Zamknij

Koronawirus w Hongkongu. B. polski piłkarz: ludzie pozamykali się w domach

31.01.2020 17:24
Koronawirus
fot. Noah Seelam/AFP/East News

Ludzie pozamykali się w domach, 99 procent porusza się w maskach, których brakuje w sklepach i aptekach. Sporo osób nie chodzi do pracy, fabryki stoją, o szkołach już wspomniałem. Nie ma życia. Każdy stara się unikać dużych skupisk - mówi w wywiadzie dla Onetu Marek Zając. Były piłkarz Wisły Kraków i reprezentacji Polski, który od lat mieszka w Chinach oraz Hongkongu, opowiedział jak wygląda teraz życie blisko epicentrum koronawirusa. 

Marek Zając przed lata stanowił podporę obrony Wisły Kraków, z którą dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski. W 2004 roku wyjechał jednak do Chin, gdzie najpierw przez kilka sezonów grał, a potem trenował drużyny na różnych szczeblach. Ostatnio pracował w Hongkongu, a obecnie jest na etapie zaawansowanych rozmów z potencjalnie nowym pracodawcą. 

B. piłkarz Wisły Kraków o życiu w Hongkongu w cieniu koronawirusa

Niestety, sprawa jest zawieszona m.in. przez szalejącego na Dalekim Wschodzie i sukcesywnie przedostającego się do innych państw i na inne kontynenty koronawirusa. Zając w rozmowie ze sportową redakcją Onetu zdecydował się opowiedzieć o tym, jak wygląda codzienne życie w autonomicznych regionie Chin, oddalonym o 900 km od epicentrum wirusa, czyli Wuhan. 

Zobacz także

- Tutaj zarażonych jest dwanaście osób, które przyjechały z nieszczęsnego Wuhan. Dostajemy krótkie informacje, ale zagrożenie jest większe, niż się wydaje. Pozamykano miasta – nie można wjeżdżać i wyjeżdżać, do Hongkongu nie chcą wpuszczać już Chińczyków. Szkoły pozostaną zamknięte do 2 marca. Nikt nie wie, ile osób zachorowało, ale mówi się, że liczba znacząco przewyższa tę oficjalną - mówi Zając.

Ludzie pozamykali się w domach, 99 procent porusza się w maskach, których brakuje w sklepach i aptekach. Sporo osób nie chodzi do pracy, fabryki stoją, o szkołach już wspomniałem. Nie ma życia. Każdy stara się unikać dużych skupisk. Wczoraj wróciłem z Tajlandii i muszę powiedzieć, że wygląda to przerażająco – jak tylko ktoś zakaszle, ludzie od niego uciekają. Wygląda to komicznie, ale wiadomo, że tak naprawdę nie ma powodów do śmiechu. Panuje atmosfera strachu

Marek Zając

Były obrońca Wisły przyznaje, że on i jego rodzina (pochodząca z Hongkongu żona oraz dzieci) rozważają powrót do Polski, ale obawiają się zatrzymania na lotnisku i umieszczenia w izolatce. Dodaje, że trudno też w tym momencie oszacować realną skalę zjawiska, ale jego zdaniem, może być ona większa niż mówią oficjalne statystyki. Chwali jednak szybką reakcję chińskich władz. 

Zobacz także

- Podjęto radykalne kroki i dobrze. W sześć dni wybudowano szpital dla zarażonych. Przede wszystkim odcięto Wuhan, które jest ogniskiem choroby. Znajomy z Chin, który przebywa ze mną w Hongkongu, nie ma jak wrócić do domu. Rząd na pewno zrobi teraz wszystko, żeby uporać się z sytuacją, bo, jak wiadomo, nie dotyczy to wyłącznie Chin. Kluczowe jest moim zdaniem to, jak bardzo wirus rozprzestrzenił się w innych rejonach świata - twierdzi. 

Koronawirus szaleje

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła w czwartek po spotkaniu komitetu kryzysowego, że rozprzestrzenianie się koronawirusa stanowi obecnie zagrożenie dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Koronawirus z Wuhanu powoduje zapalenie płuc, które może być śmiertelne.

Zobacz także

Epidemia, która wybuchła pod koniec 2019 roku w Wuhan, zabiła już w Chinach ponad 200 osób, a zakażenia potwierdzono u prawie 10 tys., z czego ponad 1,5 tys. przypadków określono jako ciężkie. U ponad 15 tys. osób podejrzewa się zakażenie, a ponad 100 tys. osób poddano obserwacji – przekazała w piątek państwowa komisja zdrowia.

Wirus przedostał się do wszystkich prowincji i regionów ChRL, a także do kilkunastu krajów świata, w tym do Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Finlandii. Jak dotąd nie pojawiły się jednak doniesienia o zgonach poza Chinami kontynentalnymi.

Zobacz także

W związku z epidemią niektóre miasta i prowincje Chin przedłużyły okres wolny od pracy z okazji Chińskiego Nowego Roku do 10 lutego. W piątek o takiej decyzji poinformowały władze Pekinu. Według dziennika "Beijing Ribao" w stolicy Chin zamknięte pozostaną firmy państwowe i prywatne, za wyjątkiem przedsiębiorstw dostarczających prąd, wodę i gaz oraz firm z niektórych innych sektorów, w tym medycznego, farmaceutycznego czy supermarketów.

Wyślij ten artykuł Messengerem do znajomych - oni też powinni to wiedzieć!

RadioZET.pl/sport.onet.pl/PAP