Brownie nie ma nic z wojny. Słodko-gorzka historia ukraińskiego weterana [REPORTAŻ]

06.07.2019 18:45
Brownie nie ma nic z wojny. Słodko-gorzka historia ukraińskiego weterana [REPORTAŻ]
fot. Veterano Brownie

Roman po powrocie z frontu w Donbasie szukał dla siebie ratunku w kuchni. Pieczenie czekoladowego ciasta nie tylko uratowało go od bolesnych wspomnień. Razem z żoną otworzył pierwszy w Kiowie - ukraińskiej stolicy - sklep z brownie.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Sobotnie popołudnie. Kijowska dzielnica Podił. Wchodzimy do lokalu z kremowymi ścianami. Jest wypełniony po brzegi. W sumie pięć niewielkich stolików, stojących jeden obok drugiego. W tle przygrywa z płyty gramofonowej bossa nova w wykonaniu Sergio Mendesa i Joao Gilberto. Wśród książek dostępnych dla klientów - dzieła ukraińskich poetów Jurija Andruchowycza i Serhija Żadana.

Na samym końcu sali, za szybami, kucharz na oczach klientów przygotowuje kolejne porcje czekoladowego deseru. Słodka masa przelewa się z jednej miski do drugiej. Jeszcze chwila i zamieni się brownie. Upieczenie jednego kilograma ciasta zajmuje około godziny.

Zobacz także

To było za mało

- Potrzebujemy ciemnej lub białej czekolady albo ziaren kakao, masło, jajka, cukier, proszek kakaowy, cukier waniliowy i sól. Do tego dokładamy inne składniki takie, jak wiśnie – tłumaczy w rozmowie z portalem RadioZET.pl Roman Nabożniak. Wysoki, 29-latek z kolczykiem w uchu z dumą opowiada o swoim małym, czekoladowym królestwie na kilkudziesięciu metrach kwadratowych.

Kucharz-samouk ma specjalną recepturę, którą pilnie strzeże przed konkurencją. Metodą prób i błędów sprawdził proporcje oraz kolejne przepisy, aż odnalazł ten najlepszy. Specjalnością Veterano Brownie jest Extra One – autorskie ciasto czekoladowe ze 100-procentowym kakao w proszku. Brownie można wziąć również na wynos. Trzy kawałki można nabyć za 250 hrywien (w przeliczeniu ponad 35 zł), a dziewięć za pół tysiąca hrywien (ponad 71 zł).

- Mamy trzy typy brownie – bazujące na białej czekoladzie, deserowej i na samych ziarnach kakao - oraz 16 różnych smaków. Na przykład z czarną czekoladą, mamy smak wiśniowy czy bananowy - tłumaczy Roman, który co chwilę jest zaczepiany przez klientów. To przyjaciele, którzy chętnie odwiedzają modny lokal położony niedaleko Akademii Kijowsko-Mohylańskiej.

- To tutaj wszystko się zaczęło – uśmiecha się 25-letnia Julia Kochetowa-Nabożniak.

Z Romanem poznali się pięć lat temu, na imprezie studenckiej. On – właśnie kończył naukę na narodowym uniwersytecie i pracował w firmie IT, ona – wciąż studiowała dziennikarstwo. Miłość przyszła z czasem. Nie spotkali się na Euromaidanie, choć oboje byli mocno zaangażowani w tzw. rewolucję godności.

- Byłem w grupie koordynującej studentów zaangażowanych w Euromajdan. Potem zaciągnąłem się do jednego ze oddziałów samoobrony i byłem na miejscu w najbardziej gorącym okresie w lutym 2014 roku. Moja rola polegała na pomaganiu ludziom, którzy przyłączyli się do Euromajdanu z innych miast – wspomina Roman. W tym czasie Julia fotografowała protesty, które gwałtownie wybuchły przeciwko ówczesnemu prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi.

