Zamknij

Na rosyjskiej prowincji wrze, portrety prezydenta płoną. "To ostatnie dni Putina"

26.09.2022 14:06

W ostatni weekend protesty przeciw mobilizacji w Rosji odbyły się w ponad 30 miastach. Demonstracje najgwałtowniej przebiegały w regionach zamieszkiwanych przez mniejszości, m.in. w Dagestanie. - Putin traci kontrolę nad sytuacją. Podejmuje decyzje, które są zagrożeniem dla jego władzy - ocenił w rozmowie z WP.pl były ambasador Polski w Ukrainie Jan Piekło.

Władimir Putin przechodzi obok żołnierzy
fot. AFP/EAST NEWS/NATALIA KOLESNIKOVA

Decyzja Władimira Putina o “częściowej mobilizacji” wywołała w Rosji falę protestów. Szczególnie gwałtowne demonstracje odbywały się m.in. w Dagestanie. W internecie pojawiły się filmy z płonącym portretem prezydenta Rosji.

Eksperci wskazują, że o wiele częściej do wojska wcielani są mężczyźni z regionów zamieszkiwanych przez mniejszości. Spotyka się to z dużym sprzeciwem mieszkańców, którzy protestują na ulicach. Pojawiają się wręcz głosy, że na rosyjskiej prowincji wrze. Taką opinię podziela były ambasador RP w Ukrainie Jan Piekło.

Piekło: Putin traci kontrolę nad sytuacją. To jego ostatnie dni

- Rzeczywiście, osoby z mniejszości etnicznych są pierwszym celem, jeśli chodzi o rekrutację. Sytuacja eskaluje - powiedział dyplomata w rozmowie z Wirtualną Polską. Według danych dostępnych w otwartych źródłach liczba ofiar w rosyjskiej armii po stronie mniejszości narodowych jest większa niż wskazuje na to ich odsetek w całej populacji.

Były ambasador ocenił, że świadomość w Dagestanie czy Buriacji wzrosła, “bo wzrosła też liczba mogił na cmentarzach”. - Ludzie zaczynają rozumieć, że niedługo pracujących mężczyzn nie będzie, bo będą wracać w trumnach. To ostatnie dni Putina - powiedział Jan Piekło.

- Decyzja o mobilizacji uruchomiła mechanizmy, których on po prostu nie przewidział - ocenił były ambasador. - Putin traci kontrolę nad sytuacją. Podejmuje decyzje, które są zagrożeniem dla jego władzy. Jeżeli ogłosił mobilizację to powinien zamknąć granicę - zauważył rozmówca WP.pl.

Jak podała w poniedziałek “Nowaja Gazieta”, powołując się na źródła w rosyjskiej administracji, od czasu ogłoszenia "częściowej mobilizacji" z Rosji wyjechało ponad 261 tys. osób. Władze rozważają teraz zamknięcie granic.

loader

RadioZET.pl/Wirtualna Polska