Pożar w elektrowni atomowej. Białoruś ujawnia informacje po 9 miesiącach

11.02.2020 20:30
Białoruś
fot. Białoruska Elektrownia Jądrowa/Wikimedia.Commons

Białoruskie władze ujawniły po dziewięciu miesiącach, że w zeszłym roku w budowanej na terenie tego kraju elektrowni atomowej doszło incydentu pożarowego. Nikomu nic się nie stało, a konsekwencje wobec odpowiedzialnych za tę sytuację miały już zostać wyciągnięte. 

Jak informuje rosyjska agencja Interfax, Ministerstwo Energetyki Białorusi podało informację o incydencie, który miał miejsce w maju 2019 roku na terenie powstającej od kilku lat Białoruskiej Elektrowni Jądrowej w miejscowości Ostrowiec w powiecie grodzieńskim (północna Białoruś, blisko granicy z Litwą). 

Zobacz także

O sprawie pisaliśmy już w sierpniu ubiegłego roku, powołując się tajny dokument, do którego miał dotrzeć białoruski bloger Nexta. Sugerował on, że w przypadku poważniejszego wypadku, w wyniku którego mogłoby np. dojść do napromieniowania, władze również ukrywały te informacje przed obywatelami.  

Teraz tłumaczą się białoruskie władze. "Jak powiedział wiceminister energii Michaił Michajuk w wywiadzie dla gazety Respublika, incydent miał miejsce, ponieważ resztki farby przygotowane na rozpuszczalniku zapaliły się w metalowym wiadrze" - czytamy. Wiceminister podkreślił przy tym, że "system przeciwpożarowy działał normalnie. Nie doszło do uszkodzenia sprzętu ani konstrukcji budowlanych”. 

- Sprawcy i osoby odpowiedzialne zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Jeśli pożar doprowadzi do uszkodzenia sprzętu lub konstrukcji budowlanych, które mają wpływ na bezpieczeństwo elektrowni jądrowej, społeczeństwo zostanie poinformowane - dodał polityk w rzeczonym wywiadzie. 

Zobacz także

Dlaczego wieści na ten temat dopiero teraz przedostały się do mediów? Michajuk w rozmowie z rosyjskimi mediami powołał się na wytyczne Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, wedle których tego typu incydent nie wymagał natychmiastowego poinformowania opinii publicznej.

Nie było zagrożenia dla budowy reaktora i systemów technologicznych oraz nie było zagrożenia dla przygotowań do dostawy paliwa jądrowego, które nie dostało się na miejsce 

Michaił Michajuk

Jednocześnie przyznał, że ewentualne pretensje ze strony litewskich władz, dotyczące niewystarczająco szybkiego powiadomienia o incydencie, wynikają z faktu, iż pomiędzy obydwoma krajami nie zostały uzgodnione dokładne procedury informacyjne. Zdaniem Michajuka, Mińsk zaproponował Wilnu zestaw takowych procedur, ale Litwini mieli się do niego nie ustosunkować.

Michajuk - cytowany przez Interfax - przypomniał również, że na terenie podobnej elektrowni na Litwie (przy styku granic z Łotwą i Białorusią) dochodzi do podobnych incydentów, o których litewskie władze mają rzekomo nie informować. Z kolei Wilno utrzymuje, że to Mińsk ukrywa wiedzę na temat podobnych zdarzeń, które mają miejsce na terenie białoruskiej elektrowni. 

RadioZET.pl/interfax.ru