Zamknij
Lawina, hotel Rigopiano
  • EN_01242278_1265
  • EN_01240191_2407
  • EN_01242205_2318
  • 5 Zobacz
fot. AP/EAST NEWS

Mija pięć lat od katastrofalnej lawiny, która zeszła na hotel Rigopiano we włoskim regionie Abruzja. Zginęło 29 osób, a akcja wydobywania ocalałych dziewięciu trwała kilka dni. To była jedna z najtragiczniejszych w skutkach lawin w Europie w ostatnim czasie.

18 stycznia 2017 roku na dużym obszarze w środkowych Włoszech doszło do kilku silnych wstrząsów sejsmicznych. Zanotowano je między innymi w regionie Abruzja, nad którym przechodziły intensywne śnieżyce. To były największe opady śniegu od dekad. Obsługa hotelu Rigopiano prosiła lokalne służby o pomoc i odśnieżenie drogi dojazdowej, bo niektórzy goście z powodu ataku zimy chcieli stamtąd wyjechać. Niektórzy byli gotowi już do drogi. Nie doczekano się jednak pługu śnieżnego, bo został skierowany na inną zablokowaną drogę.

Lawina runęła na hotel. Pięć lat od tragedii w górach Abruzji

Hotel był odcięty od świata. W środku znajdowało się 40 osób: 28 gości, wśród nich czworo dzieci i 12 osób z personelu. Po wstrząsach sejsmicznych zapanował tam ogromny niepokój. Po południu tego dnia na budynek runęła gigantyczna lawina, zasypując go niemal całkowicie. Zwały śniegu zostały, jak się przypuszcza, poruszone w wyniku wstrząsów. Moment uderzenia lawiny widziało dwóch mężczyzn, którzy w tamtej chwili byli na zewnątrz: pracownik i jeden z gości. Zaczęli wzywać pomoc.

Pierwsze telefony do miejscowych służb i władz z informacją o tym, że runął hotel zostały zlekceważone, między innymi z powodu chaosu, jaki panował w regionie w wyniku trzęsienia ziemi i ataku zimy. Ponieważ droga dojazdowa była zablokowana, pierwsze zespoły ratowników dotarły na miejsce katastrofy dopiero w nocy, brnąc na piechotę i na nartach przez śnieg. Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie osób zasypanych.

Zginęło 29 osób

Z ruin i spod warstw śniegu wydobywano zwłoki i ocalałych, którzy przetrwali w szczelinach w sali bilardowej i w barze przy kominku. Ostatnią żywą osobę wyciągnięto po 58 godzinach od zejścia lawiny. Dane z telefonu komórkowego jednej z ofiar pozwoliły ustalić, że żyła przez 40 godzin. Zmarła zanim nadeszła pomoc.

Z tragedii ocalała m.in. czteroosobowa rodzina. Giampiero Parete był na zewnątrz w chwili zejścia lawiny, a jego żona i dwoje małych dzieci przeżyli pod gruzami. - Kiedyś moje dzieci lubiły śnieg, teraz się boją - powiedział Parete. Cała jego rodzina musiała poddać się terapii psychologicznej po traumie.

W następstwie katastrofy śledztwem objęto 30 osób, wśród nich te, które wydały zgodę na budowę hotelu w miejscu zagrożonym zejściem lawin i winnych opóźnienia akcji odśnieżania drogi dojazdowej oraz rozpoczęcia operacji ratunkowej. Sprawa do tej pory nie trafiła na wokandę, a postępowanie ciągle się przedłuża. 

- To było straszliwe doświadczenie, które naznaczyło nas wszystkich. Jakie to były emocje, kiedy udawało nam się odnaleźć żywych ludzi - powiedział szef ratowników z pogotowia górskiego i speleologicznego Daniele Perilli.

RadioZET.pl/PAP

C