Zamknij

Jan P. Matuszyński: Film "Żeby nie było śladów" zrobiłem dla ludzi, a nie dla nagród

Jakub Plecha
29.09.2021 16:05

- Nie robiłem “Żeby nie było śladów” z myślą o Oscarach, chciałem przekazać coś społeczeństwu i to jest dla mnie najważniejsze. Bardziej zależy mi na moim zadowoleniu z pracy nad produkcją. Zawsze mam wyśrubowane oczekiwania wobec innych, jak i wobec swojej pracy. Ta satysfakcja przychodzi później - mówił w Radiu ZET reżyser Jan P. Matuszyński. 

Film” Żeby nie było śladów” jest polskim kandydatem do Oscara w kategorii Najlepszy Pełnometrażowy Film Międzynarodowy. Jan P. Matuszyński pytany przez Michała Korościela o promocję filmu, odpowiedział: “o wiąże się z bardzo dużą liczbą spotkań z członkami amerykańskiej akademii filmowej. Ta machina przypomina nieco kampanię prezydencką. Musimy wypromować “Żeby nie było śladów”, aby go po prostu zauważono. Jest wiele ścieżek interpretacyjnych tego filmu. Nie chcę nikomu nic narzucać. Jestem bardzo ciekaw, jak ten film zostanie odebrany chociażby przez członków amerykańskiej akademii filmowej. Oni nie są osadzeni w naszej rzeczywistości kulturowej”.

- Wydaje mi się, że łączenie “Żeby nie było śladów” ze śmiercią George’a Floyda jest nieuniknione. To jest bardzo mocna figura jeżeli chodzi o media społecznościowe. Sprawa Floyda odbiła się tak szerokim echem, że trudno nie powiązać jej ze sprawą Grzegorza Przemyka. Takie rzeczy dzieją się cały czas na całym świecie i to nadaje mu pewnej uniwersalności - podkreślił w Radiu ZET Jan P. Matuszyński. 

Reżyser “Żeby nie było śladów” przyznał, że nie przywiązuję wagi do gali oscarowej. - Jestem świadomy tego, że gala wręczenia Oscarów jest punktem, do którego powinien dążyć każdy filmowiec. Mogę mieć dzięki temu lepsze oferty i robić filmy z większym budżetem. Traktuję to jako kolejną przygodę. Nie mam też wielu oczekiwań. Zestaw filmów międzynarodowych może być w tym roku bardziej konkurencyjny niż zazwyczaj - zaznaczył gość Radia ZET.

"Nie chcę dodawać do tego filmu kontekstu politycznego"

- Wielu filmowców często ma potrzebę, żeby opowiedzieć o czym zrobili swój film. Natomiast ja to, co chciałem powiedzieć, jest już zawarte w filmie. To jest moja forma złożonej i nieoczywistej komunikacji. Nie chcę dodawać do niego kontekstu politycznego - podkreślił Jan P. Matuszyński. Jego zdaniem “Żeby nie było śladów” może być interpretowany na wiele sposobów. - Jestem bardzo ciekaw, jak ten film zostanie odebrany np. przez członków amerykańskiej akademii filmowej. Oni nie są osadzeni w naszej rzeczywistości kulturowej. Bardzo zależy mi też na tym, co o filmie powiedzą młodzi ludzie. Na premierze filmu w Warszawie byli dorośli ze swoimi nastoletnimi dziećmi. Wiem, że na młodzieży zrobił on duże wrażenie. Byli w szoku i chyba coś zrozumieli. Oglądając ten film, można wejść w rzeczywistość z 1983 roku. To jest pewien walor edukacyjny - dodał gość Radia ZET.

Jan P. Matuszyński opowiedział w Radiu ZET o swoich wrażeniach z 78. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. - To było piękne wydarzenie. Trudno o lepsze miejsce na światową premierę filmu. Recenzje były dosyć zróżnicowane. Jednak to było naprawdę piękne wydarzenie, cieszę się, że w nim uczestniczyłem - podkreślił reżyser filmu “Żeby nie było śladów”. Gość Radia ZET przyznał, że bardzo zależało mu na opinii Cezarego Łazarewicza - autora reportażu, na podstawie którego został nakręcony film "Żeby nie było śladów". - Kiedy robię film, to zawsze zależy mi na opinii najbliższych. Zawsze chciałbym usłyszeć od żony: “warto było cię wypuszczać z domu na tak długo”. Istotna również była dla mnie opinia Cezarego Łazarewicza nt. tego filmu - podsumował Jan P. Matuszyński.

RadioZET.pl