Macocha uderzyła 8-letniego Gabriela siekierą i udusiła: Zabiłam go przypadkiem

10.09.2019 18:34
Gabriel Cruz z Almerii zamordowany
fot. Twitter screen

Przed hiszpańskim sądem ruszył proces w głośnej sprawie zabójstwa 8-letniego Gabriela. Do szokującej zbrodni, która wstrząsnęła całym krajem, przyznała się partnerka ojca chłopca, która wcześniej, po zgłoszeniu zaginięcia chłopca, przez 12 dni aktywnie uczestniczyła w jego poszukiwaniach. 45-latce grozi dożywocie.

„Manipulacja i łzy morderczyni” – grzmią hiszpańskie media. W andaluzyjskiej Almerii ruszył właśnie proces w jednej z najgłośniejszych spraw ostatnich lat. Chodzi o brutalne zabójstwo 8-letniego Gabriela, do którego przyznała się ówczesna partnerka ojca chłopca.

Wszystko zaczęło się 27 lutego 2018 roku. 8-letni Gabriel Cruz, którego rodzina nazywała pieszczotliwie "rybką", wypoczywał w domu swojej babci w prowincji Almeria w Andaluzji. Po obiedzie miał pójść odwiedzić swoich kuzynów, którzy mieszkali zaledwie 100 metrów od domu jego babci. Nigdy tam jednak nie dotarł. Kilka godzin później rodzice zgłosili jego zaginięcie.  

Zobacz także

12 dni poszukiwań

Poszukiwania chłopca trwały 12 dni i poruszyły cały kraj. Zaangażowanych w akcję poszukiwawczą na miejscu było 1,5 tysiąca funkcjonariuszy i ponad 2,5 tysiąca wolontariuszy. Rodzice Gabriela, którzy nie mieszkali razem, ale utrzymywali kontakt, przekonywali, że chłopiec nie uciekłby od rodziny. Nie mógł się też zgubić, bo bardzo dobrze znał te rejony. Od początku przypuszczano więc, że mowa o porwaniu.

Choć pierwsze podejrzenia padły na byłego partnera biologicznej matki dziecka, który miał sądowy zakaz zbliżania się do nich, wkrótce główną podejrzaną została Ana Julia Quezada, pochodząca z Dominikany 44-letnia wówczas partnerka ojca Gabriela. Policjanci przez wiele dni śledzili każdy jej krok.

Quezada od początku brała czynny udział w poszukiwaniach chłopca i wspierała jego ojca. Ze łzami w oczach występowała przed kamerami, prosząc rzekomego porywacza o litość. Ale to właśnie 44-latka, oprócz babci, była przy dziecku przed jego tajemniczym zaginięciem. Co więcej, 3 marca Quezada „znalazła” nagle koszulkę chłopca w miejscu, które wcześniej było już przeszukiwane. Koszulka była sucha, pomimo że przez okolicę przeszła ulewa.

11 marca kobieta została zatrzymana, gdy do bagażnika wkładała owinięte w koc ciało chłopca. - To nie ja! Wzięłam ten samochód dziś rano - krzyczała wówczas kobieta. Dwa dni później przyznała się do zbrodni.

Sekcja zwłok wykazała, że chłopiec został pobity i uduszony.

Zobacz także

Ana Julia Quezada we łzach przed sądem

Zgodnie z relacją 45-letniej dziś kobiety, poprosiła ona chłopca, żeby pojechał z nią do rodzinnej posiadłości w pobliskim Rodalquilar. W pewnym momencie zobaczyła, jak chłopiec bierze do ręki siekierę, a gdy poprosiła go, by ją odłożył, pokłócili się i doszło do szarpaniny. Wtedy do nieprzytomności uderzyła dziecko tępą częścią narzędzia.

Według śledczych dziecko jeszcze wtedy żyło. Od momentu uderzenia do uduszenia go minęło ok. 45 – 90 minut. Kobieta zakopała ciało. Wpadła, próbując przetransportować zwłoki. Quezada utrzymuje, że zabiła małego Gabriela „przez przypadek”. – Ja tylko zakryłam mu usta. Chciałam, żeby się uciszył – zeznała. 

mid-epa07830122

Ana Julia Quezada eskortowana przez policję w poniedziałek.

‧ fot. PAP/EPA/Carlos Barba

We wtorek wyznała przed sądem, że w tuż przed odkryciem zbrodni, planowała popełnić samobójstwo i zostawić listy pożegnalne do partnera i biologicznej córki.  Podczas rozprawy „z całego serca” poprosiła rodziców chłopca o wybaczenie.

W sprawie wciąż pojawiają się kolejne wątki. Podczas wtorkowej rozprawy adwokat rodziny zamordowanego chłopca powiedział m.in., że kobieta miała wcześniej próbować otruć dziecko. Prokuratura żąda kary dożywocia. Wyrok ma zostać ogłoszony 19 września.

Ale w sprawie Quezady jest jeszcze jeden ważny wątek. Niedługo po odkryciu zwłok Gabriela na jaw wyszło, że 22 lata wcześniej zmarła nagle 4-letnia córka Quezady. Dziewczynka wypadła z okna na 7. piętrze, co zakwalifikowano jako wypadek. Teraz śledczy wracają do tej sprawy.

Zobacz także

Zobacz także

RadioZET.pl/lavanguardia.com/elpais.com/Diario de Almeria