Zamknij

Dziennikarz TVN zaatakowany na proteście. "Na wojnie nie miałem takiej sytuacji"

29.07.2021 10:43
Marcin Wrona zaatakowany
fot. @realJamesKlug/Twitter (screeenshot)

Marcin Wrona, korespondent "Faktów" TVN w USA, został zaatakowany w Waszyngtonie podczas protestu Kubańczyków. Zdaniem dziennikarza tłum rozjuszyła plotka, że jest przedstawicielem kubańskiego reżimu. - Byłem na jednej wojnie i nie miałem takiej sytuacji - mówił Wrona w rozmowie z Onetem.

Marcin Wrona od 2006 roku jest korespondentem "Faktów" TVN w Stanach Zjednoczonych. W poniedziałek dziennikarz wraz ze swoim operatorem relacjonowali pikietę Kubańczyków w reakcji na trwające od kilku tygodni protesty w ich ojczyźnie. Z powodu złej sytuacji ekonomicznej i pandemicznej demonstracje przeciwko władzom komunistycznym wybuchły m.in. w stolicy kraju Hawanie i mniejszych miastach. 

Część Kubańczyków żyjąca w USA chce wymusić na administracji prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena zdecydowanej reakcji na protesty na Kubie. Z takimi hasłami w poniedziałek odbywała się demonstracja w parku Lafayette niedaleko Białego Domu. Będący na miejscu polski dziennikarz został potraktowany bardzo brutalnie.

Dziennikarz TVN zaatakowany na demonstracji

W rozmowie z Onetem Wrona tłumaczył, że planował krótką relację z waszyngtońskiego protestu do materiału o dołączeniu Polski do apelu przygotowanego przez Departament Stanu. 20 państw wezwało w nim do walki o wolność Kubańczyków, ich swobody obywatelskie, prawa humanitarne.

- Podszedł do mnie człowiek z megafonem, który bardzo głośno krzyczał do mikrofonu. Wyjaśniłem, że jeśli tak będzie robił, to widzowie nic nie usłyszą (...). Po chwili za moimi plecami pojawiło się kilka osób, pokazując transparenty i zasłaniając całą demonstrację, więc znów musieliśmy przerwać i poprosić, żeby je opuścili - mówił dziennikarz.

Ponad sto osób ruszyło w stronę reportera TVN i jego operatora oraz próbowało wyrwać sprzęt ekipie dziennikarskiej. - W naszą stronę leciały różne przedmioty. Zaczęto nas popychać, oblewać wodą - relacjonował. Wściekły tłum miał krzyczeć "asesino", co po hiszpańsku oznacza "mordercę".

W końcu ekipie reporterskiej udało się wydostać z miejsca protestu i dojść do dwóch policjantów. - Wezwali posiłki. Gdy one przybyły, to próbowali eskortować nas przez trzy przecznice, a ten tłum wciąż za nami chodził - dodał Wrona w rozmowie z Onetem.

Dziennikarz dodał, że ktoś celowo rozpuścił w tłumie plotkę o tym, że Wrona jest przedstawicielem kubańskiego reżimu. - Byłem na jednej wojnie i nie miałem takiej sytuacji - komentował Wrona.

RadioZET.pl/Onet