Zamknij

Zimno w szkołach. Rodzice sami zbierają pieniądze na węgiel. "Nie chcemy nauki zdalnej"

07.12.2022 10:26

Z powodu oszczędności nie wolno używać dodatkowych kaloryferów, farelek ani czajników, by zrobić sobie gorącą herbatę. I chociaż ogrzewanie jest włączone, w wielu szkołach wraz z nadejściem minusowych temperatur zrobiło się zimno. - Nie chcemy powrotu nauki zdalnej - powtarzają mimo to rodzice. W jednej z podstawówek sami zaczęli zbierać pieniądze na opał dla szkoły.

Szkoła
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

- Koszula z długim rękawem, kamizelka, marynarka – Michał, licealista z Warszawy, pokazuje warstwy, które ubiera w ostatnich dniach do szkoły. - Jak się rozejrzałem po korytarzu, to większość przychodzi tak ubrana. A i tak jest zimno – dodaje. Nie mierzył temperatury w budynku, ale podejrzewa, że nie przekracza 20 stopni.

Najgorzej jest na fizyce i chemii. Te przedmioty są w pracowniach na drugim piętrze. - Prawa fizyki sprawiają, że cieplej jest na górze. U nas jest na odwrót – stwierdza Michał. Niestety, przez ostatnie dni większość lekcji miał w górnej części budynku, co słychać po zatkanym nosie.

Liceum jest w starej zabytkowej kamienicy. Przez to, jego zdaniem, budynek trudniej ogrzać i stąd chłód. - A druga kwestia to oszczędności – mówi Michał. - Nie zgłaszaliśmy dyrekcji, że jest za zimno. Chyba niewiele by to dało. Wiemy, w jakiej trudnej sytuacji są szkoły. – dodaje. Zresztą dyrekcja i nauczyciele też odczuwają niższą temperaturę. Ostatnio, jak wspomina Michał, fizyczka przyszła w tak grubym swetrze, że z trudem się poruszała.

Byle nie nauka zdalna

Trudna sytuacja szkół, czyli znaczne podwyżki cen prądu, gazu i opału. Podstawówki, licea czy technika zazwyczaj na początku roku kalendarzowego przygotowują plan finansowy i wtedy z góry gmina przekazuje im pieniądze. Gdy kilka miesięcy temu okazało się, że rachunki mogą przewyższać dawno zaplanowane budżety, wielu dyrektorów wszystkie wolne pieniądze rezerwowało na ogrzewanie lub na zakup opału. W wypadku dużych szkolnych budynków podwyżki za prąd czy węgiel oznaczają opłaty większe nieraz o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Czekając na zimowe faktury, z samorządów dyrektorzy otrzymali przykaz, by oszczędzać, gdzie się da. Jak np. w Łodzi. - Do tej pory uczniowie mogli zrobić sobie herbatę, kawę, zupkę z torebki na szybko. Już nie można, zakazano używania czajników. Nie wolno też ładować telefonów w szkole – opowiada mama licealistki z Łodzi.

Jeśli chodzi o komórki, to młodzież pomaga sobie powerbankami, ale świeżo zaparzona herbata, zwłaszcza gdy temperatura w budynku od kilku tygodni nie sięga 20 stopni, rozgrzewała. Najgorsze są poniedziałkowe lekcje po weekendzie. - Na pierwszych godzinach niektórzy nawet nie zdejmują kurtek. Jak sobie nachuchają, to dopiero robi się cieplej – opowiada mama uczennicy szkoły.

Kilka razy zdarzyło się, że klasy miały odwołane zajęcia z wychowania fizycznego, bo nauczyciele nie mieli sumienia, żeby kazać przebierać się uczniom, gdy jest tak zimno. - Gdy na dworze jest upał, trudno się skoncentrować, ale gdy ma się zmarznięte palce i z niełatwo chwycić długopis, to też mały komfort uczenia – dodaje mama licealistki. Nie podaje, która to szkoła, bo obawia się, że gdy zrobi się o tym głośno, w liceum trzeba będzie wprowadzić nauczanie zdalne. A tego, zwłaszcza tegoroczni maturzyści, bardzo by nie chcieli.

