"Czeski film". Polscy europosłowie ostro komentują brexit [RELACJA Z BRUKSELI]

Piotr Drabik
21.03.2019 17:48
Brexit. Polscy europosłowie o negocjacjach UE z Wielką Brytanią
fot. Benoit BOURGEOIS/Isopix/East News, Pawel Wisniewski/East News, Alexey Vitvitsky/SPUTNIK Russia/East News

Brexit będzie miał ogromne konsekwencje dla Polski - przyznali zgodnie polscy deputowani do Parlamentu Europejskiego, którzy z bliska przyglądają się negocjacjom w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. - Nikt przy zdrowych zmysłach nie doprowadzi do opcji "no deal" - zapewniła prof. Danuta Hübner, europosłanka PO.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Facebooku

Zagłosuj

Brexit dojdzie do skutku?

Liczba głosów:

Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej, powinno mieć miejsce dokładnie 29 marca 2019 roku. Tego dnia minie dwa lata od momentu rozpoczęcia przez rząd w Londynie negocjacji z Komisją Europejska w sprawie opuszczenia tej organizacji.

Jednak na tydzień przed graniczną datą, nadal Izba Gmin nie przyjęła umowy wynegocjowanej przez rząd brytyjskiej premier Theresy May. 

W środę brytyjska premier Theresa May wystosowała list do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska z prośbą o przedłużenie terminu brexitu do 30 czerwca. O tej propozycji dyskutowali na rozpoczętym w czwartek szycie państw unijnych. W ocenie polskich europosłów brexit jest nieunikniony, a wina za jego komplikacje spoczywa wyłącznie po stronie brytyjskiej.

Zobacz także

"Przedłużenie brexitu to kolejny okres niepewności"

- Jestem z tych, którzy pozytywnie odczytali list od premier May - podkreśliła prof. Danuta Hübner, europosłanka i członkini grupy sterującej PE w sprawie brexitu. 

W jej ocenie przedłużenie terminu wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej było nieuniknione. 

- To jest potrzebne, ponieważ według prawa europejskiego do umowa w sprawie brexitu powinna być przyjęta, ratyfikowana i podpisana. A tego nadal nie ma. Ponadto proces ratyfikacji w Wielkiej Brytanii jest bardziej skomplikowany, niż ze strony Unii Europejskiej - argumentowała prof. Hübner. 

Wskazała na problem ostatecznej daty brexitu. Rząd Theresy May poprosił unijnych przywódców o dodatkowe trzy miesiące - czyli do 30 czerwca. Główną przeszkodą są eurowybory planowane w dniach 23-26 maja.

- Każdy obywatel krajów Unii Europejskiej ma prawo wyboru swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, a wszystkie państwa członkowskie mają obowiązek przeprowadzenia takiego głosowania - tłumaczyła polska europosłanka. Rząd Wielkiej Brytanii ma czas do 11 kwietnia z decyzją o rozpisaniu głosowania. Co jeśli brexit zostanie odłożony, a Zjednoczone Królestwo nie zdecyduje się na eurowybory?

Zobacz także

- Nie można zaniechać przeprowadzenia głosowania. Poza tym zostanie otwarta droga do zakwestionowania ukonstytuowania się nowego składu Parlamentu Europejskiego - wskazała prof. Hübner. 

Nie wyobraża sobie również przedłużania terminu brexitu na dłużej, niż do najbliższych eurowyborów. 

- Unia Europejska szykuje się do negocjacji kilku umów prawnych między innymi ze Stanami Zjednoczonymi i Wielka Brytania nie powinna siedzieć razem z nami przy stole negocjacyjnym. Przedłużenie brexitu oznacza także przedłużenie okresu niepewności - wyjaśniła. 

Członkinię grupy sterującej, która koordynuje ze strony PE proces brexitu, martwi brak jakiejkolwiek alternatywy niż porozumienie wynegocjowane przez rząd Theresy May. 

- Nikt przy zdrowych zmysłach nie doprowadzi do opcji "no deal" - zapewniła. 

Zobacz także

"Żaden rząd niczego nie uzgodni samodzielnie z Wielką Brytanią"

Na zagrożenie brexitu bez porozumienia - zwłaszcza w sektorze transportu - wskazał Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. 

- Co czwarty samochód wjeżdżający do Wielkiej Brytanii z krajów unijnych ma polskie tablice rejestracyjne. Jeśli każdy z nich zatrzyma się choćby na kilka minut podczas kontroli celnej, to powstaną gigantyczne korki i złamany zostanie łańcuch dostaw - alarmował polski europoseł z frakcji socjaldemokratów.

Zdaniem Liberadzkiego polski rząd nie powinien mieć nadziei, że będzie samodzielnie negocjował nowe umowy regulujące dwustronne relacje między Warszawą a Londynem.

- Żaden rząd niczego nie uzgodni samodzielnie z Wielką Brytanią. Może to zrobić tylko Komisja Europejska - zaznaczył. 

Wśród konsekwencji brexitu komentatorzy wymieniali wstrzymanie powszechnego używania języka angielskiego przez unijne instytucje. 

- Obecnie wszystkie dokumenty robocze między innymi we frakcjach politycznych są pisane w języku angielskim. Angielski jest także językiem urzędowym w Irlandii i Malcie, dlatego nie ma zagrożenia osłabienia tego języka po brexicie - ocenił Liberadzki.

Zobacz także

"Lepiej byłoby dla Polski, jeśli Wielka Brytania zostałaby w Unii"

- Czeski film - tak z kolei o gorączkowych negocjacjach w sprawie brexitu mówił Ryszard Czarnecki, europoseł PiS. 

Jego zdaniem w sprawie brexitu "deal został już dawno zawarty", a rozstanie Wielkiej Brytanii z UE będzie przypominać "aksamitny rozwód, a nie taki z awanturami".

- Theresa May walczy o to, aby przy słabości laburzystów i Jeremy’ego Cobryna (przywódca brytyjskiej Partii Pracy - przyp. red.), zachować stanowisko lidera Partii Konserwatywnej. Przy obecnych sondażach ma ona szansę zachować stanowisko premiera po kolejnych brytyjskich wyborach - mówił europoseł PiS.

Przypomniał, że jego frakcja - Europejskich Konserwatystów i Reformatorów - jest za jednolitym stanowiskiem państw unijnych w sprawie brexitu. Podkreślił znaczenie toczonych negocjacji z polskiego punktu widzenia.

- Największą mniejszością narodową w Wielkiej Brytanii stanowią Polacy. Nieoficjalnie jest ich tam nawet 1,5 milion. Dlatego mamy zatem szczególny obowiązek dbać o miękki brexit. Oczywiście dla Unii i Polski było by lepiej, jeśli Wielka Brytania pozostałaby we Wspólnocie - skomentował Czarnecki. 

Dlaczego? Były wiceprzewodniczący europarlamentu wskazywał na "realistyczny stosunek" brytyjskiego rządu do Rosji, "w przeciwieństwie do wielkiej unijnej czwórki", czyli Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii.

Wśród konsekwencji brexitu jest również nowy podział mandatów w Parlamencie Europejskim. Zdaniem Czarneckiego przeprowadzono go ze szkodą dla Polski.

- Zupełnie nie rozumiem sytuacji, w której Hiszpania, która jest podobnej wielkości jak Polska, otrzymała 5 dodatkowych mandatów – jak Francja – a my tylko jeden - wskazał europoseł PiS.

Zobacz także

RadioZET.pl/Piotr Drabik