Zamknij

Kazali klęczeć, strzelili w tył głowy. Jeden z braci przeżył egzekucję

16.05.2022 10:26

Związali im ręce i nogi, zasłonili oczy, kazali klęczeć nad ich przyszłym grobem i strzelili w tył głowy - tak wyglądała egzekucja, jakiej Rosjanie dopuścili się na mieszkańcach Dowżyka na przedmieściach Czernihowa. Miało w niej zginąć trzech braci, ale jeden z nich szczęśliwie przeżył. Jego historię opisał "Wall Street Journal".

Jeden z trzech braci przeżył egzekucję
fot. Суспільне Чернігів/YouTube/screen

Ukraińscy prokuratorzy od początku kwietnia, tj. od wycofania się wojsk rosyjskich z północnych i centralnych terenów kraju zbierają dowody na zbrodnie wojenne popełniane przez armię Władimira Putina. Ludobójstwa dokonano m.in. w Buczy czy Borodziance. Wśród tysięcy prowadzonych śledztw jest też sprawa trzech braci ze wsi Dowżyk k. Czernihowa na północy Ukrainy.

Mykoła, Dymytro i Jewhen Kuliczenko mieszkali w tej miejscowości wraz ze swoją 36-letnią siostrą. Najmłodszy z nich, Jewhen, w przeszłości walczył przeciwko prorosyjskim separatystom w Donbasie, a po rozpoczęciu regularnej wojny w Ukrainie ponownie chciał się zaciągnąć do wojska. Jego plany zostały przerwane przez łapankę, jaką w Dowżyku urządzili sobie okupanci.

Porwanie, tortury i nieudana egzekucja - historia Mykoły Kuliczenki

18 marca w domu Kuliczenków zjawiło się dwóch Rosjan. Kobiety nie było wówczas w budynku, natomiast mężczyznom kazano się wylegitymować, rozebrać i klęknąć pod płotem. Na miejsce dotarły wrogie posiłki. W jednym z przeczesanych pomieszczeń Rosjanie znaleźli amunicję. Braciom założono worki na głowę, wsadzono do samochodu i wywieziono w nieznanym kierunku.

To był jedynie początek koszmaru. Wsadzono ich do zimnej piwnicy, przesłuchiwano, a kiedy odmawiali odpowiedzi lub były one niesatysfakcjonujące dla okupantów, grożono im torturami, w tym m.in. odcinaniem uszu. Mykoła wielokrotnie słyszał, jak jego bracia byli bici i krzyczeli z bólu.

Trzy dni po pojmaniu braci znów pobito i wsadzono na wóz. Samochód zatrzymał się w polu. Kazano im wysiąść i klęknąć. Mykoła opowiadał, że słyszał, jak Rosjanie kopią im grób, a następnie zakładają tłumik na broń. Mieli związane ręce i nogi, zasłonięte oczy, nie mogli się ruszyć. Pierwsza kula trafiła w Jewhena, kolejna w Dymytro, a ostatnia wymierzona była w Mykołę. Ten ostatni miał jednak szczęście - pocisk drasnął go w policzek, ale wrogowie i tak wepchnęli go do dołu. Lekko ranny mężczyzna żył i czuł, jak Rosjanie zasypują ten prowizoryczny polny grób.

Braci Mykoły pochowano 21 kwietnia

Gdy mordercy odjechali, 33-latek zdołał zdjąć sobie worek z głowy i rozwiązać nogi, natomiast nie był w stanie poradzić sobie z taśmą przewiązaną na nadgarstkach. Mimo trudności wyszedł z dołu i kopiąc w ziemię, przysypał ciała swoich braci. Nie wiedział, gdzie się znajduje, ale był pewny, że w pobliżu mogą znajdować się kolejne oddziały rosyjskich żołnierzy.

O zmierzchu ranny mężczyzna dotarł do jednego z opuszczonych domów we wsi Chumak. W środku znalazł nóż, którym wreszcie mógł oswobodzić sobie nadgarstki. O świcie ruszył w dalszą drogę i od napotkanych ludzi starał się otrzymać pomoc. Jedna z kobiet pozwoliła mu wejść do domu i umyć się. - Wtedy pierwszy raz zobaczyłem swoje odbicie. Policzek był spuchnięty - opowiedział, cytowany przez "Wall Street Journal". Z ucha kapała krew.

Po kilku dniach wędrówki Mykoła dotarł do rodzinnej miejscowości. Zaopiekował się nim ojciec Anatolij oraz siostra Iryna, a także jedna z lekarek z sąsiedniej wsi. Przewiezienie do szpitala było wówczas zbyt ryzykowne i udało się to zrobić dopiero 31 marca po wycofaniu się Rosjan z Dowżyka. Mężczyzna narzekał na ból w klatce piersiowej, węzły chłonne i szczęka były w stanie zapalnym, cały czas wyraźne były ślady na policzku i nadgarstkach. Na szczęście przeżył, ale jego stan psychiczny jeszcze długo będzie wymagał monitorowania.

Ciała jego braci udało się odnaleźć miesiąc później. Były już w stanie głębokiego rozkłady. Pochowano ich na cmentarzu obok mamy, która zmarła rok wcześniej.

Wojna na Ukrainie - najnowsze informacje na żywo

RadioZET.pl/Wall Steeet Journal