Zamknij
Zamach na WTC
Moment uderzenia kolejnego samolotu w południową wieżę WTC
fot: Tamara Beckwith/Rex Features/East News
20. ROCZNICA ZAMACHÓW NA WTC

Nieznana historia pierwszej ofiary. Zakonnik gej nie uciekał z płonących wież

Piotr Drabik
Piotr Drabik Redaktor Radia Zet
09.09.2021 12:07
09.09.2021 12:07

Został uznany za pierwszą ofiarę zamachów z 11 września. Kapelan nowojorskich strażaków nie zamykał się w swojej parafii. Mychal Judge gorliwie pomagał narkomanom, bezdomnym, alkoholikom. Sam był abstynentem do końca życia. Po śmierci wyszło na jaw więcej sekretów z jego życia osobistego.

Strach i przerażenie. Twarze strażaków w lobby północnej wieży World Trade Center nie były w stanie ukryć emocji. Byłopo godzinie 9 czasu wschodnioamerykańskiego. Od kilkunastu minut drapacze WTC stały w ogniu po uderzeniu w nie cywilnych samolotów. Strażacy z dowódcami zastanawiali się, jak ocalić tysiące osób z płonących budynków. Ratownikom towarzyszyli francuscy bracia Jules i Gédéon Naudet. Planowali nakręcić dokument o nowojorskich strażakach, a zamiast tego znaleźli się w epicentrum największego zamachu terrorystycznego w historii USA. Wśród chaosu kamera w pewnym momencie uchwyciła starszego mężczyznę. Ubrany w strażacki uniform oraz hełm stał i zamyślony rozglądał się dookoła. – Był z nami w holu i widziałem, że się modlił. Zwykle patrzył na nas, jakby chciał nam dodać otuchy, ale nie teraz. Jakby wiedział, że jest bardzo źle – wspominał Joseph Pfeifer, dowódca 1. batalionu FDNY.

To ojciec Mychal Judge, od dziewięciu lat kapelan nowojorskich strażaków (z ang. New York City Fire Department, FDNY). Franciszkanin często brał udział w akcjach ratunkowych, nie zabrakło go również 11 września. Kamera braci Naudet uchwyciła ojca Judge’a ostatni raz żywego. Akcję ratunkową przerwał ogromny huk i chmura dymu, która tuż przed 10 spowiła lobby północnej wieży. Sąsiedni, 110-piętrowy budynek legł w gruzach. Nie wszyscy strażacy zdążyli się ewakuować. Ich koledzy wrócili do lobby w poszukiwaniu rannych. W gęstym dymie, za pomocą reflektora kamery braci Naudet, dostrzegli nieprzytomnego mężczyznę. Leżał przy schodach ruchomych. Kilka osób wyniosło go z budynku, a później pozostawili na krześle. Tę scenę uwiecznił fotoreporter agencji Reuters, Shannon Stapleton. Choć był przepędzany przez strażaków, nie zdjął palca z migawki aparatu. Wykonał ikoniczne zdjęcie, które później zostało nazwane „amerykańską pietą”. Pokazywało ofiarę 0001 zamachów z 11 września, czyli ojca Judge’a. Pomimo wysiłków ratowników nie dawał oznak życia. Śmierć franciszkanina otworzyła testament, który zakonnik pisał przez całe życie.

