Ratował dzieci w masakrze w El Paso. Policja o mało nie pomyliła go z mordercą

04.08.2019 16:15
El Paso. Bohater ratował dzieci podczas strzelaniny. Policja myślała, że to on strzelał
fot. Twitter screen

Podczas strzelaniny w El Paso w Teksasie żołnierz w cywilu rzucił się na pomoc biegającym w popłochu dzieciom. Kilkoro z nich udało mu się bezpiecznie wyprowadzić z miejsca krwawej masakry. W amerykańskich mediach Glendon Oakley został okrzyknięty bohaterem.

W El Paso zginęło 20 osób, 26 trafiło do szpitali, a 9 z nich jest w stanie krytycznym. To bilans strzelaniny, do której doszło w sobotę po południu polskiego czasu w jednym z tamtejszych supermarketów. Ofiar mogło być znacznie więcej, gdyby nie bohaterska postawa 22-letniego Glendona Oakleya – przez amerykańskie media okrzykniętego już mianem bohatera.

Oakley, amerykański żołnierz w cywilu, robił zakupy w jednym ze sklepów sportowych w centrum handlowym Cielo Vista Mall. To właśnie na jego terenie znajduje się Walmart, w którym 21-latek otworzył do ludzi ogień. W pewnym momencie do sklepu wbiegło małe dziecko, informując o mężczyźnie z bronią w pobliskim supermarkecie. Początkowo ani Glendon, ani żaden inny klient sklepu nie wzięli słów dziecka na poważnie. Kilka minut później usłyszeli strzały.

Zobacz także

W rozmowach z licznymi mediami, w tym z telewizją KTSM i CNN, Oakley mówił, że w centrum handlowym wybuchła panika, ludzie biegali po sklepach, a część z nich płakała. „Byliśmy trenowani tak, by słysząc strzały, wyciągnąć broń i myśleć szybko” – powiedział, dodając, że na broń ma pozwolenie.

Widziałem masę dzieciaków biegających bez rodziców… Starałem się zebrać ich jak najwięcej i wyprowadzić

powiedział dziennikarzom

Jak relacjonował, zauważył około 13 dzieci, ale był w stanie chwycić tylko troje z nich. Pomógł mu nieznajomy mężczyzna. Razem zabrali część dzieci w bezpieczne miejsce.

Oakley przyznał, że przestraszył się, gdy zobaczył policjantów, bo miał w ręku broń. „Chyba pomyśleli, że to ja strzelam” – mówił żołnierz. Krzyczeli: „ręce do góry, ręce do góry”. Oakley szybko pokazał im magazynek, żeby zobaczyli, że jest pełny. „Nie bałem się aż tak o siebie. Po prostu chciałem zabrać stamtąd te dzieciaki” – mówił.  

Ale pomagał nie tylko Oakley. Po apelu miejscowych służb, setki chętnych ustawiały się w kolejkach, by oddać poszkodowanym krew.

Przypomnijmy, że kilkanaście godzin po strzelaninie w El Paso doszło do kolejnej masakry. W Dayton w stanie Ohio po godzinie 7 rano czasu polskiego mężczyzna otworzył ogień, gdy odmówiono mu wejścia do baru. Zginęło co najmniej 9 osób.

Zobacz także

RadioZET.pl/Reuters/KTSM/CNN/cbsnews.com