Zamknij

Białoruś wydaliła ambasadora Łotwy. Ta odpowiedziała tym samym

24.05.2021 18:44
Aleksandr Łukaszenka
fot. BelTA/Associated Press/East News

Ambasadorowi Łotwy polecono opuszczenie Białorusi w ciągu doby – oświadczył w poniedziałek minister spraw zagranicznych Uładzimir Makiej. Mińsk w ciągu 48 godzin mają też opuścić pozostali pracownicy placówki. MSZ Łotwy odpowiedziało tym samym.

Ministerstwo spraw zagranicznych Łotwy postanowiło w poniedziałek o wydaleniu ambasadora Białorusi i całego personelu dyplomatycznego tego kraju. To odpowiedź Rygi na decyzję Mińska, który wcześniej poinformował o wydaleniu ambasadora Łotwy i całego łotewskiego personelu dyplomatycznego.

W Mińsku zostanie jeden pracownik techniczny, aby opiekować się budynkiem ambasady – oświadczył Makiej, cytowany przez agencję państwową BiełTA. Wcześniej do MSZ został wezwany ambasador Łotwy. Mińsk wyraził kategoryczny protest wobec aktu „państwowego wandalizmu”.

Jako taki określił działania burmistrza Rygi, który w obecności szefa dyplomacji Łotwy zastąpił eksponowaną w związku z mistrzostwami świata w hokeju flagę państwową Białorusi, biało-czerwono-białą flagą, nawiązującą do symboli historycznych i będącą symbolem białoruskich protestów.

Białoruś wyrzuca ambasadora Łotwy. Mówi o akcie „państwowego wandalizmu”

Białoruski minister powiedział, że zażądał od władz łotewskich przeprowadzenia dochodzenia i przeprosin, a także przywrócenia na miejsce białoruskiej flagi państwowej. - Nie możemy pozostawić takich prowokacyjnych działań bez odpowiedzi – powiedział Makiej.

Z informacji PAP wynika, że decyzja Mińska nie dotyczy prawdopodobnie konsulatu tego kraju w Witebsku na północnym wschodzie Białorusi.

W odpowiedzi na działania Mińska łotewskie ministerstwo spraw zagranicznych postanowiło o wydaleniu ambasadora Białorusi i personelu dyplomatycznego tego kraju – poinformowała agencja Reutera, powołując się na rzecznika łotewskiego resortu dyplomacji.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

RadioZET.pl/PAP