Zamknij

Polacy utknęli na Tahiti przez koronawirusa. "Ludność robi się agresywna"

24.03.2020 16:44
Zdjęcie ilustracyjne
fot. Yomiuri Shimbun/Associated Press/East News

O sprawie pisze "Gazeta Wyborcza". Dziennikarze GW skontaktowali się z Polakami, którzy utknęli na Polinezji Francuskiej w trakcie epidemii koronawirusa. Wśród nich jest m.in. rodzina z trójką małych dzieci. - Jeśli utkniemy tu na dłużej nie wiemy, czy będziemy mieli co jeść i gdzie spać – powiedział gazecie jeden z polskich turystów.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Obecnie na Tahiti przebywa dwanaścioro Polaków i około tysiąc osób innej narodowości. To turyści, którzy utknęli na Polinezji Francuskiej po tym, jak w dobie epidemii linie lotnicze zaczęły odwoływać loty. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" skontaktowali się z niektórymi z nich.

Zobacz także

Szalejąca na świecie pandemia koronawirusa zmusiła władze Polinezji Francuskiej do natychmiastowej ewakuacji wszystkich przebywających tam turystów. Międzynarodowy port lotniczy na Tahiti ma zostać zamknięty 26 marca na okres przynajmniej 5 tygodni. Polacy, którzy utknęli na wakacjach, mają dwa dni na wydostanie się z tego kraju.

Zobacz także

Hotele na Tahiti zaczęły eksmitować swoich gości. Polacy, z którymi rozmawiali dziennikarze "Wyborczej", nie mieli wówczas nadziei na otrzymanie pomocy. Po opuszczeniu miejsca zakwaterowania zostali przewiezieni do akademika znajdującego się w Papeete, stolicy Polinezji Francuskiej.

Jeśli utkniemy tu na dłużej nie wiemy, czy będziemy mieli co jeść i gdzie spać

– relacjonował jeden z polskich turystów, pan Andrzej.

"Lokalna ludność robi się agresywna w stosunku do nas"

Zobacz także

Do 26 marca mamy obowiązek opuszczenia Polinezji Francuskiej. Jeśli się to nie uda, utkniemy na lotnisku bez dostępu do jedzenia, sanitariatów, bo wszystko będzie zamknięte. Może będziemy musieli tu zostać na kilka tygodni albo na pół roku

- mówili.

Zobacz także

Jak dodają, nikt wcześniej im nie wspominał, że w tym samym miejscu 14-dniową kwarantannę odbywają też inni obywatele Polinezji, którzy wrócili do kraju. Podkreślają, że to oznacza iż mogą być narażeni na kontakt z potencjalnymi nosicielami Covid-19. Polacy nie mogą również wychodzić z akademika. Próbowali również zarejestrować się na rejs powrotny w ramach akcji "Lot do domu".

Nie ma szans, byśmy mogli pojechać na lotnisko i tam zapisać się na tak zwaną waiting list w nadziei, że się zwolni jakieś miejsce w ostatnich samolotach. Są tu osoby z różnych krajów, w tym starsze i dzieci

- relacjonują.

Wcześniej na wyspie Raiatea ostrzegano nas, że lokalna ludność robi się agresywna w stosunku do turystów, bo uważa, że to oni przywieźli wirusa. Pani taksówkarz powiedziała nam wprost – wolimy łowić ryby i żyć jak przedtem, bez pieniędzy turystów, niż mierzyć się z waszą chorobą

- mówił pan Andrzej.

Będzie pomoc dla uwięzionych Polaków?

"Gazeta Wyborcza" w związku z sytuacją Polaków na wyspie wystosowała do Ministerstwa Spraw Zagranicznych pytanie o to, czy zostanie udzielona im jakakolwiek pomoc. Według turystów polski konsulat w Paryżu nie okazał im wsparcia w organizacji powrotu do Polski. Jak wynika z odpowiedzi, którą dziennikarze otrzymali do resortu MSW informuje, że "konsul RP w Paryżu zwrócił się z prośbą do MSZ Francji o włączenie w program powrotów ich obywateli wszystkich obywateli RP oczekujących na powrót z Polinezji".

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza