataku na prezydenta Gdańska i Stefana W. paradującego po scenie, jego zatrzymanie oraz próby pomocy Adamowiczowi. Po tych czynnościach sąd rozpoczął przesłuchania świadków.

Proces Stefana W. Matka była zaniepokojona zachowaniem syna

Świadek, były policjant komisariatu we Wrzeszczu, a dziś emeryt, 52-letni Jacek P., powiedział, że pod koniec listopada 2018 r. skontaktowała się z nim matka oskarżonego i przekazała, że syn opuszcza zakład karny na Przeróbce i jest bardzo zaniepokojona jego stanem i zachowaniem. - Opowiadał, że po wyjściu z zakładu karnego coś zrobi - powiedział były funkcjonariusz. Zeznał, że informacje od matki potraktował poważnie i przygotował tzw. okólnik dla innych jednostek policji nt. Stefana W., bo mógł być niebezpieczny. Informacje przekazał też komendantowi komisariatu we Wrzeszczu.

- Na początku grudnia Stefan W. wyszedł na wolność. Skontaktowałem się z matką. Mówiła, że jest w domu. Mieszka i chodzi na spacery - powiedział były policjant. Stefan W. nie chciał zadawać pytań świadkowi. Stwierdził jedynie, że "wie wszystko i jest ponad Bogiem".

Kolejny świadek, również emerytowany funkcjonariusz, wykładowca ze szkoły policyjnej oraz zawodnik i trener sztuk walki 43-letni Damian B. analizował na potrzeby śledztwa m.in. "Podręcznik użycia broni", który został znaleziony w mieszkaniu Stefana W. Wskazywał fragmenty, które mogą mieć związek z przygotowaniem zabójstwa oraz analizował sposób zadania ciosów przez podsądnego.

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Stefan W. chciał trafić do szpitala

Kolejny świadek zeznający we wtorek to 51-letni Wiesław K., który siedział z W. w jednej celi w zakładzie karnym. Mężczyzna stwierdził, że Stefan W. był bardzo spokojny. Przyznał, że jest zaskoczony czynem Stefana W., "bo ludzie coś mówią, a niekoniecznie to robią". - Stefan W. twierdził, że "będzie sławny" i że coś zrobi. Nie potraktowałem tego na serio, bo on był bardzo spokojny - podkreślił.

Inny świadek, 47-letni Jarosław G.W., który również przebywał przez trzy tygodnie z W. w jednej celi podczas śledztwa, odniósł wrażenie, że Stefan był zwolennikiem PiS. Na sali sądowej świadek nie pamiętał wiele ze wspólnej odsiadki z oskarżonym o zabójstwo Adamowicza.

Funkcjonariusz Służby Więziennej 32-letni Paweł T. zeznał, że raz miał dłuższy kontakt ze Stefanem W. w areszcie śledczym w Gdańsku. - Zapytałem, dlaczego, to zrobił - powiedział T. i przyznał, że sporządził z rozmowy notatkę. Według zeznań złożonych w trakcie śledztwa przez funkcjonariusza Stefan W. już po zabójstwie był przekonany, że zostanie uznany za niepoczytalnego i trafi do szpitala psychiatrycznego.

Proces Stefana W. Mężczyźnie grozi dożywocie

Rozprawę odroczono do 14 grudnia. Stefan W. jest oskarżony o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, a także o popełnienie przestępstwa zmuszania innej osoby do określonego zachowania. Obu przestępstw oskarżony miał dopuścić się w warunkach powrotu do przestępstwa. Oskarżonemu grozi od 12 lat do dożywotniej kary więzienia.

W opinii biegłych, gdy 13 stycznia 2019 r. wszedł na scenę i zaatakował nożem Pawła Adamowicza, miał ograniczoną poczytalność. Może to wpłynąć na wysokość kary więzienia. Sąd może zastosować jej nadzwyczajne złagodzenie.

RadioZET.pl/PAP