Od pucybuta do zakonnika

Kochał Nowy Jork – przyznawali zgodnie jego znajomi. Przyszły zakonnik urodził się jako Robert Emmett Judge w 1933 roku. Dorastał w Brooklynie w rodzinie irlandzkich emigrantów. Matka zarabiała jako pomoc domowa, a ojciec był robotnikiem. Od najmłodszych lat w rodzinnym domu Judge’a pielęgnowano irlandzkie korzenie i przywiązanie do Kościoła. Ich „amerykański sen” przerwał Wielki Kryzys. Poza synem mieli jeszcze dwie córki – starszą Erin i bliźniaczkę Roberta, Dympnę, która urodziła się dwa dni pobracie. Wychowanie całej trójki spadło na matkę. W 1939 r. jej mąż zmarł w wyniku powikłań zapalenia wyrostka sutkowatego. Kiedy Japończycy zaatakowali Perl Harbor, 8-letni Robert wraz z kolegą zarabiał pierwsze pieniądze w centrum Manhattanu, czyszcząc przechodniom buty. Po pracy chłopiec zaglądał do sąsiedniego kościoła pod wezwaniem świętego Franciszka z Asyżu. Do świątyni zaprosił go zakonnik Henry Lawler. Tak po latach wspominał to spotkanie Judge :– Było w nim coś prostego i pięknego. Obserwując go, zdałem sobie sprawę, że nie dbam zbytnio o rzeczy materialne. Podążałem za nim i uwielbiałem jego brązową szatę i sandały. Od tego momentu wiedziałem, że chcę zostać zakonnikiem.

Formację franciszkańską Judge rozpoczął w wieku 15 lat, a w 1955 r. przyjął pierwsze śluby zakonne i nowe imię – Fallon Michael. Wkrótce jednak zmienił je na krótszą wersję, Mychal (irlandzka pisownia imienia Michael), na cześć swojego ojca. Przez kolejne lata trafiał do różnych parafii w Nowym Jorku oraz New Jersey. Ostatecznie w 1986 r. został przydzielony do posługi w kościele pod wezwaniem świętego Franciszka z Asyżu, gdzie przychodził jeszcze jako chłopiec. Służył tu aż do śmierci.

– Wszystkim ludziom, których spotykał, poświęcał całkowitą atencję. Jakby w tym momencie byli najważniejsi na świecie, byli jego najlepszymi przyjaciółmi – wspominał franciszkanin Michael Duffy, wieloletni przyjaciel kapelana nowojorskich strażaków. Łagodny i cichy Judge był również ekstrawertykiem. – Czerpał energię z przebywania z ludźmi. Uwielbiał słuchać ich historii – dodał ojciec Duffy.

Ojciec Judge z bezdomnym oraz kościół pw. św. Franciszka na Manhattanie
fot. IFC Films Courtesy/Everett Collection/East News, Jim McIntosh/Flickr/PD

Nowy Jork w czasach młodości i posługi Mychala Judge’a nie był przyjaznym miejscem do życia. Bezdomni, narkomani i alkoholicy wypełniali ulice Manhattanu i inne dzielnice metropolii. Do tego wysoka przestępczość, której zwalczania nie ułatwiał wielonarodowościowy tygiel. Franciszkanie starali się nieść pomoc potrzebującym. Ojciec Judge był szczególnie aktywny w duszpasterstwie anonimowych alkoholików. Zakonnik sam znalazł tam kiedyś pomoc. Na przełomie lat 60. i 70. często kończył dzień ze szklanką szkockiej. Do snu nie wystarczała mu tylko modlitwa. – Nigdy nie zachowywał się jak pijak. Kiedyś przyszedł do mojego pokoju i zaczął: “muszę ci o czymś powiedzieć. Myślę, że jestem alkoholikiem”. Odpowiedziałem mu: “nie, nie jesteś”, bo miałem w głowie obraz alkoholika, który leży na ulicy. Nie zdawałem sobie sprawy, że nie może żyć bez picia–tłumaczył ojciec Duffy. W 1978 r. Judge zapukał do drzwi klubu anonimowych alkoholików i podjął terapię. Dług wdzięczności spłacał przez kolejne lata, służąc pomocą dla uzależnionych.