Rządzący dali taką możliwość już w wakacje. Przyjęli wtedy przepisy, według których dyrektor przedszkola lub szkoły jest zobowiązany do zorganizowania zajęć zdalnych w sytuacji „zagrożenia bezpieczeństwa uczniów”. Jednym z wymienionych powodów jest nieodpowiednia temperatura zewnętrzna lub w pomieszczeniach, w których są zajęcia. Ministerstwo Edukacji i Nauki co prawda tłumaczyło, że przepisy te nie stanowią „podstaw do rezygnacji z realizacji zadań własnych gminy", czyli zaopatrzenia w ciepło danej placówki, ale np. w wypadku takich szkół jak w Łodzi jest to możliwe.

Liceum, podobnie jak u Michała, mieści się w zabytkowej kamienicy. Samorząd realizuje swoje zadanie, bo szkoła jest cały czas ogrzewana. Tylko traci ciepło przez nieszczelne okna. Dzięki dodatkowym kaloryferom czy chociażby czajnikom udawało się temperaturę podwyższyć. Teraz gdy takie urządzenia są zakazane, już o to trudniej.

Rodzice zbierają pieniądze na węgiel

„Nie chcemy dopuścić do tego, by nasza szkoła została zamknięta, a uczniowie po dwóch latach nauki zdalnej i hybrydowej podczas trwającej pandemii, zmuszeni byli kolejny raz zmienić czas spędzany w gronie kolegów i nauczycieli na samotne godziny przed ekranami komputerów” - ten sam argument podnosili w mediach społecznościowych rodzice z podstawówki w Choszczewie (woj. warmińsko-mazurskie).

Dlatego razem z nauczycielami zorganizowali festyn pod hasłem „Przez żołądek do… pieca!”. Sprzedawali m.in. obiady i ciasta, przygotowali kiermasz książek, a jeszcze wcześniej ogłosili zbiórkę na portalu zrzutka.pl. Wszystko po to, by zebrać pieniądze na węgiel do ogrzania szkoły. „W związku z licznymi cięciami dofinansowań, inflacją oraz podwyżką cen opału i energii sytuacja finansowa szkoły jest bardzo trudna. (…) Biorąc pod uwagę aktualne ceny opału, by utrzymać w budynku optymalną temperaturę, potrzebujemy kwoty w wysokości około 50 tys. zł na cały okres grzewczy” - ogłosiła szkoła na Facebooku.

Dzięki działaniom rodziców i osób zaprzyjaźnionych z podstawówką udało się zebrać 7,5 tys. zł, czyli równowartość dwóch ton węgla. To nie koniec działań, bo rodzice już ogłosili licytację przedświąteczną również na rzecz szkoły. Pieniądze z niej mają być przekazane na opał.

Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, zaznacza, że takie akcje nie powinny być podstawą finansowania bądź zaopatrywania szkoły w niezbędne rzeczy, ale nie są niczym złym. Zwłaszcza, że w ostatnich latach zmiany podatkowe odebrały masę pieniędzy małym gminom z i tak skromnymi budżetami. - W małych miejscowościach szkoła jest dobrem kulturowym, więc nie dziwię się, że rodzice pomagają – komentuje.

Takich mobilizacji nie brakowało w ostatnim czasie. - Sprawdziło się to w pandemii i gdy przyjmowaliśmy Ukraińców. Wtedy, jak to niektórzy stwierdzili, Polska stała się największą organizacją pozarządową świata – przypomina. Na co dzień od dyrektorów jednak słyszy, że samorządy starają się naprawdę dobrze ogrzewać szkoły, choć nawołują do oszczędności. - Na razie panuje taka postawa, by wywalczyć od rządu pieniądze i by rząd dofinansował tę sferę, bo powinien to zrobić – mówi Pleśniar.

loader

RadioZET.pl