Zamknij

Najwyższy Przywódca Iranu mówi o "małym, złym kraju w Europie". Grozi Polsce?

08.01.2020 15:01
Ajatollah Ali Chamenei
fot. HO/AFP/East News

Atak sił irańskich na amerykańskie cele w Iraku to policzek wymierzony USA - oświadczył kilka godzin po tym ataku najwyższy przywódca duchowo polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei. Mówiąc o wrogach Iranu, wspomniał o "małym, złym kraju w Europie", w którym spiskowano przeciw Republice Islamskiej.

Po ataku na bazy USA w Iraku głos zabrał Najwyższy Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei, żądając od Stanów Zjednoczonych, aby ich siły zbrojne opuściły z Bliski Wschód. W telewizyjnym przemówieniu podkreślił, że nalot na bazy, w której stacjonują Amerykanie, to za mało. - Ważne jest, by położyć kres skorumpowanej obecności Ameryki w tym regionie – oświadczył Chamenei.

Ale zdaniem duchowego przywódcy Iranu Stany Zjednoczone to nie jedyny "wróg" kraju. Oprócz USA zaliczył do nich Izrael i "arogancki system", a w swoim kilkudziesięciominutowym oświadczeniu wspomniał też o "bardzo małym, ale złym kraju w Europie". To – jego zdaniem – państwo, w którym Amerykanie mieli spotkać się z „irańskimi zdrajcami" i spiskować przeciwko Republice Islamskiej.

Nazwa tego kraju nie padła, ale słowa irańskiego przywódcy wywołały lawinę spekulacji. Media i internauci sugerują, że Chamenei mógł mieć na myśli Polskę i konferencję bliskowschodnią organizowaną w 2019 roku w Warszawie z inicjatywy USA, która przez Iran została uznana jako "akt wrogości".

Nie jest wykluczone, że tym „małym, złym krajem” jest jednak Albania, gdzie działa organizacja dążąca do obalenia reżimu w Teheranie, Organizacja Bojowników Ludowych Iranu - Ludowi Mudżahedini (MEK) – to prawdopodobnie „zdrajcy”, o których mówił dziś ajatollah.

Głos w sprawie ataku na bazy USA w Iraku zabrał też prezydent Iranu Hasan Rowhani. Ostrzegł, że USA mogą "odciąć rękę" Iranowi, zabijając generała Kasema Sulejmaniego, ale Iran odpowie Ameryce "odcięciem jej nogi" w regionie.

Atak rakietowy na bazy USA

Atak rakietowy ze strony Iranu na dwie amerykańskie bazy wojskowe w Iraku - Al Asad i lotnisko wojskowe w Irbilu został potwierdzony przez Pentagon jeszcze w nocy z wtorku na środę. Odpowiedzialność za atak wziął irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Irackie wojsko w komunikacie poinformowało, że na terytorium tego kraju spadły 22 pociski rakietowe. 

Według strony amerykańskiej nie ma ofiar, z kolei irańska telewizja państwowa mówi o 80 zabitych "amerykańskich terrorystach". - Nie będziemy oszczędzać Amerykanów – powiedział jeden z dowódców Korpusu Strażników Rewolucji.

Donald Trump zwołał naradę z szefami dyplomacji i obrony. Do Białego Domu przybyli m.in. sekretarz stanu Mike Pompeo oraz szef Pentagonu Mark Esper. Oficjalne oświadczenie prezydent ma wydać w środę rano czasu miejscowego (po południu czasu polskiego). Wcześniej, w nocy, do ataku odniósł się na Twitterze, zapewniając, że „wszystko jest w porządku”.

Katastrofa samolotu ukraińskich linii w Iranie

Kilka godzin po ataku na bazy, w których stacjonują Amerykanie, w Iranie rozbił się samolot ukraińskich linii lotniczych z niemal 180 osobami na pokładzie. Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli. Wśród nich są obywatele Iranu, Kanady, Szwecji, Niemiec, Ukrainy, Afganistanu i Wielkiej Brytanii. 

Początkowo zaprzeczano, by katastrofa miała jakikolwiek związek z nocnymi atakami w Iraku, później jednak przedstawiciele linii Ukraine International Airlines oświadczyli, że boeing był sprawny, i wykluczyli, by przyczyną katastrofy mógł być błąd załogi. Z kolei niemiecki "Bild" podał, że maszyna mogła zostać zestrzelona. Zdaniem gazety, mogło dojść do pomyłki, irańska obrona przeciwlotnicza mogła pomylić maszynę z amerykańskim samolotem lub rakietą.

RadioZET.pl/AFP/PAP/CNN.com/CNBC.com