W kolejnej dekadzie zakonnik zwrócił się w stronę ofiar “gejowskiej plagi”, jak początkowo nazywano epidemię AIDS i wirusa HIV. W epoce prezydentury republikanina Ronalda Reagana i metropolity nowojorskiego kard. Johna O'Connora niesienie pomocy chorym, m.in. homoseksualistom, było uznawane za tabu. – Na początku lat 80. nie mogliśmy nawet wnieść do kościoła ciał zmarłych na AIDS. Tylko kilku ludzi, takich jak Mychal, otaczali ich opieką duszpasterską – wspominał ks. Bernard Lynch, działacz na rzecz praw społeczności LGBT+ oraz założyciel pierwszej w Nowym Jorku misji pomocy chorym na AIDS. Dla niego ojciec Judge był bardzo ludzki. – Nigdy nie traktował ludzi z pozycji władzy, ale służby. Mychal nie zgadzał się ze stanowiskiem Kościoła, który w latach 80. obwinił chorych na AIDS za ich cierpienie. Bardzo cierpiał z tego powodu – dodał ks. Lynch.

Wszystkim ludziom, których spotykał, poświęcał całkowitą atencję. Jakby w tym momencie byli najważniejsi na świecie

Oddanie ojca Judge’a w służbie potrzebującym było znane w “Wielkim Jabłku”. Ten fakt prawdopodobnie wpłynął na jego nominację na kapelana nowojorskich strażaków w 1992 r. Zastąpił na tym stanowisku innego franciszkanina, który zmarł na raka. Kapelan nie tylko odprawiał msze, ale również sam zakładał strój strażacki i z innymi ratownikami był na miejscu akcji. W tak wielokulturowym mieście, jakim jest Nowy Jork, ojciec Judge służył nie tylko katolikom, ale wszystkim, którzy potrzebowali błogosławieństwa i duchowego wsparcia.

Tak było w przypadku strażaka Johna Drennana, który po pożarze kamienicy na Watts Street 28 marca 1994 r., trafił do szpitala z oparzeniami III i IV stopnia. Dwóch jego innych kolegów zmarło, kiedy weszli do płonącego budynku w poszukiwaniu rannych. Przez 40 kolejnych dni Drennan przeszedł 10 przeszczepów skóry oraz powtarzające się infekcje. Przez cały ten czas przy jego łóżku czuwała żona Vina i ojciec Judge. – Kiedy modlił się nad poparzonym ciałem Johna, czułam, że ma szansę, że Bóg go wysłucha. Czułam, że słowa po prostu leciały w górę – mówiła Vina Drennan w rozmowie z radiem NPR. Johna nie udało się uratować, ale kapelan strażaków nie zostawił później wdowy i jej czwórki dzieci, wspierając ich przez kolejne lata. Ojciec Judge był również na miejscu katastrofy samolotu TWA 800, który 17 lipca 1996 r. eksplodował w pobliżu Long Island i wpadł do Atlantyku. Nikt z pasażerów i załogi nie przeżył. 230 zabitych. “Bóg dopuszcza zło, ale nie rozumiem dlaczego” – mówił franciszkanin do ojca, którego dziecko było na pokładzie maszyny.

Jako kapelan strażaków i członek kilku duszpasterstw Judge był bardzo zajęty. – Nie pamiętam, żeby miał jakieś szczególne hobby. Odwiedzał swoją matkę, która żyła w Maryland, i siostry. Jego życie wypełnione było ludźmi – wspominał ojciec Duffy. W czasie urlopu lubił też wyjeżdżać na wycieczki samochodowe. – Zazwyczaj na kilka dni, bo nie mieliśmy za dużo czasu. Pewnego razu siedzieliśmy w samochodzie i zapytałem: “to gdzie jedziemy?”. Judge popatrzył w niebo i zobaczył czarne chmury. Powiedział: “pojedziemy w drugą stronę” i wylądowaliśmy w Montrealu w Kanadzie – dodał ojciec Duffy. Kapelan strażaków lubił słuchać koncertów zespołu Black 47, grającego rock z elementami muzyki celtyckiej. Jak wspominał wokalista grupy Lary Kirwan, franciszkanin w koloratce opierał się o bar, ale nic nie pił – do końca życia był abstynentem.