Po oddaniu przez niego władzy i ucieczce z kraju, Julia dokumentowała dalszy rozwój wydarzeń. Wyjechała najpierw na Krym, który został ostateczne anektowany przez Federację Rosyjską, a potem na front do Donbasu. Jej zdjęcia z wojny publikowały światowe media.

- Po Euromajdanie wróciłem do normalnej pracy, podróżowałem po Europie – wskazuje z kolei Roman. Wszystko się zmieniło, kiedy rosyjskie wojska wkroczyły do wschodnich obwodów Ukrainy. Znów się zaangażował jako wolontariusz pomagający żołnierzom na froncie. To było dla niego zbyt mało.

Zobacz także

W lutym 2015 roku wróciłam z Piski, wsi blisko donieckiego lotniska. Pracowałam tam z moim kolegą z Holandii, który przygotowywał materiał na temat batalionu Prawego Sektora. Roman siedział w kuchni i powiedział mi, że jedzie do Donbasu jako ochotnik

Julia Kochetowa-Nabożniak

W jednym momencie konflikt, który dotąd obserwowała z dystansu obiektywu aparatu fotograficznego, stał się jej osobistą wojną.

Roman najpierw przeszedł trening, a potem wyjechał na front. Dokładnie w dzień po urodzinach Julii w sierpniu 2015 roku. Roman wyraźnie ścisza głos, kiedy rozmawiamy o jego żołnierskim epizodzie. Na froncie spędził dziesięć miesięcy w wywiadzie wojskowym.

- Chciałem znaleźć choć jeden niezniszczony dom w Szyrokyne (miejscowość nad Morzem Azowskim – przyp. red.), ale nie udało mi się – wspominał Roman w rozmowie z telewizją UATV.

Z Julią kontaktował się głównie przez internet. Więcej czasu razem spędzili dopiero w Sylwestra i Nowy Rok. Roman wymyślił, że na przepustce zabierze ukochaną w Karpaty.

- Kręciłam wówczas film dokumentalny na temat naszej relacji i tego, jak wojna na nas wpłynęła. Kiedy byliśmy na szczycie góry Roman powiedział, że ma dla mnie prezent z okazji Nowego Roku. Chciałam to filmować, ale Roman powiedział nie, bo to zbyt intymne, tylko między nami. Wtedy uklęknął i zapytał czy chcę zostać jego żoną – wspomina Julia.

Pobrali się w 2016 roku, a historię ich miłości z wojną w tle dziennikarka pokazała w filmie „Do skorogo” (z ukr. „Do zobaczenia później”).

Trudny powrót do rzeczywistości

Historie ukraińskich żołnierzy, którzy wracają z frontu, są bardzo różne. - Niektórzy idą na uniwersytet, reszta odnajduje się w roli aktywistów lub zatrudniają się w rządowych instytucjach. A część spędzając kilka miesięcy w domu, ponownie decyduje się na powrót do armii - zaznacza Roman.

W na początku 2019 roku status kombatanta ATO (skrót od „Operacji Antyterrorystycznej”, tak ukraińskie władze oficjalnie nazywają swoje zaangażowanie w wojnę w Donbasie) posiadało 354 tys. osób.

Trwająca od pięciu lat wojna do tej pory pochłonęła ponad 10 tys. ofiar śmiertelnych. Na froncie zginęło ponad 4,5 tys. ukraińskich żołnierzy, a drugie tyle zostało rannych. Wielu weteranów zmaga się z zespołem stresu pourazowego (PTSD) – traumatyczne wspomnienia wojenne utrudniają im powrót do normalnej rzeczywistości.

Kombatanci nie mogą liczyć na scentralizowany system wsparcia. Pierwszą pomoc stanowią rodziny.

Zobacz także

Wszyscy szukają szansy na odnalezienie siebie. Ja osobiście miałem dobre okoliczności, ponieważ Julia miała doświadczenia wojenne i mieliśmy te same przeżycia, którymi mogliśmy się dzielić

Roman Nabożniak

To jednak rzadkość.

