Zamknij

Londyn: rodzeństwo nie chciało się ratować. Zostali i spłonęli przy rodzicach

Redakcja
23.06.2017 18:00
Londyn: rodzeństwo nie chciało się ratować. Zostali i spłonęli przy rodzicach
fot. East News, Twitter, fb

Pożar w wieżowcu Grenfell Tower w Londynie zaskoczył ludzi w środku nocy. Na jaw wychodzą wzruszające historie zarówno ofiar, dzwoniących w ostatnich minutach życia do bliskich, jak i ocalonych, którym udało się wyjść cało. Historia trójki rodzeństwa, które postanowiło nie uciekać i zostało w mieszkaniu z rodzicami, chwyta za serce.

Rodzeństwo nie chciało się ratować. Zostali i spłonęli razem z rodzicami

Husna z bratem Hanifem
fot. Facebook

Dramatyczną historię z pożaru w Grenfell Tower przytoczył brytyjski dziennik „Metro”. Trójka rodzeństwa zdecydowała się zostać w środku budynku i zginąć przy swoich rodzicach, gdy zorientowali się, że ci nie są w stanie się uratować. 22-letnia Husna Begum i dwaj jej bracia - 26-letni Hanif i trzy lata starszy Hamid pozostali w pokoju, ponieważ ich 82-letni ojciec miał poważne problemy z chodzeniem, a matka nie chciała go opuszczać. O ich postawie poinformował Samir Ahmad, kuzyn trójki rodzeństwa. – Ich tata ledwo chodził i nie chcieli go zostawić samego. Co mieli zrobić? – Pyta Samir, który mówi, że żyjąca na 17 piętrze rodzina mogła się ratować, zostawiając ojca.  – O godzinie 1:45 mieli jeszcze możliwość ucieczki. Zadzwoniłem do swojej cioci ostatni raz o godz. 3:10, powiedziała mi tylko, że „nadszedł czas”. To był ostatni telefon. To piękna postawa, nie zostawili rodziców, tylko zostali z nimi do końca. Czapki z głów – mówi mężczyzna.

Jego kuzynka, Husna, dwa miesiące przed pożarem wzięła ślub w Leicester. W uroczystości brało udział 200 osób. Jak podaje „Metro” całej rodziny przeżył tylko Mohammed Hakim – czwarty z rodzeństwa. Miał wyjść z domu kilka godzin przed pożarem.

Oblali się wodą i zbiegli z 16 piętra

Macit i Hanife
fot. Facebook/Abdulsalami Ohidah

56-letni Sener Macit i jego o rok starsza żona Hanife nie wiedzieli, co zrobić, gdy zadzwonili na numer ratunkowy a operator szlochając powiedział, że nikt nie jest w stanie ich ocalić. – Przepraszam, ale ratownicy nie są w stanie dotrzeć, do waszego piętra – usłyszeli. Klatka schodowa w ich bloku wypełniona była gryzącym w gardło, gęstym dymem.  Pan Sener nie panikując wziął sprawy w swoje ręce i zaczął działać. Najpierw ubrania, które mieli na sobie zlali obficie wodą. W końcu otworzyli drzwi i zaczęli zbiegać po schodach. – Po prostu podjąłem decyzję, że musimy spróbować uciec. Inaczej spłonęlibyśmy żywcem. Czułem, że mamy szansę się uratować, mimo, że sytuacja wyglądała tragicznie – mówił uratowany mężczyzna w rozmowie z „The Sun”. Cudem udało im się uciec z płonącego budynku. Ich córki 27-letnia Merve i 24-letnia Tugba przeczuwały najgorsze, jednak odetchnęły z ulgą, gdy zobaczyły rodziców na dole przed blokiem.

Ratunek przed pożarem byłby zapewne mniej dramatyczny, gdyby nie fakt, że początkowo państwo Macit zignorowali dźwięk strażackich syren. – Byliśmy pewni, że to jakiś drobny incydent, a nie pożar całego budynku – komentował 56-latek. Dzięki opanowanym nerwom mężczyzny i natychmiastowej ucieczce, udało się im ujść z życiem.

 

Student z Syrii pierwszą zidentyfikowaną ofiarą

Mohammad - pierwsza ofiara
fot. Facebook

Pierwszą zidentyfikowaną ofiarą pożaru w Grenfell Tower był syryjski uchodźca Mohammad Alhajali. 23-latek trzy lata temu przybył do Anglii z ogarniętego wojną miasta Daraa w Syrii. Ostatni raz widziany był, gdy próbował się ratować razem ze swoim bratem Omarem. Rodzeństwo jednak rozdzieliło się i tylko Omar uszedł z życiem.