“Boże, proszę, zakończ to!”

Ostatnią homilię ojciec Judge wygłosił 10 września 2001 r. Zakonnik brał udział w otwarciu wyremontowanej jednostki strażackiej na Bronxie. W obecności burmistrza miasta Ruddy’ego Guianiego i dowódców FDNY mówił: – Dobre dni. I złe dni. Górki. I doły. Smutne dni. I radosne. Ale żadnego nudnego, nie w tej robocie. (...) Nieważne, jak duże jest wezwanie. Albo jak małe. Nie macie pojęcia, do czego wezwał was Bóg. Wiecie tylko, że was potrzebuje. Tak jak potrzebuje mnie.

Wtorek 11 września rozpoczął się w Nowym Jorku słonecznie. Większość mediów była zajęta prawyborami na burmistrza, które zaplanowano na ten dzień. Mieszkańcy od wczesnego ranka dojeżdżali do pracy. Tuż przed godz. 9 rano franciszkanin Brian Carroll szedł szóstą aleją, kiedy zobaczył samolot, który uderzył w północną wieżę World Trade Center. Natychmiast wrócił do parafii i obudził ojca Judge’a, który odpoczywał na sofie po porannej modlitwie. Zanim założył strażacki mundur i hełm, uczesał się i poprawił włosy sprayem. Strażackie radio wypełniało się zgłoszeniami kolejnych zastępów, które wzywano na południowy Manhattan.

Po 17 minutach od pierwszego uderzenia kolejny samolot wbił się w południową wieżę WTC. Miliony Amerykanów oglądały ten moment na żywo w stacjach telewizyjnych, które przerwały regularne ramówki. Szacuje się, że w momencie ataków w kompleksie WTC mogło być od 14 do 19 tysięcy osób. Klatki schodowe i windy zostały zablokowane. Strażacy zastanawiali się, jak uratować uwięzionych w budynkach.–Ojcze Judge, niech się ojciec za nas modli – mówił do zakonnika burmistrz Giuliani, stojąc u podnóża płonących wież. Polityk i franciszkanin przyjaźnili się i często spotykali przy różnych okazjach. – Zawsze się za was modlę – odparł kapelan strażaków.

Od uderzenia pierwszego samolotu w WTC do zawalenia się drugiej wieży minęły 102 minuty.

Ratownicy, którzy razem z ojcem Judge’em byli w lobby północnej wieży, wspominali, że zakonnik był blady, zamyślony, zszokowany. Nawet w trudnym momentach potrafił żartować i uśmiechać się. Ale nie 11 września. – Prawdopodobnie modlił się za ludzi, którzy spadali z wież – wskazywał ojciec Duffy. Kapelan udzielił ostatniego błogosławieństwa m.in. strażakowi Danny’emu Suhowi, który zginął uderzony przez osobę skaczącą z WTC. Według Michaela Daly’ego, nowojorskiego dziennikarza i autora biografii ojca Judge’a, tuż przed godz. 10 zakonnik został wezwany przez innych strażaków w głąb lobby północnej wieży. – Jezu, proszę, zakończ to teraz! Boże, proszę, zakończ to!–miał powiedzieć franciszkanin. Kilka minut później przeraźliwy huk i kłęby dymu przerwały akcję ratunkową.

O godz. 9.59 415-metrowa południowa wieża WTC legła w gruzach. Strażacy, którym udało się wyjść na zewnątrz krótko przed tym, wiedzieli, że w każdej chwili może się zapaść również północna wieża. W kompletnych ciemnościach i gęstym dymie wrócili do lobby, w poszukiwaniu rannych. – Postąpiłem kilka kroków i potknąłem się o coś, co wziąłem za kawałek gruzu. Z trudem dopatrzyłem się zarysów strażackiej kurtki. Mówiłem do kilku strażaków: “Hej, jeden z waszych chyba jest ranny” – mówił Wesley Wong, zastępca dowódcy biura okręgowego FBI (Federalne Biuro Śledcze) w Nowym Jorku. Po kilku chwilach okazało się, że to ojciec Judge.

