Zamknij

Łukaszenka o groźbie wybuchu wojny. Oskarżał Polskę

28.01.2022 14:02
Alaksandr Łukaszenka o wojnie. Mówił o Polsce
fot. Pool BelTa/Associated Press/East News

Tak, wojna będzie, ale tylko w dwóch przypadkach – gdy dojdzie do agresji na Białoruś lub na Rosję – oświadczył Alaksandr Łukaszenka w orędziu do narodu, które wygłasza w piątek. Polskę i Litwę oskarżył o to, że "działają w duchu polityki Waszyngtonu", a nawet, że Warszawa "chce całej Białorusi".

Wojna Rosji z Ukrainą uchodzi za jeden z realnych scenariuszy w dobie eskalacji napięcia między Kremlem a państwami Europy Zachodniej i USA. Stany Zjednoczone zagroziły poważnymi sankcjami gospodarczymi, po których Rosja ostrzegła, że zerwie wtedy stosunki dyplomatyczne z USA.

W kontekście relacji z Rosją wraca kwestia Białorusi i kryzysu na polsko-białoruskiej granicy. Alaksandr Łukaszenka zarzekał się w piątkowym orędziu, że jego państwo nie chce wojny.

Łukaszenka o groźbie wojny. "Przywróćmy naszą Ukrainę"

W piątkowym oświadczeniu zwrócił się do państw Europy Zachodniej i NATO, że jakakolwiek reakcja zbrojna wobec Białorusi lub Rosji zakończy się wojną. – Jeśli dojdzie do agresji na Białoruś, to będą tu setki tysięcy rosyjskich żołnierzy, którzy będą walczyć razem z setkami tysięcy żołnierzy białoruskich o tę świętą ziemię – powiedział białoruski dyktator.

Nie stronił od "krwawych" zarzutów wobec Zachodu, w tym Polski. Oskarżał państwa Europy o dążenie do "nowego podziału świata", a także "chęć utopienia we krwi braterstwa ukraińsko-rosyjskiego, słowiańskiego".

- Przywrócimy naszą Ukrainę na łono naszego słowiaństwa. Koniecznie to zrobimy – mówił Łukaszenka. Odnosząc się do planowanych manewrów z Rosją na granicy z Ukrainą, powiedział, że "trzeba przykryć naszą południową flankę", a manewry "mają pokazać, gdzie trzeba zgromadzić minimum sił zbrojnych kraju".

Białoruski dyktator: Polska chce całej Białorusi

Łukaszenka oskarżył Polskę i Litwę, że "działają w duchu polityki Waszyngtonu", bo inaczej byłyby "smutnymi peryferiami Europy". Stwierdził wręcz, że Polska "chce całej Białorusi", odnosząc się do wsparcia białoruskiej opozycji i nieuznaniu wyników wyborów prezydenckich z 2020 roku. W oczernianiu Warszawy posłużył się też sprawą dezercji polskiego żołnierza Emila Cz. na Białoruś.

– Setki tysięcy ludzi były rozstrzelane w lasach i zakopane w grobach – oświadczył Łukaszenka, powołując się na zeznania dezertera. Poszedł jeszcze dalej - twierdził, że strona polska zamierzała "wymienić Czeczkę" i w tym celu chciała porwać białoruskiego pogranicznika, by wygłaszał podobne tezy w drugą stronę.

"Pokajajcie się, klękajcie, pełzajcie z powrotem"

Następnie zagroził politycznym oponentom, którzy w obawie przed represjami wyjechali z Białorusi. – Moja rada dla was: do domu. Pokajajcie się, klękajcie, pełzajcie z powrotem. Zapłacicie kary za spowodowane straty – powiedział w czasie orędzia Alaksandr Łukaszenka, Jego orędzie, słuchane w Pałacu Republiki przez ok. 2,5 tys. osób, kończyło się hucznymi oklaskami.

Białoruski lider mówił, że w 2020 r. na Białorusi doszło do próby sterowanego z zagranicy przewrotu i kolorowej rewolucji, a dzisiaj Zachód nie chce dawać emigrantom pieniędzy i domaga się, by na Białorusi "zabili kogoś i opublikowali zdjęcie". Rosję nazwał "partnerem nr 1", także w gospodarce. Zapewnił jednak, że nie ma planu pochłonięcia Białorusi przez Rosję.

RadioZET.pl/PAP - Justyna Prus

C