Żony działaczy praw człowieka ogoliły głowy w akcie protestu

Redakcja
17.12.2018 14:43
Żony działaczy praw człowieka ogoliły głowy w akcie protestu

Żony czterech prominentnych chińskich prawników i obrońców praw człowieka zatrzymanych w 2015 roku w ramach tzw. kampanii 709 ogoliły w poniedziałek głowy w akcie protestu przeciwko traktowaniu ich mężów przez chiński rząd, które oceniły jako prześladowanie.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Kobiety ogoliły głowy na osiedlu mieszkaniowym w Pekinie, na oczach sąsiadów i niewielkiej grupy zagranicznych dziennikarzy, a następnie udały się do budynku Sądu Najwyższego, by wnieść zażalenie na traktowanie ich mężów.

Zobacz także

Jedna z kobiet, Li Wenzu, zarzuca władzom, że nie zezwoliły jej na spotkanie z mężem – prawnikiem Wang Quanzhangiem – odkąd ponad trzy lata temu został on zatrzymany. Li powiedziała dziennikarzom, że protestuje przeciwko sposobowi, w jaki władze prowadzą sprawę Wanga, m.in. nie pozwalając jej na wybór obrońcy i bezprawnie opóźniając procedury.

„Możemy być bez włosów, ale nie bez prawa” – oświadczyły kobiety po ogoleniu głów. Po chińsku słowa „włosy” i „prawo” brzmią podobnie.

Wang jest przetrzymywany w mieście Tiencin pod zarzutem prowadzenia działalności wywrotowej. Ani jego żonie, ani siedmiu wybranym przez nią prawnikom, nie pozwolono się z nim spotkać.

Ani Sąd Najwyższy, ani sąd w Tiencinie, który ma rozpatrzyć sprawę Wanga w nieogłoszonym jak dotąd terminie, nie odpowiedziały na prośby o komentarz przesłane przez agencję Reutera.

Pod rządami prezydenta Xi Jinpinga chińskie władze zacieśniły kontrolę nad wszystkimi sferami życia mieszkańców, w tym zaostrzyły kampanię przeciwko obrońcom praw człowieka. Od kiedy w 2012 roku Xi objął stery w Komunistycznej Partii Chin (KPCh), w kraju zatrzymano setki działaczy, wielu prawnikom odebrano licencje, a niektórzy trafili do więzień.

Zobacz także

Jako prawnik Wang Quanzhang pomagał marginalizowanym grupom społecznym i reprezentował m.in. osoby skarżące się na tortury stosowane przez policję. Zniknął nagle w sierpniu 2015 roku, kiedy w kraju trwała już kampania przeciwko obrońcom praw człowieka, od daty rozpoczęcia nazywana ruchem „709” tj. 9 lipca.

Li urządzała już wcześniej akcje protestacyjne, by zwrócić uwagę na sytuację męża. W kwietniu funkcjonariusze udaremnili jej 100-kilometrowy marsz z Pekinu do Tiencinu w poszukiwaniu informacji o jego losie. W lipcu Li przekazała na Twitterze, że dowiedziała się, iż Wang żyje i jest w dobrym stanie.

W poniedziałkowym proteście uczestniczyły również żony trzech innych działaczy, którzy także byli aresztowani w ramach akcji 709 – Li Hepinga, Xie Yanyi i Zhai Yanmina.

RadioZET.pl/PAP/BM