– Jedna z teorii mówi, że został uderzony czymś w głowę i z tego powodu zmarł. Inna wskazuje, że po uderzeniu w głowę miał zawał serca – wskazywał Francis DeBernardo, szef duszpasterstwa New Way Ministry i autor biografii ojca Judge’a, która ukaże się w przyszłym roku. Kilku ratowników wyniosło kapelana na pomarańczowym krześle, które znaleźli w lobby. Pomimo wysiłków strażaków nie dawał oznak życia. – Uklękliśmy. Złapałem ojca Judge’a za rękę. Już nie żył. Porucznik Cosgrove oparł dłoń na głowie i zmówiliśmy Ojcze nasz–wspominał strażak Jose Rodriguez. Po 29 minutach od zawalenia się południowej wieży, sąsiednia północna również legła w gruzach.

"Amerykańska pieta" autorstwa Shannona Stapletona
fot. IFC Films Courtesy/Everett Collection/East News

Kapelan był pierwszym zidentyfikowanym zabitym w zamachach 11 września, dlatego w jego akcie zgonu wpisano “ofiara 0001” (w sumie śmierć poniosło 2996 osób). Poza kapelanem w zamachach zginęło 343 strażaków. Ciało zakonnika przeniesiono do kościoła pw. św. Piotra, oddalonego o kilkaset metrów od miejsca zamachów. Franciszkanie nie zgodzili się na autopsję ciała kapelana, dlatego dokładne przyczyny jego śmierci pozostaną tajemnicą.

– Następnego dnia zadzwonił do mnie prowincjał z Nowego Jorku i poinformował o ostatniej woli Mychala. Chciał, żebym wygłosił homilię na jego pogrzebie. Byłem w szoku, w ogóle się tego nie spodziewałem – wspominał ojciec Duffy. “Przychodzimy pochować jego umysł, ale nie jego marzenia. Przychodzimy pochować jego głos, ale nie jego przesłanie. Przychodzimy pochować jego ręce, ale nie jego dobre uczynki. Przychodzimy pochować jego serce, ale nie jego miłość. Nigdy jego miłość”–mówił Duffy 15 września podczas pogrzebu kapelana. Pożegnało go osobiście 3 tys. osób, w tym były prezydent USA, Bill Clinton. Mychal Judge był osobą powszechnie znaną nie tylko w Nowym Jorku–często wypowiadał się w telewizji, uczestniczył w publicznych wydarzeniach, znał polityków i liderów społecznych.

Święty gej

Już kilka dni po pogrzebie kapelana, zaczęły się pojawiać informacje o tajemnicy życia osobistego zakonnika. – Był gejem. Po jego śmierci stało się to oczywistym faktem. Wielu ludzi z jego otoczenia o tym wiedziało. Nie ukrywał tego, ale też nie rozpowiadał wszystkim – wspominał ks. Lynch. Przez wiele lat Judge angażował się w pomoc homoseksualistom zarażonym HIV i uczestniczył w wydarzeniach społeczności LGBT+. Nie zgadzał się z papieżem Janem Pawłem II w sprawie utrzymania celibatu w Kościele. Co ciekawe, pod koniec lat 70. na jednym z parkingów w New Jersey kard. Karola Wojtyłę podczas jego podróży do Filadelfii i rozmawiali przez 10 minut. Również za czasów Jana Pawła II watykańska Kongregacja Nauki Wiary w 1986 r. wydała list do biskupów, w którym określiła homoseksualizm jako “wewnętrznie nieuporządkowany” oraz zakazała działania w diecezjach duszpasterstw promujących społeczność LGBT+. Członkiem jednej z takich grup, o nazwie Dignity (z ang. godność), był ojciec Judge. Po tym jak jej działalności w Nowym Jorku zakazał kardynał O'Connor, duszpasterstwo Dignity dla osób chorych na AIDS otwarto w ramach zakonu franciszkanów, omijając diecezjalny zakaz.

