Room for Manchester. Spontaniczna akcja pomocy po ataku na koncercie

Redakcja
23.05.2017 10:32
Room for Manchester. Spontaniczna akcja pomocy po ataku na koncercie
fot. East News

Manchester po wybuchu w pobliżu hali koncertowej jest sparaliżowany. W związku z tym mieszkańcy działają solidarnie i rozpoczęli akcję pod hashtagiem #RoomForManchester, oferując tym samym pomoc potrzebującym. 

Na koncercie Ariany Grande w hali Manchester Arena przybyła głównie młodzież i dzieci. Po eksplozji i ogólnej panice, w internecie pojawiło się wiele ogłoszeń i apeli o pomoc w odnalezieniu bliskich. 

Okolica tragedii jest zamknięta, policja nie daje nawet przejść tamtędy osobom spieszącym się do pracy.

Kłopoty mają osoby, które do Manchesteru przyjechały i teraz utknęły w mieście ze względów bezpieczeństwa. Pomoc okazała się bezcenna zwłaszcza w pierwszych godzinach po ataku. W sieci bardzo szybko zawiązała się luźna społeczność używająca hashtagu #RoomForManchester (Pokój dla Manchesteru). Ludzie oferują nocleg i opiekę osobom, które były na koncercie i nie miały możliwości powrotu do domu. Także lokalni taksówkarze proponowali bezpłatne przewozy na terenie miasta. Pomagali wydostać się z regionu dotkniętego atakiem.

Świadkowie tragedii w Manchester Arena powiedzieli lokalnym mediom, że usłyszeli "głośny huk" lub "wybuch" wewnątrz hali po zakończeniu koncertu.

Usłyszeliśmy eksplozję i zaczęliśmy uciekać

Karen Ford, która była na koncercie razem z córką, tak relacjonowała sytuację w rozmowie z BBC:

- Ariana zeszła ze sceny, światła się zapaliły i wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Nagle usłyszeliśmy eksplozję i wtedy zaczęliśmy uciekać. Widziałam mnóstwo dzieci bez rodziców, wszystkie krzyczały, nikt nie potrafił im w tamtej chwili pomóc - mówiła.

BBC Radio Manchester rozmawiało też z kobietą, która poszła na koncert ze swoją 12-letnią siostrą. - Wyszliśmy już z hali na dworzec kolejowy. Wtedy usłyszałyśmy eksplozję i momentalnie zobaczyłyśmy tłum ludzi na schodach. Złapałam siostrę i położyłyśmy się razem pod ławkami. Nie miałyśmy innego wyjścia. Zadzwoniłam do chłopaka, który kazał nam za wszelką cenę uciekać. W foyer wszędzie był śmierdzący dym. Udało nam się w końcu wydostać, na zewnątrz wszędzie leżeli ludzie, niektórzy z bandażami na głowach. Siostra przytuliła się do mnie i powiedziała: "Kocham cię". To było straszne - opowiadała w radiu BBC Manchester.

W wieczornej eksplozji po koncercie w hali Manchester Arena zginęły 22 osoby, a 59 zostało rannych - poinformowała we wtorek rano policja. Wśród zabitych są dzieci. W hali wysadził się zamachowiec-samobójca. Wśród ofiar są dzieci.

Świadkowie incydentu w Manchester Arena, w którym wczoraj wieczorem zginęły co najmniej 22 osoby, a 59 zostało rannych, powiedzieli lokalnym mediom, że usłyszeli "głośny huk" lub "wybuch" wewnątrz hali po zakończeniu koncertu.

Karen Ford, która była na koncercie razem z córką, tak relacjonowała sytuację w rozmowie z BBC:

- Ariana zeszła ze sceny, światła się zapaliły i wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Nagle usłyszeliśmy eksplozję i wtedy zaczęliśmy uciekać. Widziałam mnóstwo dzieci bez rodziców, wszystkie krzyczały, nikt nie potrafił im w tamtej chwili pomóc - mówiła.

RadioZET.pl/KM