Zamknij

Białoruś. Kolejna ofiara śmiertelna protestów. 25-latek zmarł w szpitalu

12.08.2020 18:53
Białoruś
fot. PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

Kolejna osoba poniosła śmierć w wyniku trwających od niedzieli protestów po wyborach prezydenckich na Białorusi. Jak poinformowała dziennikarka Hanna Liubakova, ofiarą jest 25-letni mężczyzna, który został zatrzymany przez milicję, gdy szedł na spotkanie ze swoją dziewczyną. 

O śmierci Aliaksandra Vichora, 25-letniego mieszkańca miasta Homel poinformowała na Twitterze białoruska dziennikarka Hanna Liubakova.

(...) 25-letni mężczyzna zmarł w szpitalu, dokąd został zabrany po brutalnym zatrzymaniu w niedzielę. Jego matka mówi, że poszedł na spotkanie ze swoją dziewczyną i został zatrzymany, ale przez kilka dni nie otrzymała żadnych informacji

- napisała Liubakova. Vichor jest drugą osobą, która poniosła śmierć w trwających od niedzieli ogólnonarodowych protestów przeciwko reżimowi Alekasandra Łukaszenki. W poniedziałek zginął mężczyzna, uczestnik antyrządowej demonstracji. W dłoni wybuchł mu granat, który próbował odrzucić w kierunku milicjantów. 

Protesty na Białorusi po wyborach prezydenckich

Protesty na Białorusi - w Mińsku i w innych miastach - trwają od niedzieli. Wówczas odbyły się wybory prezydenckie, w których - wedle oficjalnych wyników podanych przez Centralną Komisję Wyborczej - zwyciężył urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka, który miał uzyskać 80,2 proc. Na jego rywalkę, opozycjonistkę Swietłanę Cichanouską miało głosować 9,9 proc. Wielu Białorusinów jest jednak przekonanych, że wybory zostały sfałszowane. 

Zobacz także

MSW podało, że w niedzielę i poniedziałek zatrzymano ponad 5 tys. osób. We wtorek doszło do starć demonstrantów z milicją w kilku miejscach Mińska oraz innych miastach. Do rozpędzania demonstracji struktury siłowe używały granatów hukowych, gazu łzawiącego oraz strzelają gumowymi kulami.

Przez kilka dni w Mińsku w przebywał nasz redakcyjny kolega Piotr Drabik. Obejrzyjcie wywiad z nim, w którym opowiada, co widział na Białorusi!

RadioZET.pl/PAP/Twitter