Szokujące wyniki śledztwa. 10-latka zmyśliła historię o napadzie i pobiciu

02.07.2019 18:12
Kraków
fot. Rondo Hipokratesa/Google Street View

Historia napadnięcia i pobicia 10-letniej dziewczynki z Krakowa brzmiała bulwersująco i autentycznie. Jak się jednak okazuje, policyjne śledztwo wykazało, że została ona całkowicie zmyślona. 

Historię z marca tego roku opisywała krakowska "Gazeta Wyborcza". 10-latka miała zostać napadnięta przy rondzie Hipokratesa na krakowskim Osiedlu Złotej Jesieni. Dwie dziewczyny miały do niej podbiec, chwycić jej plecak, a następnie zaciągnąć za piekarnię i kilka razy uderzyć. Zapłakane dziecko pieszo dotarło później do mieszkania swojej ciotki. Po drodze nikt nie zwrócił na nią uwagi i jej nie pomógł. 

10-latka zmyśliła historię o napadzie

Wezwano wówczas pogotowie, a dziewczynkę zabrano do szpitala z podejrzeniem złamania żeber, a także uszkodzenia trzustki i śledziony. Badania nie wykazały jednak takich obrażeń. "GW" pisze, że jej starszy brat podjął na własną rękę śledztwo ws. ustalenia potencjalnych agresorek. Udało się wytypować dwie dziewczyny, które 10-latka miała rozpoznać jako te, które ją napadły. 

Zobacz także

Gazeta przypomina, że pomimo absolutnego przekonania rodziny, że doszło do napadu, policja miała jednak sporo zastrzeżeń. Dziewczyny wskazane jako napastniczki miały alibi, śledczy nie dysponowali dowodami wystarczająco mocnymi, aby komukolwiek w tej sprawie postawić zarzuty. 

Prokuratura komentuje

W końcu do akcji wkroczyła prokuratura, która po kilkumiesięcznym postępowaniu zdecydowała się je umorzyć. Dlaczego? – Relacja samej małoletniej pokrzywdzonej, zeznania innych przesłuchanych świadków i oględziny zabezpieczonych zapisów monitoringu wykluczyły, że doszło do takiego zdarzenia – mówi w rozmowie z "Wyborczą" rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie, prok. Janusz Hnatko.

Wyszło więc na to, że 10-latka zmyśliła całą historię. Z tego powodu prokuratura zdecydowała się zbadać czy w rodzinie dochodziło do aktów przemocy. Również i ten wątek został jednak przez śledczych wykluczony, co potwierdził prok. Hnatko.

Psycholog dziecięcy o zjawisku przemocy w rodzinie

Z uwagi na małoletniość, dziewczynka nie poniesie konsekwencji swoich czynów. Jej zachowanie wydało się jednak wystarczająco niepokojące. "GW" poprosiła więc o komentarz psychologa dziecięcego Tomasza Wojciechowskiego. 

– Szacuje się, że 95 proc. historii opowiadanych przez osoby poniżej 10. roku życia jest prawdziwych. Pewna część opowieści zawiera fantazje. Jeśli dotyczy cierpienia, to mimo że historia jest zmyślona, to i tak jest niepokojąca. Zwykle mamy do czynienia z problemem w kluczowych relacjach, czyli między matką a ojcem. Dziecko zmyśla, bo czegoś się obawia, przeżywa ogromny stres. To zachowanie ma pełnić jakąś funkcję w rodzinie, ktoś ma coś zyskać - powiedział w rozmowie z dziennikarzami.

Zobacz także

- Zazwyczaj, gdy rodzicie nie potrafią się porozumieć, to dziecko dostarcza im temat, wokół którego mogą razem stworzyć wspólną linię. Ta historia, mimo że nie było pobicia, nie jest zakończona. Tu jest do wykonania pewna praca, bo najważniejsze jest to, by rodzice umieli się dogadywać, a dzieci ich słuchały. To wszystko musi zostać poukładane - dodał. 

RadioZET.pl/krakow.wyborcza.pl