Zamknij

Cyberwojna. Tak Rosja przedstawia sytuację z frontu w internecie

29.03.2022 18:44

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji publikuje na Twitterze posty, z których ma wynikać, że ukraińscy neonaziści wykazują przerażającą postawę wobec cywilów. Resort pisze w mediach społecznościowych, że „ludzie są brani jako zakładnicy i wykorzystywani jako żywe tarcze”.

Cyberwojna. Tak Rosja przedstawia sytuację z frontu w internecie
fot. AP/Associated Press/East News

Wojna w Ukrainie toczy się nie tylko na lądzie i w powietrzu. Rozgrywki taktyczne prowadzone są również w internecie. W poniedziałek doszło do potężnego cyberataku na Ukrainę. W efekcie państwowa firma telekomunikacyjna Ukrtelecom przerwała świadczenie usług internetowych.

Równocześnie Putin chce odciąć Rosję od globalnej sieci. Kontrola dostępu do internetu i możliwość jego blokowania są bronią we współczesnych konfliktach i służą nie tylko cenzurowaniu informacji, ale też wiążą się z wymiernymi skutkami gospodarczymi. Jaki byłby koszt odcięcia od internetu Ukrainy lub Polski? Obliczenia prowadzone przez firmę Netblocks wskazują, że dla Ukrainy byłoby to 64,8 mld dol. za każdy dzień (ok. 15 proc. PKB rocznie), a dla Polski 269 mln dol. dziennie (ok. 17 proc. PKB rocznie). Z kolei analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego obliczyli, że całkowite odcięcie Rosji od internetu oznaczałoby dla jej gospodarki stratę ok. 404 mln dol. dziennie. 

Komunikacja rosyjskiego MSZ na Twitterze

Rosja publikuje w sieci taką narrację dotyczącą wojny, która jest jej aktualnie na rękę. Przypomnijmy, że w połowie marca szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow powiedział, że „Rosja próbuje zakończyć wojnę w Ukrainie”. Przedstawiciel agresora przekonywał, że "działania jego kraju to pokojowa operacja, aby powstrzymać reżim w Kijowie przeciw mieszkańcom Donbasu".

Po wielu nałożonych sankcjach oraz organizowanych na całym świecie protestach przeciwko atakom wojsk Putina, rosyjskie MSZ twierdzi na Twitterze, że za za śmierć cywilów odpowiedzialni są ukraińscy neonaziści.

Eksperci uważają, że taka postawa Rosji jest próbą odwrócenia uwagi od ludobójstwa i zrzucenia odpowiedzialności za wojnę na Ukrainę. Pierwsze przypadki prorosyjskiej dezinformacji w social mediach w kontekście inwazji na Ukrainę zaczęły pojawiać się kilkanaście dni przed wybuchem wojny. Ich celem było przede wszystkim bagatelizowanie i wyśmiewanie medialnych i wywiadowczych doniesień o zbliżającym się ataku Rosji.

Zgodnie z tą linią planowana inwazja miała być jedynie dziennikarskim wymysłem, na który nie ma żadnego potwierdzenia w faktach. Warto odnotować, że dokładnie w tym samym czasie identyczne stanowisko przedstawiały rosyjskie władze. Siergiej Ławrow mówił wówczas o „paranoidalnych scenariuszach” rozpowszechnianych przez podobno poważne media. Przypomnijmy, że rosyjski polityk wypowiedział te słowa 15 lutego, czyli kilka dni przed atakiem na Ukrainę.

Zdaniem dyrektora IBIMS Marcina Wiśniewskiego prorosyjska dezinformacja jest widoczna w polskich social mediach. - Tematy zmieniają się na bieżąco, zgodnie z obecną sytuacją w Ukrainie. Mieliśmy do czynienia już z atakiem dezinformacyjnym w kontekście paliw (jego dostępności, cen, rzekomych zniżek dla Ukraińców itp.), dostępności gotówki, zagrożeń ze strony uchodźców (wielokrotnie dementowanych przez policję). Obecnie eskalowane jest zagrożenie atomowe dla Polski. W głównym nurcie nie pojawiają się treści relatywizujące odpowiedzialność rosyjską, ponieważ zbyt silna jest narracja proukraińska. Usprawiedliwianie Rosji obecne jest na niszowych kanałach oraz zamkniętych grupach, zrzeszających często zwolenników narracji antyszczepionkowych – dodał Wiśniewski. 

RadioZET.pl

Trwa wojna w Ukrainie. Każda wojna to nie tylko konflikt polityczny i militarny. To przede wszystkim niewinne ofiary i ludzie, którzy tracą wszystko. Fundacja Radia ZET prowadzi dla nich akcję pomocową

Wojna w Ukrainie na żywo: