Partia Konserwatywna wygrywa wybory w Wlk. Brytanii. Ale wg wstępnych wyników nie uzyska większości

Mikołaj Pietraszewski
08.06.2017 23:07
UK
fot. East News

Rządząca Partia Konserwatywna wygrała czwartkowe wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii, ale nie uzyskała niezbędnej do samodzielnego rządzenia większości mandatów w Izbie Gmin - wynika z exit poll przygotowanego dla telewizji BBC, ITV i Sky News.

Według opublikowanego tuż po zamknięciu komisji wyborczych badania, torysi mogą liczyć na 314 mandatów w nowym parlamencie (o 17 mniej niż w 2015 roku i w momencie ogłoszenia wyborów), a główna opozycyjna Partia Pracy na 266 (o 34 więcej niż w 2015 roku i 37 więcej niż w momencie ogłoszenia wyborów).

Na trzecim miejscu znalazła się Szkocka Partia Narodowa z 34 posłami (o 22 mniej niż w 2015 roku i 20 mniej niż w momencie ogłoszenia wyborów), a na czwartym Liberalni Demokraci z 14 mandatami (o 6 więcej niż w 2015 roku i o 5 więcej niż w momencie ogłoszenia wyborów).

Jeśli wyniki exit poll się sprawdzą, żadna z partii nie uzyskała samodzielnej większości. Trzy największe opozycyjne ugrupowania - Partia Pracy, Szkocka Partia Narodowa i Liberalni Demokraci - łącznie mogą liczyć na 312 mandatów, o 14 mniej od większości 326 mandatów.

Co dalej?

Trudno w tej chwili wyrokować, jaki będzie ostateczny rozkład sił w Westministerze - aktualne wyniki są jedynie wstępne. Zarówno politycy partii rządzącej, jak i przedstawiciele opozycji wypowiadali się powściągliwie i ostrożnie.

- Potrzebujemy bardziej zaktualizowanych wyników, które będziemy mogli jakkolwiek zinterpretować - mówił minister obrony Michael Fallon. Wtórował mu rzecznik prasowy laburzystów John McDonnell: - Jesteśmy sceptyczni wobec wyników sondażowych.

Niezależnie od tego czy informacje o "zawieszonym parlamencie" przetrwają", giełdy już odnotowały ten zaskakujący przebieg czwartkowych wyborów. Funt bowiem wyraźnie stracił już na wartości:

To tylko exit polls

Warto przypomnieć, że exit polls mogą często wprowadzać w błąd bądź wywoływać niezdrową ekscytację. Na poniższej grafice widzimy porównanie sondażowych i ostatecznych rezultatów sprzed dwóch lat. Wówczas torysi również mieli (wedle wstępnych wyników) nie uzyskać liczby mandatów wystarczającej do samodzielnego sformowania gabinetu, ale okazało się, że byli niedoszacowani:

Pokazuje to, że mimo wszystko wypada wstrzymać się z ferowaniem wyroków i poczekać na dane z pozostałych okręgów.

Przypomnijmy jeszcze, że w Wielkiej Brytanii obowiązuje system jednomandatowych okręgów wyborczych. Oznacza to, że nie liczy się tak naprawdę procentowy utarg głosów w skali kraju, ale to, który kandydat wygrywa w każdym z 650 okręgów. Mówiąc wprost - kto zdobywa najwięcej głosów w danym okręgu, ten wchodzi do parlamentu. Zwycięzca bierze wszystko, reszta zostaje z niczym.

Konsekwencje dla liderów

Jeżeli to pyrrusowe zwycięstwo Partii Konserwatywnej rzeczywiście się potwierdzi, może ono zachwiać pozycją Theresy May, jako przywódczyni ugrupowania. Spekuluje się, że może ona podać się do dymisji, gdyż zarówno partyjne kierownictwo jak i szeregowi członkowie mogą jej nie wybaczyć słabej kampanii wyborczej oraz niemal całkowitego roztrwonienia ogromnej, 20-procentowej przewagi nad Partią Pracy.

Media i eksperci przewidują, że jej następcą może zostać kontrowersyjny minister spraw zagranicznych Boris Johnson. Na razie to jednak tylko pogłoski.

Z kolei wielkim wygranym tych wyborów jest przywódca laburzystów Jeremy Corbyn. Dotychczas uważany za outsidera i wariata, czasem wręcz za szkodliwego radykała, w ciągu siedmiu tygodni nadrobił większość strat PP do torysów. Udało mu się również zmobilizować dużą część elektoratu, zwłaszcza wśród młodzieży. I za tę mobilizacje zdążył już podziękować na swoim profilu na Twitterze:

"Dziękuję wszystkim, którzy zagłosowali dziś na Partię Pracy, na uczciwszą i lepszą Brytanię, działającą na rzecz wielu" - napisał.

RadioZET.pl/PAP/MP