Kryzys w Bułgarii? Liczne protesty paraliżują kraj

Redakcja
15.11.2018 14:31
Kryzys w Bułgarii? Liczne protesty paraliżują kraj
fot. STR/AFP/East News

W Bułgarii rozszerzają się protesty przeciw wysokim cenom benzyny oraz podwyższonym podatkom od samochodów i składkom na ubezpieczenie OC. Od niedzieli codziennie w wielu miastach odbywają się wiece i pochody połączone z blokadami dróg.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Mieszkańcy protestują w stolicy, ale też m.in. w Warnie, w Gabrowie i w Błagojewgradzie. Najliczniejsze są jednak protesty w Perniku. Setki osób wieczorami blokują przebiegające tamtędy autostrady, w tym tę prowadzącą do Grecji.

W środę w Sofii setki osób przeszły ulicami miasta i przejechały rowerami i samochodami, blokując ruch. Sprzeciwiający się wysokim cenom połączyli tam siły z protestującymi matkami niepełnosprawnych dzieci, które już czwarty tydzień domagają się rezygnacji wicepremiera Walerego Simeonowa.

Simeonow w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że „projekt ustawy o osobach niepełnosprawnych został opracowany dla przypodobania się grupie wrzeszczących bab, które spekulowały swoimi dziećmi i pozbawione wszelkiego macierzyńskiego uczucia i troski, wyprowadzały – czy to słońce, czy deszcz – te swoje niby chore dzieci na ulice”. Jego zdaniem wymusiły w ten sposób pół miliarda lewów (250 mln euro).

Kobiety z czarnymi flagami demonstrują codziennie przed siedzibą rządu i deklarują, że nie przerwą protestów, dopóki Simeonow nie zrezygnuje ze stanowiska.

Reakcja rządu

MSW poinformowało o oddelegowaniu 200 funkcjonariuszy żandarmerii do miast, w których odbywają się najliczniejsze protesty. Ich uczestnicy informują o otrzymywanych wezwaniach na komisariaty i ostrzeżeniach, by zaniechali udziału w demonstracjach i podpisywali odpowiednie protokoły. Szef MSW Mładen Marinow ocenił w wywiadzie telewizyjnym, że protesty są opłacane, a ich uczestnicy naruszają porządek publiczny, co jest karalne.

Coraz więcej postulatów

Tymczasem protestujący poszerzają swoje postulaty od zniesienia podwyżek do dymisji rządu. Ludzie skandują hasła takie jak „Mafia” i „Dymisja” oraz domagają się radykalnych zmian w obecnym systemie, który ich zdaniem prowadzi jedynie do ubóstwa i zmusza Bułgarów do emigracji. Analitycy porównują obecną sytuację z zimą 2013 roku, gdy pierwszy rząd obecnego centroprawicowego premiera Bojko Borisowa upadł pod naporem fali protestów przeciw wysokim cenom prądu i ogrzewania.

EN_01348385_1993
fot. East News

W czwartkowym wywiadzie telewizyjnym Borisow zapowiedział, że nie poda się do dymisji, gdyż jego zdaniem sytuacja w kraju jest dobra, dochody obywateli rosną, a państwo wydaje coraz więcej na płace i cele socjalne, w tym na niepełnosprawne dzieci.

Zobacz także

Na pytanie prowadzącego, czy za wystarczający uważa noworoczny dodatek w wys. 20 euro dla emerytów o najniższych dochodach (do 160 euro), Borisow stwierdził, że „trzeba mówić o wydzieleniu 25 milionów euro na ten cel, a nie o 20 euro (na osobę)”.

Najbiedniejszy kraj UE

Bułgaria jest krajem o najniższych dochodach w Unii Europejskiej, a przeciętna płaca jest niższa od unijnej o ponad 40 procent. 2 mln emerytów otrzymują do 160 euro miesięcznie. Ceny benzyny są z kolei porównywalne z unijnymi, przez co za średnią płacę w Bułgarii można kupić 423 litrów benzyny bezołowiowej E95, a w Europie przeciętnie 1126 litrów.

RadioZET.pl/PAP/JŚ