Horror w rodzinnym domu. Nie żyje 5 osób, w tym roczne dziecko

Redakcja
18.02.2019 15:50
Horror w rodzinnym domu. Nie żyje 5 osób, w tym roczne dziecko
fot. Rawpixel.com/shutterstock

Makabrycznego odkrycia dokonali policjanci w miejscowości Blanchard, w Teksasie (USA). Kiedy weszli na teren posiadłości, ich oczom ukazały się ciała pięciu osób. Funkcjonariusze znaleźli tragicznie zmarłą rodzinę 11 lutego.

Chcesz śledzić takie informacje na bieżąco? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku

Ciała leżały na podwórzu przed domem. Okazało się, że to 53-letni Randy Horn, jego 27-letnia żona Ashley Delaney oraz dziadkowie Ashley – Carlos i Linda (74 l.). Znaleziono również martwą córkę Randy’ego i Ashley, roczną Ranly.

Przeżyła, bo schowała się w szafie

Policja wstępnie twierdzi, że najprawdopodobniej doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa z rąk Randy’ego.

Zobacz także

Dramat przeżyła matka 27-letniej żony Randy’ego Horna. Kiedy usłyszała strzały, schowała się do szafy i stamtąd zadzwoniła z telefonu komórkowego na policję. Zeznała, że obudziła się z powodu odgłosu wystrzałów i przerażona zaczęła szukać schronienia.

Zobacz także

Według informacji pozyskanych przez stację FOX News śledczy wykluczyli ją jako sprawcę morderstwa. Podejrzewają, że najprawdopodobniej zrobił to 53-latek – najpierw zastrzelił członków swojej rodziny, a później samego siebie.

Tajemniczy wpis na Facebooku

Wskazuje na to między innymi wpis na Facebooku, który 53-latek zamieścił niedługo przed śmiercią. „Czas zapłacić za wszystkie złe decyzje, jakie podjęło się w życiu.... Nigdy nie można być nikogo pewnym” – takie słowa opublikował na portalu społecznościowym, będąc w barze. Około godziny 00.10 mężczyzna zamieścił kolejny post, tym razem ze zdjęciem zakrwawionej podłogi. „Dlatego właśnie nie mogę bywać wieczorami w barach... Krew na podłodze!” – napisał.

Zobacz także

Ponadto ludzie, którzy kilka godzin przed dramatem spotkali 53-latka w barze, mówili, że był „bardzo małomówny” i „wyjątkowo zamknięty w sobie”. Znali go wcześniej z zupełnie innej strony – jako roześmianego, towarzyskiego człowieka. Zeznali, że siedział w barze od 13.30 do 22.00 i ciągle patrzył w telefon. O 22.00 wyszedł na dwie godziny i wrócił na jednego drinka, po czym oddalił się – podał Fakt.pl.

Ostateczną wersję wydarzeń ma jednak potwierdzić sekcja zwłok i dalsze badania śledczych. „To było naprawdę straszne wydarzenie. Na razie czekamy na sekcję zwłok ofiar” – powiedział zastępca komendanta lokalnej policji, Byron Lyons w rozmowie z mediami.

W domu Randy’ego Horna zabezpieczono również kilka sztuk broni palnej. Zostanie ona zbadana.

RadioZET/FOX News/Fakt.pl/JZ