Zamknij

Kilka dni temu Madryt tętnił życiem. Dziś co 6 minut umiera tam zakażony koronawirusem

23.03.2020 14:53
Covid-2019. W Madrycie co 6 minut umiera zakażony koronawirusem
5 Zobacz galerię
fot. AFP PHOTO / HANDOUT / COMUNIDAD DE MADRID

Hiszpańska służba zdrowia jest na skraju wyczerpania. Kraj walczy z ogromną dynamiką zakażeń koronawirusem. Najgorzej jest w Madrycie. Jeszcze kilka dni temu toczyło się tam bujne życie towarzyskie. Teraz miasto kompletnie opustoszało. - Dotarło do nas, że dzieje się to, co dzieje się we Włoszech - mówią nam mieszkańcy stolicy Hiszpanii.

Hiszpania to drugi po Włoszech europejski kraj najbardziej dotknięty przez koronawirusa. W poniedziałek liczba potwierdzonych przypadków zakażenia wzrosła o ponad 4,5 tysiąca – z 28 572 do 33 089. W ciągu ostatniej doby w kraju zmarły 462 osoby. Tym samym czarny bilans wzrósł do 2182 przypadków śmiertelnych.

Największym ogniskiem epidemii jest Madryt, a sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Hiszpański dziennik „El País” w ubiegły poniedziałek zwracał uwagę, że w szpitalach we wspólnocie autonomicznej Madrytu w ciągu jednej doby średnio co 16 minut umierał jeden chory na Covid-2019. Te dane są dziś nieaktualne. Z oficjalnych danych udostępnionych dokładnie tydzień później wynika, że w ciągu ostatniej doby w szpitalach w Madrycie i okolicach zmarły 242 osoby. Oznacza to, że zakażony umiera tam co niemal 6 minut.

W poniedziałek liczba zakażonych wzrosła o 865 i przekroczyła w tym regionie 10 tysięcy (dokładnie to 10 575 przy 33 089 potwierdzonych zakażeniach w skali całego kraju), z czego niemal tysiąc pacjentów leży na OIOM-ie. Łącznie w Madrycie zmarły dotąd 1263 osoby. To prawie 58 proc. wszystkich przypadków śmiertelnych w kraju.

Zobacz także

Koronawirus w Hiszpanii. Szpitale nie dają rady, pacjenci leżeli na podłodze

Szpitale są w krytycznej sytuacji. Brakuje sprzętu, ale też miejsca. W poniedziałek media obiegły nagrania ze szpitala Infanta Leonor w Madrycie, na którym widać leżących na ziemi pacjentów. Ministerstwo zdrowia potwierdziło autentyczność nagrania, ale zapewniło, że ukazane na filmie zajście było jednorazowe i było związane z nagłym napływem pacjentów. 

Od soboty na terenie Madrytu część szpitali z powodu braku łóżek zaczęła odmawiać przyjmowania zakażonych koronawirusem. Kilkuset nowych pacjentów trafiło do szpitala polowego, otwartego w sobotę po południu przez wojsko na terenie targów IFEMA.

EN_01421246_1033
fot. AFP PHOTO / HANDOUT / COMUNIDAD DE MADRID

Czy Hiszpanie powtarzają błędy Włochów? Przed sobotą, 14 marca, madryckie bary tętniły życiem.

Było już sporo przypadków w Madrycie, a ludzie chodzili do barów. Ja mieszkam przy bardzo ruchliwej ulicy w popularnej dzielnicy i tam ludzi jeszcze w czwartek, piątek było sporo

– mówi nam Artur, który od 9 miesięcy mieszka i pracuje w Madrycie. On sam nie chciał wracać do Polski, żeby nie narażać zdrowia rodziny i przyjaciół.

"Najgorsze dopiero przed nami"

Sytuacja zmieniła się, gdy 14 marca premier Pedro Sánchez wprowadził stan zagrożenia epidemicznego. Teraz praktycznie wszystko jest tam zamknięte. Otwarte są tylko apteki i sklepy spożywcze, ale i tam wprowadzane są ograniczenia. Do sklepów wpuszcza się po kilka osób. Mieszkańcy zostali zobowiązani do pozostania w domach. Mogą wyjść tylko do pracy, do sklepu czy na spacer z psem.

Na początku trochę to lekceważyliśmy, ludzie korzystali z każdego pretekstu, pożyczali psy od sąsiadów, żeby wyjść z domu czy zobaczyć się z dziewczyną, ale kiedy chorzy zaczęli masowo umierać, chyba dotarło do nas, że dzieje się to, co działo się, i w sumie nadal dzieje się, we Włoszech. Widać jakąś mobilizację

- relacjonuje Jorge - Hiszpan, który kończy właśnie studia w Madrycie.

Stan zagrożenia epidemicznego miał obowiązywać w Hiszpanii 15 dni. W niedzielę premier ogłosił jednak, że zostanie on przedłużony o kolejne 15 dni. - Najgorsze jest dopiero przed nami – mówił Sánchez.

Ludzie zaczęli to respektować i jest ich zdecydowanie mniej na ulicach. (…) Reakcja była trochę opóźniona, można było wprowadzić takie zaostrzenia wcześniej, ale jak już zostały wprowadzone to ludzie się do nich stosują i to jest budujące

– mówi nam Artur. Budująca jest też narastająca jedność mimo dystansu społecznego. Każdego dnia o godzinie 20 mieszkańcy Madrytu, ale też innych hiszpańskich miast, wychodzą na balkony, by brawami przyłączyć się do podziękowań dla tych, którzy w czasie epidemii ratują życie, narażając swoje własne. - To podnosi na duchu i pomaga jakoś wytrzymać w tej nowej rzeczywistości - mówi Jorge.

RadioZET.pl/elpais.com/elmundo.es