Zamknij

Katarzyna Szymielewicz: Rozumiem skąd jest tu niepokój, zwłaszcza w kontekście Pegasusa

16.09.2022 16:40

Rozumiem skąd jest tu niepokój, zwłaszcza w kontekście Pegasusa, który jest ciągle rozgrzewającą aferą. Tu też rząd nie tłumaczy za wiele, nie pojawia się na przesłuchaniach organizowanych przez  deputowanych europejskich i KE powiedziała Katarzyna Szymielewicz w popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckiej.

  

Katarzyna Szymielewicz
fot. Radio ZET

W popołudniowej Rozmowie Radia ZET u Beaty Lubeckiej, dotyczącej m.in. nowych aplikacji proponowanych przez MSWiA, które byłyby instalowane w każdym telefonie obligatoryjnie, Katarzyna Szymilewicz – prezeska Fundacji Panoptykon powiedziała: - Rozumiem skąd jest tu niepokój, zwłaszcza w kontekście Pegasusa, który jest ciągle rozgrzewającą aferą. Tu też rząd nie tłumaczy za wiele, nie pojawia się na przesłuchaniach organizowanych przez  deputowanych europejskich i KE.

- Były już aplikacje covidove, np. kwarantanna domowa, a drugą taką aplikacją była ta do kontaktów społecznych. Obydwie zakończyły się kompletnym fiaskiem. To nie działało, założenia technologiczne były słabe, to nie miało szans zadziałać – powiedziała Szymilewicz, dodając: - Wtedy przy Covidzie pomysł był  taki, że chronimy się nawzajem. Teraz chodzi o to, że chodzi o moje zdrowie i życie. Nie rozumiem dlaczego w tym kontekście, gdzie chodzi o moje zdrowie i życie, a nie innych ludzi, ja ma być zmuszana do instalacji konkretnego oprogramowania. Wystarczyłaby może kampania informacyjna dla ludzi, że możecie to ściągnąć. Dlaczego nie można dostać sms’a, lub polegać na aplikacjach nieobowiązkowych, na telefonie.

- Czy ta aplikacja może służyć do inwigilowania? – zapytała Beata Lubecka. - Nie możemy tego zweryfikować bez dostępu do kodu. Bez zajrzenia we wnętrze takiej aplikacji. Z tego co wiem MSWiA nie wyrywa się z pomysłem audytów niezależnych. Na razie w założeniach jest, że te aplikacje nie będą przetwarzały danych o ludziach – odpowiedziała Katarzyna Szymielewicz - Na razie w założeniach jest, że te aplikacje nie będą przetwarzały danych o ludziach. Niczego nie będą zbierały, wysyłały bez kontaktu z naszej strony. Tu chodzi o 112.

- Czy taka aplikacja może nas lokalizować w danej chwili? – zapytała Gospodyni programu Popołudniowy Gość Radia ZET. - To jest technologicznie możliwe, ale można też zaprojektować aplikację tak, aby była uśpiona, bezpieczna dla mnie i tylko kiedy coś się dzieje i ja uruchamiam ją, nastąpi przepływ danych. Bez zajrzenia do środka nie dowiemy się tego, ale mamy dobre praktyki ze strony rządu. Gdy powstawały covidove aplikacje, Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło kod, zaprosiło niezależnych ludzi branży do oceny tego. Zaprosiło UODO. Zrobiło coś, co nazywamy ocena skutków dla ludzi – powiedziała Szymielewicz - Teraz nie mamy tych ruchów. Pytam dlaczego? Dlaczego od razu jest założenie preinstalacji, dlaczego nie ma opinii UODO, dlaczego nie ma ocen ryzyka? One powinny być częścią projektu, a tu mamy jedno zdanie ogólne, że jest taka aplikacja i to wszystko.

Zdaniem Katarzyny Szymielewicz, jest jeszcze jedne bardzo ważny element dotyczący tych aplikacji: - To jest resort siłowy jednak i pojawia się pytanie, a co będzie, jeśli tam jest jakieś tylne wejście do aplikacji, a przez nią do telefonu? Nie możemy tego wykluczyć, dopóki się nie zrobi niezależnego audytu.

 "W mojej ocenie rząd narusza prawo."

- Pegasus, czy powinniśmy jeszcze do tego wracać? – zapytała Beata Lubecka. - W mojej ocenie rząd narusza prawo (Pegasus). Polskie służby nie mają uprawnień, aby korzystać z oprogramowania, które może modyfikować komunikację między ludźmi, doprowadzić do sfabrykowania dowodów. To jest nadmiarowe – odpowiedziała Katarzyna Szymielewicz. Na pytanie dlaczego Polski rząd, nie chce spotkać się w poniedziałek z delegacją PE przyjeżdżającą do Polski w tej sprawie, prezeska Fundacji Panoptykon stwierdziła: - Dopiero co komisja PE była w Grecji, gdzie rząd przystąpił do wysłuchań. Na pewno jest to dobre dla społeczeństwa obywatelskiego i służy debacie.

.  - Rząd powinien wejść w dialog, bo naruszył prawo (Pegasus). Jedyne, co mogą zrobić, to wytłumaczyć się z tego. Nie robią tego i brną w naruszenie prawa dość arogancko i eskalują konflikt. Powodują, że kolejni obywatele mogą czuć się zagrożeni – powiedziała Szymielewicz. Jej zdanie taki stan rzeczy ma również wpływ na negatywne postrzeganie próby obligatoryjnego instalowania aplikacji. - Przykład covidovy. Aplikacje przygotowane przez rządy nie mogły zadziałać, bo telefony wyłączały niezbędną dla nich funkcję. Wówczas Google i Apple rozwiązały ten problem za rządy i do naszych smartfonów dostało się rozwiązanie w sposób dla nas niewidzialny. I to pokazuje, jaka to jest władza.

O działaniach polskiego rządu dodała: -  Nie rozumiem dlaczego rząd nie chce oprzeć się na istniejących rozwiązaniach, jak np. M Obywatel. Są rozwiązania, które mogą działać skuteczniej, stąd niepokój obserwatorów, dlaczego taka formuła została wybrana i też sprzeciwy samych dostawców telefonów. Oni tez nie chcą tego robić, bo to mocna ingerencja w ich system.

Poruszając dalej tematy inwigilacji oraz braku zaufania obywateli do rządu, Katarzyna Szymielewicz w  rozmowie z Beatą Lubecką stwierdziła: - Brak przejrzystości i brak nadzoru nad całą sfera działania służ budzi niepokój. Stąd Panoptykon od 10 lat proponuje proste rozwiązanie, czyli niezależną kontrolę służb specjalnych.  Mogłoby to być ciało wyłonione przez kilka grup, np. sędziowie, rząd, niezależne grupy, byli prokuratorzy, byli ludzie służb. Takie kolegialne ciało mogłoby mieć swój aparat, administrację. Mogłoby weryfikować niebezpieczne sygnały, które to dostawalibyśmy, jako obywatele. To jest prawo, które działa w wielu krajach.

 "Pegasusa można uznać za broń."

- Tak głęboka ingerencja w telefon, moim zdaniem, jest możliwa tylko przez to oprogramowanie. Dlatego mamy z nim problem, bo wykracza poza standardy demokratyczne przyjęte w Polsce – powiedziała Szymielewicz.

RadioZET.pl