''Kapitan Narwal'' wyszedł ze szpitala. Polak ''cierpiał, ale nie wycofał się''

02.12.2019 14:51
Polak bohaterem podczas ataku w Londynie
fot. Twitter

„Kapitan Narwal”, który w starciu z terrorystą w Londynie odniósł poważne rany, został już wypisany ze szpitala. Pan Łukasz został okrzyknięty bohaterem, a reakcję Polaka podczas ataku opisał jego szef. - Bardzo cierpiał i stracił czucie w lewej ręce, ale walczył do końca - relacjonował.

„Kapitan Narwal” ("Captain Narwhal”) – tak mówią o nim w sieci zarówno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii. Pan Łukasz został okrzyknięty bohaterem po tym, jak razem z innymi obezwładnił zamachowca z Londynu. Polak, pracownik jednej z restauracji, zerwał ze ściany półtorametrowy kieł narwala i ruszył w kierunku terrorysty.

Z relacji Toby’ego Wiliamsona, szefa mężczyzny i dyrektora Fishmongers' Hall (budynku na London Bridge, gdzie podczas seminarium na temat reintegracji przestępców rozpoczął się atak), wynika, że pan Łukasz w trakcie starcia z zamachowcem został pięciokrotnie dźgnięty, a mimo to "walczył do samego końca", dając wielu osobom czas na ucieczkę. Jak dodał Wiliamson, Łukasz sam nie zdradzi szczegółów, bo "jest zbyt skromny".

Zadał terroryście cios. Wiedział, że coś jest nie tak, bo uderzył go w klatkę piersiową, ale broń odbiła się od niej. Miał na sobie kamizelkę, albo coś podobnego. W tym czasie toczyła się walka na noże, w której Łukasz doznał pięciu cięć aż po ramię. Został poważnie ranny, ale ani się nie wycofał. [...] Potem dołączyły do niego dwie albo trzy inne osoby. Widząc, że mieli przewagę liczebną, napastnik zszedł po schodach. Łukasz bardzo cierpiał i stracił czucie w lewej ręce, ale walczył do końca

- relacjonował Williamson w rozmowie ze Sky News.

W poniedziałek brytyjski dziennik "Daily Mail", powołując się na źródła w polskim MSZ, przekazał, że Polak czuje się dobrze i został wypisany ze szpitala. Jego tożsamość nie została jednak ujawniona ze względu na bezpieczeństwo.

Bohaterska postawa Polaka, a także pozostałych osób, które podjęły walkę z zamachowcem, spotkała się z uznaniem na Wyspach, a podziękowania złożyli im m.in. królowa Elżbieta II, premier Boris Johnson i burmistrz Londynu Sadiq Khan.

Zobacz także

Zamach w Londynie

W Fishmongers' Hall odbywało się w piątek seminarium na temat reintegracji przestępców. Usmar Khan - skazany w przeszłości za terroryzm, a w grudniu ub.r. warunkowo zwolniony - zaatakował jej uczestników nożami kuchennymi, zabijając dwie osoby, i groził zdetonowaniem ładunków wybuchowych, które później okazały się atrapą. Khan po ucieczce z budynku na most został zastrzelony przez policję.

Khan, dla którego jednym z warunków wcześniejszego zwolnienia z więzienia był zakaz przyjeżdżania do Londynu, uzyskał specjalne zezwolenie, by wziąć udział w seminarium.

Zobacz także

Ofiary ataku w Londynie „zabite przez kogoś, komu chciały pomóc”

W poniedziałek brytyjski premier Boris Johnson, lider opozycji Jeremy Corbyn i burmistrz Londynu Sadiq Khan wzięli udział w uroczystości żałobnej, upamiętniającej dwie osoby zabite podczas piątkowego ataku terrorystycznego na Moście Londyńskim. Ofiary ataku to 23-letnia Saskia Jones i 25-letni Jack Merritt. Oboje byli absolwentami uniwersytetu w Cambridge i uczestniczyli w organizowanym przez tę uczelnię programie reintegracji skazanych Learning Together. Merritt był jego koordynatorem, a Jones jedną z wolontariuszek. Podczas poniedziałkowej uroczystości wspomniano też o wszystkich, którzy uczestniczyli w powstrzymywaniu terrorysty – w tym pana Łukasza.

Uroczystość żałobna odbyła się też równolegle w Cambridge. Prof. Stephen Toope, wicekanclerz tamtejszego uniwersytetu, powiedział, że jest "przybity informacją, iż wśród ofiar byli pracownicy i absolwenci". Jak dodał, "największą tragedią jest to, że zostali zabici przez kogoś, komu chcieli pomóc".

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/Sky News/Daily Mail