Zamknij

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Musimy to przyznać. Ekonomicznie Rosja nie została położona na łopatki

14.10.2022 16:00

- Musimy to przyznać. Ekonomicznie Rosja nie została położona na łopatki – powiedziała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckiej.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
fot. Radio ZET

W popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckiej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – dyrektorka Instytutu Strategie 2050, ambasador Polski w Federacji Rosyjskiej w latach 2014–2016 powiedziała: - Ekonomicznie Rosja nie została położona na łopatki. Sankcje miały tę gospodarkę kompletnie zdezorganizować – to się nie stało. Musimy to przyznać. Rosja zarabia przede wszystkim na ropie, którą nie sprzedając w Europie, przekierowuje do Indii i do Chin, kompensując sobie straty zwyżką cen.

Była ambasador w Moskwie podała jeszcze jeden przykład braku oczekiwanych porażek gospodarczych Rosji: - Przy gazie też jest taka zwyżka cen, że Rosja kompensuje tym zmniejszenie dostaw gazu do Europy, pomimo że to Rosja przykręca tu kurek, nie Europa.

- W Ukrainie nastąpiła eskalacja konfliktu. Rosjanie doświadczyli niepowodzeń na froncie. Przez pewien czas było widać zawieszenie, Putin zastanawiał się, co robić. Później anektowano regiony, które nie są dziś nawet kontrolowane przez Rosję. Zmiana głównodowodzącego i nastąpiły dzień po dniu zmasowane ataki terrorystyczne, uderzające w ludność cywilną, oraz infrastrukturę strategiczną. To jest nowa faza wojny – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz w popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckiej.

- Rosjanie zrozumieli, że militarnie na froncie, wojskowo nie wygrają. W związku z tym rozgrywają to politycznie, mówiąc to są nasze ziemie, ogłaszając mobilizację. To jest także inny przekaz do Rosjan, którym mówiono do tej pory o operacji specjalnej, w której oni nie uczestniczą. Teraz powiedziano im – to jest wojna.

„Rosjanie nie chcą iść na front”

- Rosjanie nie chcą iść na front. Dotychczas propaganda mówiła, że to tylko precyzyjne uderzenia w cele militarne. Nic o zdewastowaniu Mariupola i innych miast nie mówiono. Teraz w rosyjskiej telewizji już się mówi: uderzamy w infrastrukturę. Tłumaczą, że ich zaatakowano terrorystycznie, więc odpowiadają tak samo.

Rosyjska propaganda i dwa warianty ataku. - Są dwa warianty ataku na Most Krymski, jak jest do  końca my się nie dowiemy. Pierwszy to akcja za liną frontu zorganizowana przez służby ukraińskie. Nakierowana na sukces wizerunkowy i odcinająca dostawy dla armii. Drugi - propagowany przez Ukrainę, że są to jakieś walki wewnętrzne frakcji w Rosji, gdzie chciano zmusić Putina do radykalnej eskalacji.

Beata Lubecka: - Andriej Piontkowski  - rosyjski publicysta - stawia tezę, że Putin już przegrał i zostanie zastąpiony przez kolejnych pragmatycznych łajdaków, którzy powiedzą zachodowi, ż już nie ma zagrożenia nuklearnego i poproszą o zawarcie traktatu, bez całkowicie wstydliwej kapitulacji. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: - To jest jeden ze scenariuszy, ale ja bym była daleka od przekonania, że jedyny i że tak się to wszystko potoczy. Wiemy, że rosyjska armia jest w bardzo złym stanie, poborowi wysyłani są na front bez szkolenia. Wiemy też, że zdolność bojowa Rosjan jest totalnie niewspółmierna z oczekiwaniami Putina i że ta armia militarnie ponosi klęskę za klęską i nie widać, jak miałaby przejąć inicjatywę. Ukraińcy posuwają się do przodu i Chersoń – jedyne duże miasto pod rosyjska kontrolą – może zostać odbity.

Brytyjczycy donoszą, że Chersoń może być odbity już niebawem, nawet w tym tygodniu. - Brytyjskie służby rzeczywiście krytycznie opisują stan rosyjskiej armii, jako absolutnie fatalny, co widzimy po efektach na froncie. Uderzenia w infrastrukturę cywilną, zmasowany atak rakietowy, to jest przyznanie się, że na froncie armia rosyjska nie ma perspektyw,  aby dać radę – powiedziała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, dodając: - Wyrzucają wszystkie rakiety do walki po to, żeby zdewastować energetykę ukraińską, oraz zniszczyć to państwo i morale społeczeństwa. Paradoksalnie, wcale nie wpływa to na sytuację na froncie.

- Porażki militarne dewastują wizerunek Putina. Siła militarna jest bardzo ważnym czynnikiem autorytetu i przełożenia tego na sprawowanie władzy w Rosji. Dlatego Putin musiał tak radykalnie zareagować na to, co się w ostatnich tygodniach stało.

 "Polska powinna stać się częścią tego programu Nuclear Sharing. Nie jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii"

- Jestem przekonana, że tylnymi kanałami Rosjanie dostają informacje od Amerykanów, co zostanie zrobione. Oznaczałoby to wejście NATO w zwarcie z Rosją. Tu jest bardzo ważny wymiar Polski – program Nuclear Sharing. W moim przekonaniu Polska powinna stać się częścią tego programu – powiedziała w popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckiej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – dyrektorka Instytutu Strategie 2050, ambasador Polski w Federacji Rosyjskiej w latach 2014–2016.

- Prezydent Duda podniósł to publicznie, nie uzgadniając tego z partnerami amerykańskimi, którzy natychmiast zareagowali mówiąc, że nic nie słyszeli, nic nie widzieli. O takich rzeczach nie można mówić publicznie, jeżeli nie ma się tego uzgodnionego z partnerami amerykańskimi – dodała Pełczyńska-Nałęcz: - To są bardzo delikatne rozmowy i jeżeli jest zgoda, że możemy wyjść z tym publicznie, to wychodzimy. Następuje trochę dyskredytacja Polski, jako ewentualnego rozmawiającego o tej sprawie, podnoszenie tego w ten sposób.

Zdaniem byłej ambasador w Moskwie: - Najważniejsze, że Polska siadłaby  do stołu z wszystkimi, którzy są w tym programie i miałaby dostęp do polityki i wiedzy powstrzymywania nuklearnego NATO. To jest coś, co zdecydowanie nam się należy. Jesteśmy krajem przyfrontowym. Nie jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii.

Czy Putin może użyć broni nuklearnej? - Nie można traktować tego, jak blef. Zbyt wiele rzeczy się zdarzyło, które były odbierane, jako „Putin sobie mówi”. Mamy do czynienia z graczem, którego racjonalność wymyka się naszej racjonalności. Jest zdesperowany, zdeterminowany, nie ma dokąd się cofnąć. W związku z tym, jeżeli zostanie totalnie przyparty do ściany, zdecyduje się przekroczyć tę czerwoną linię – użyć broni nuklearnej.

Co mogłoby to oznaczać? - Mogłoby to oznaczać użycie w pierwszym kroku broni taktycznej, czyli bardziej demonstracja „mogę” niż niszczenie i raczej w Ukrainie, niż gdziekolwiek indziej. Nie można tej sprawy lekceważyć, ale też nie można popaść w paraliż, że nic nie robimy, bo się boimy. Ten szantaż pozostaje, jeżeli my się teraz wycofamy, to on postawi kolejne żądania i powie - broń atomowa i kolejne i broń atomowa. To nie jest metoda, żeby ustępować ponieważ druga strona będzie się posuwać i będzie eskalować żądania.

RadioZET.pl