Zamknij

Gwałty, pobicia i aresztowania. Tak Bangladesz ma tłumić protesty uczniów

Redakcja
07.08.2018 13:31
Bangladesz. Sprzeczne informacje o tłumieniu protestów uczniów
fot. PAP/EPA/MONIRUL ALAM

Sprzeczne informacje docierają z Bangladeszu, gdzie od ponad tygodnia trwają protesty uczniów przeciwko zbyt dużej liczbie wypadków drogowych. Miejscowe media informują o przypadkach gwałtów, ataków maczetami oraz zabójstw uczestników wystąpień. Władze kraju dementują te informacje, nazywając je fałszywymi. W reakcji wyłączono również w kraju internet mobilny.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Protesty wybuchły po informacji, że dwoje nastolatków zginęło w niedzielę, 29 lipca potrąconych przez autobus, który przekroczył dozwoloną prędkość. Wiadomość o wypadku szybko rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych, powodując gniew uczniów.

W kolejnych dniach 18-milionowa stolica kraju Dhaka została sparaliżowana przez protesty uliczne młodych ludzi. Młodzi ludzie, nawet 13-latkowie, zatrzymują samochody i autobusy, sprawdzając, czy kierowcy mają ważne dokumenty i w jakim stanie są pojazdy.

Zobacz także

W ostatni weekend, jak donosi agencja AFP, doszło do zaostrzenia sytuacji, kiedy kolejna demonstracja została siłą stłumiona przez służby bezpieczeństwa. Policja użyła wobec demonstrujących gazu łzawiącego oraz zatrzymała wielu uczestników protestów.

Według anglojęzycznego dziennika „Daily Star” w starciach w stołecznej dzielnicy Bashundhara rannych zostało 40 osób. Nieznany sprawca zaatakował również samochód przewożący ambasador USA w Bangladeszu Marcię Bernicat.

Zdaniem aktywistów organizacji broniącej praw człowieka, Human Right Watch, protestujących uczniów i studentów zaatakowali kijami maczetami sympatycy partii rządzącej Ligi Awami oraz jej młodzieżówki. Pobici mieli zostać również dziennikarze i fotoreporterzy relacjonujący tłumienie protestów w Dhace. Aresztowany został znany fotograf z Bangladeszu Shahidul Alam.

Wyłączono internet w całym kraju

Pojawiały się również pogłoski o gwałtach dokonywanych podczas tłumienia protestów.

Władze kraju nie podają informacji o rannych i ewentualnych zabitych w starciach. Informacje dotyczące ataków na protestujących nazwano fałszywymi.

„Po fali dezinformacji w związku z protestami po tragicznym wypadku drogowym z 29 lipca rząd Bangladeszu ostrzega za pomocą wiadomości SMS mieszkańców kraju o rozprzestrzenianiu się fałszywych informacji” – podaje serwis The Next Web.

Zobacz także

W wysyłanych przez ministerstwo spraw wewnętrznych Bangladeszu wiadomościach tekstowych podkreślono, że „nieprawdziwe są doniesienia o zabójstwach i gwałtach na studentach. Informacje te to wyłącznie plotki, których nie należy traktować poważnie”.

SMS-y są według The Next Web bezpośrednią reakcją na falę dezinformacji, która w ostatnich dniach zalała Bangladesz po tragicznym wypadku drogowym w pobliżu Dhaki.

4 sierpnia władze Bangladeszu zadecydowały o wyłączeniu internetu mobilnego w całym kraju. „Daily Star”, jedna z największych w tym kraju gazet anglojęzycznych, informowała wówczas o aresztowaniach osób odpowiedzialnych za szerzenie nieprawdziwych informacji w mediach społecznościowych.

Rząd Bangladeszu stara się uspokoić sytuację również deklaracjami zmian w prawie. W wypowiedzi dla agencji AFP minister sprawiedliwości Bangladeszu Anisul Huq zapowiedział wprowadzanie ustawy zakładającej karę śmierci dla sprawców śmiertelnych wypadków drogowych, jeśli zostanie im udowodniona umyślna wina.

Szacuje się, że ponad 4 tys. pieszych zginęło w wypadkach drogowych w Bangladeszu w 2017 roku, co stanowi wzrost o 25 proc. w stosunku do 2016 roku.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/AFP/PTD