Nie mogąc odnaleźć dla siebie miejsca z dala od frontu, Roman zaczął coraz więcej czasu spędzać w kuchni. - Żartował, że w końcu ma możliwość kupienia normalnego jedzenia, w otwartych przez 24 godziny na dobę supermarketach – dodaje Julia.

Pierwszy kilogram brownie upiekł w nocy razem z Julią. - To było niezwykłe uczucie – wspomina dziewczyna. Na tym się nie skończyło. Okazało się, że wielu znajomych pary nigdy nie próbowało brownie, które nie należy do tradycyjnych ukraińskich słodkości.

Najpierw wszystko piekli w małej kuchni w mieszkaniu w bloku. Przez stronę na Facebooku i formularz Google Julia i Roman przyjmowali zamówienia na czekoladowe ciasto od osób z całego Kiowa.

- Nie mogliśmy zrobić więcej niż 37 kilogramów przez noc. To już było za dużo i nie mogliśmy tego robić tylko w naszym mieszkaniu – dodała Julia. I tak rozpoczął się nowy rozdział czekoladowej przygody.

Brownie to nie wszystko

Oszczędności, pożyczka od przyjaciół i zaciągnięty kredyt w banku nie wystarczyły. Roman ukończył trzymiesięczny kurs z przedsiębiorczości dla weteranów na Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej – o tym, jak otworzyć własny biznes. - Od jednego z wykładowców usłyszeliśmy, że musimy zapomnieć o klasycznym crowdfundingu z małymi sumami – wspominała para.

Zamiast tego, szukali wsparcia wśród bogatszych inwestorów, którzy pojedynczymi wpłatami wsparli projekt Veterano Brownie. Nazwiska i pseudonimy tych, którzy się na to zdecydowali, Julia i Roman umieścili na filiżankach do kawy. Stoją na półkach za ladą lokalu, który po latach starań został otwarty w marcu 2019. - Kiedy myśleliśmy o lokalizacji Veterano Brownie zdecydowaliśmy, że to musi być Podił – zaznacza Roman.

Poza nazwą lokal nie kojarzy się z frontowym klimatem. Żadnych wojskowych artefaktów. Tylko uważne oko dostrzeże na półkach albumy z fotografiami z frontu w Donbasie. Obok nich ulotki o akcji na rzecz uwolnienia ukraińskiego reżysera Ołeha Sencowa z rosyjskie kolonii karnej.

- Dziesięć procent naszych dochodów przekazujemy na rodziny zmarłych żołnierzy – dodaje Julia. Poza nią i Romanem w małej czekoladowej fabryce pracuje jeszcze sześć osób – wśród nich weterani, Tatar Krymski i mieszkaniec Donbasu.

- Chcemy stworzyć lokale w największych miastach ukraińskich – para snuje plany na przyszłość.

Brownie to nie wszystko. Julia nadal realizuje się jako reżyserka filmów dokumentalnych. W tym roku premierę miał jej najnowsza krótkometrażowa produkcja „Poki wy wsi zi mnoju” (z ukr. „Podczas, gdy wszyscy jesteście ze mną”) o terapii byłych pracowników seksualnych.

Z kolei Roman nagrywa kolejne piosenki z własnym zespołem DVIZH PARIS, grający muzykę z pogranicza jazzu i funky. Szerszej publiczności dał się on poznać przez występ w ukraińskiej wersji telewizyjnego show „The Voice".

Mój wojskowy epizod jest zamknięty na teraz, ale mam obowiązek wrócić do armii, jeśli wojna znów przybierze na sile

Roman Nabożniak

Jest w pierwszej rundzie rezerwistów podczas ewentualnej mobilizacji.

W dniu naszego spotkania na froncie w Donbasie został ranny jeden żołnierz ukraiński.

Zobacz także

RadioZET.pl/Piotr Drabik