Zamknij

Polski dziennikarz zatrzymany w Birmie zwolniony z aresztu. Musi opuścić kraj

PAP
24.03.2021 18:14
Mjanma
fot. PAP/EPA

Zatrzymany w Mjanmie (dawniej Birma) polski dziennikarz i fotoreporter Robert Bociaga został w środę zwolniony z aresztu po 13 dniach - poinformowała agencja AFP. Polak, który relacjonował m.in. dla dpa i CNN protesty przeciw przewrotowi wojskowemu, ma zostać wydalony z kraju.

O swoim uwolnieniu poinformował sam Bociaga w rozmowie z agencją AFP, dodając, że musiał zapłacić karę 200 tys. kiatów (ok. 550 zł). Wrócił do Rangunu (dawna stolica i największe miasto w kraju) w środę wieczorem czasu lokalnego. Jak dodał, jest pod nadzorem służb imigracyjnych do czasu opuszczenia kraju, co ma nastąpić w czwartek.

Mjanma. Polski dziennikarz zwolniony z aresztu

- Czuję się dobrze. Jestem bardzo szczęśliwy, że wyszedłem (z aresztu - PAP), ale smutny, że muszę opuścić Birmę - powiedział Polak, 29-letni dziennikarz powiedział, że podczas zatrzymania go 11 marca w mieście Taungyi w stanie Szan birmańscy wojskowi nie dostrzegli, że jest obcokrajowcem, i zaczęli go bić plastikowymi pałkami. Jak jednak przyznał, w areszcie był traktowany lepiej niż Birmańczycy.

Zeznawałem, siedząc na krześle, podczas gdy inni byli na kolanach z rękami złączonymi za głowami

Robert Bociaga

Jak usłyszał od przesłuchujących, ponieważ nie miał wizy dziennikarskiej, powinien trzymać się fotografowania krajobrazów i pagód zamiast protestów. Bociaga pracował w Birmie jako freelancer, współpracując m.in. z niemiecką agencją dpa oraz siecią CNN.

Birmańskie służby penitencjarne podały w środę, że zwolniły tego dnia z więzienia Insein w Rangunie ponad 600 osób, zatrzymanych przez krajowe siły bezpieczeństwa od 1 lutego. Według działającego w Birmie i Tajlandii Związku Pomocy Więźniom Politycznym od zamachu stanu 1 lutego w Birmie zatrzymano co najmniej 2,4 tys. osób i kilkudziesięciu dziennikarzy. Z rąk wojskowych miało zginąć dotąd co najmniej 275 uczestników protestów.

Mjanma. Zamach stanu i masowe protesty przeciw działaniom armii

Mjanma (dawniej Birma) od prawie dwóch miesięcy jest miejscem masowych protestów. Siły bezpieczeństwa brutalnie tłumią demonstracje przeciwko zamachowi stanu z 1 lutego, w wyniku którego birmańska armia obaliła demokratycznie wybrany rząd i przejęła władzę.

Demonstranci domagają się uwolnienia przywódczyni kraju, noblistki Aung San Suu Kyi, oraz przywrócenia do władzy jej partii, Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), która rządziła Birmą od 2016 roku i wysoko wygrała wybory parlamentarne z listopada 2020 roku.

Wojskowi twierdzą, że wybory były sfałszowane, choć komisja wyborcza nie dopatrzyła się nieprawidłowości. Armia zapowiedziała przeprowadzenie kolejnych wyborów i oddanie władzy ich zwycięzcom, ale wielu Birmańczyków nie wierzy w te zapowiedzi i obawia się długotrwałej, opresyjnej dyktatury wojska.

RadioZET.pl/PAP