Podczas pogrzebu franciszkanina 15 września 2001 r.
fot. AFP Photo POOL/Kathy Willens/East News

– Właściwie wiedziałem o jego homoseksualizmie, kiedy byłem w Uniformed Firefighters Association (związek nowojorskich strażaków–przyp. red.). Trzymałem to w sekrecie, ale potem sam mi powiedział, kiedy zostałem komisarzem pięć lat temu. On i ja często się z tego śmialiśmy, ponieważ wiedzieliśmy, jak trudno byłoby innym strażakom zaakceptować to tak łatwo, jak mnie. Myślę, że był fenomenalnym, ciepłym i szczerym człowiekiem, a fakt, że był gejem, nie miał z tym nic wspólnego – wyznał Thomas Von Essen, były cywilny komisarz FDNY.

Duszpasterstwa wspierające społeczność LGBT w Kościele katolickim uznają Judge’a za bohatera. Niektórzy wzywają do wyniesienia go na ołtarze.–Myślę, że sam śmiałby się z pomysłu, że mógłby być świętym. Był bardzo skromnym, łagodnym i kontaktowym człowiekiem. Jego prostota, człowieczeństwo i doświadczenie własnego cierpienia inspirowała ludzi za życia i teraz kiedy go nie ma z nami–podkreślił ks. Lynch. Francis DeBernardo wymienił cztery rzeczy, które jego zdaniem miały największy wpływ na życie Mychala Judge’a: irlandzkie pochodzenie, franciszkańska duchowość, duszpasterstwo dla anonimowych alkoholików oraz jego homoseksualność.

Nowojorski marsz ku czci kapelana strażaków, 5 września 2021
fot. Steve Sanchez Photos Shutterstock

W rok po zamachach na WTC imieniem kapelana strażaków nazwano 31. ulicę zachodnią na Manhattanie, która prowadzi do klasztoru franciszkanów. W parku w New Jersey postawiono mu pomnik, a jego hełm z 11 września został podarowany papieżowi, a w niedzielę poprzedzającą rocznicę zamachów ulicami Manhattanu przechodzi marsz ku pamięci Judge’a. To tylko kilka przykładów upamiętnienia tragicznie zmarłego zakonnika. Zespół Black 47 poświęcił mu piosenkę “Mychal” (tłumaczenie własne):

Mam swoje wady i próbowałem

Spojrzeć im prosto w oczy

Być tam, kiedy ktoś może zadzwonić

Okrutnie dobrze wiem, jak ciężko jest upaść

Kiedy wstaję tego wrześniowego poranka

Ulice są ciepłe od promieni słońca

Bóg jest w swoim niebie i wszystko jest w porządku

Wyjdę i spełnię Jego wolę.

W tekście wykorzystałem informacje z książek “The Book of Mychal: The Surprising Life and Heroic Death of Father Mychal Judge” autorstwa Michaela Daly’ego (wyd. St. Martin's Griffin, 2009) oraz “Jedyny samolot na niebie” aut. Garretta M. Graffa (wyd. SQN, 2021). Dodatkowe podziękowania składam ojcu Michaelowi Duffy’emu, ks. Bernardowi Lynch’owi oraz Francisowi DeBernardo za spotkanie.

Piotr Drabik
Piotr Drabik

Dziennikarz bez specjalizacji, ale z otwartą głową. Wcześniej związany m.in. z redakcją "Dziennika Polskiego", TVN24 i "Press". Obecnie redaktor działu Wiadomości w serwisie RadioZET.pl. Interesuje się polityką krajową, jak i międzynarodową. Najlepiej realizuje się w reportażach i dłuższych artykułach. Po pracy miłośnik astronautyki i fotografii analogowej. Twitter: @piotrdrabik. E-mail: piotr.drabik@eurozet.pl