Mohammad chciał zbiegać po schodach ze swojego 14 piętra, jednak ogień był już za wysoko i 23-latek został odcięty. Gdy wrócił do swojego pokoju połączył się telefonicznie ze swoim przyjacielem. – Zadzwonił do mnie, gdy nie był już w stanie uciekać. Mówił ,że został uwięziony na 14 piętrze. Gdy ogień dotarł do jego pokoju pożegnał się ze mną i wyłączył telefon. To straszne, co się stało. Mohammad uciekł przed piekłem wojny w Syrii. Gdy znalazł się wreszcie w bezpiecznym miejscu, zaczął nowe życie i studia, spotkała go taka tragedia – mówi Abdulaziz Almashi. – Jestem przekonany, że przepisy bezpieczeństwa w Wielkiej Brytanii powinny zostać natychmiast zmienione – dodaje. Pogrzeb Mohammada odbył się w Londynie 21 czerwca 2017 r.

 

Czy brytyjski rząd zataja liczbę zmarłych?

Sarah Colbourne
fot. Youtube (Sarah Colbourne na zdj.)

Według najnowszych (23 czerwca 2017 r.)  doniesień z Londynu liczba ofiar oficjalnie wynosi 79. Pojawia się jednak wiele znaków zapytania wokół tego, ilu tak naprawdę zginęło ludzi w pożarze 24-piętrowego wieżowca. Dziesiątki osób wciąż uznawane są za zaginione. – Oni nie nigdzie nie zaginęli, oni wszyscy nie żyją! Co najmniej 20 osób, które znałam z Grenfell Tower nie odpowiadają na moje telefony i maile. Faktyczna liczba ofiar jest znacznie większa, niż ta oficjalna – komentuje 44-letnia Sarah Colbourne w brytyjskim dzienniku „The Guardian”. Kobieta mieszka w bloku sąsiadującym ze spalonym Grenfell Tower, w którym żyło wielu jej przyjaciół. – Władze celowo zaniżają liczbę ofiar, aby uniknąć zamieszek. Wszyscy dobrze wiedzą, że zginęły setki ludzi, a nie żadne 79, jak podają – uważa Brytyjka.

Cień nadziei dla bliskich

Historia pięciu mieszkańców Grenfell Tower może dawać cień nadziei tym, którzy wciąż nie mają informacji o ewentualnej śmierci swoich bliskich. Funkcjonariusze Scotland Yard w poniedziałek 19 czerwca poinformowali, że pięć osób uznanych za zaginione zostały odnalezione całe i zdrowe. Udało im się uciec z budynku i nie poinformowali o tym służb.

Śmierć w pożarze to prawdziwa męka

Śmierć w pożarze to prawdziwa męka. Oparzenia najpierw drażnią gardło drogi oddechowe i wywołują bardzo silny ból głowy. Dzieje się tak z powodu stymulacji nocyceptorów, czyli nerwów czułych na ból na skórze. Następnie płomienie wypalają włosy na głowie i brwi, a oparzenia tworzą reakcję zapalną, która jeszcze zwiększa wrażliwość na ból. – W miarę zwiększania się stopnia oparzenia, czucie częściowo zanika, ale w niewielkim stopniu. Oparzenie trzeciego stopnia nie boli tak bardzo jak drugiego stopnia, ponieważ zniszczone zostają powierzchowne nerwy. Ale to semantyczna różnica; duże oparzenia są straszliwie bolesne w każdym przypadku – tłumaczy  David Herndon, specjalista od oparzeń z University of Texas Medical Branch w Galveston.

Większość ofiar pożarów nie ginie z powodu oparzeń, lecz przez wdychanie toksycznych oparów (tlenku i dwutlenku węgla, a niekiedy nawet cyjanku wodoru przy jednoczesnym braku dostępu do tlenu). Jak wynika z danych organizacji badającej pożary National Fire Protection Association, około 40 proc. zgonów w pożarach domowych ginie przez zatrucie dymem, zanim zdążą się obudzić.

Więcej zdjęć w galerii:

Ogień zaskoczył mieszkańców, gdy spali

Pożar wieżowca mieszkalnego Grenfell Tower w Londynie wybuchł chwilę przed godz. 1 w nocy 14 czerwca 2017 r. W 67-metrowym, liczącym 120 mieszkań budynku mieszkało około 600 osób. W większości były to mieszkania socjalne zamieszkiwane przez społeczność muzułmańską. Według śledczych ogień najpierw zaczął rozprzestrzeniać się na czwartym piętrze, a jego przyczyną najprawdopodobniej było zwarcie instalacji elektrycznej. Płomienie w bardzo szybkim tempie zajęły wszystkie 24 piętra. W akcji ratunkowej i gaszeniu ognia brało udział 40 jednostek straży pożarnej (200 strażaków) oraz 20 ambulansów.

Grenfell Tower lutym 2015 a lipcem 2016 przeszedł gruntowny remont. Wymienione zostały okna, oraz odnowiono i wzmocniono elewację. Wielu mieszkańców Londynu po tragedii miało pretensję, że renowacji budynku nie wykonano dostatecznie starannie – chodzi o systemy pożarowe i przestarzałą instalację elektryczną.

Strażacy natknęli się na 42 ciała ściśnięte w jednym pokoju:

Zobacz także

Zmarli i zaginieni w Grenfell Tower:

RadioZET.pl/Metro.co.uk/TheGuardian/TheSun/strz