Zamknij

Białoruś. Nagranie z fabryki. "Kto głosował na Cichanouską, wstańcie"

13.08.2020 08:43
Białoruś
fot. Twitter/Andrzej Poczobut

Pracownicy jednego z białoruskich zakładów chemicznych nie uznali oficjalnych wyników wyborów prezydenckich. Gdy kierownik ogłosił, że wygrał je Aleksandr Łukaszenka, robotnicy w zdecydowanej większości wstali i klaszcząc, wiwatowali na cześć opozycyjnej kandydatki Swietłany Cichanouskiej. 

Wideo opublikował na swoim profilu na Twitterze Andrzej Poczobut, polski dziennikarz mieszkający na Białorusi. Widać na nim robotników z zakładu chemicznego Chimwolokno w Grodnie, ubranych w robocze uniformy i zgromadzonych w dużej sali. 

Z relacji Poczobuta wynika, że kierownik zakomunikował pracownikom, że zwycięzcą niedzielnych wyborów został Aleksandr Łukaszenka, co spotkało się z ostrym sprzeciwem. Jeden z robotników krzyknął wówczas:

Kto głosował na Cichanouską, wstańcie!

W tym momencie wstała zdecydowana większość robotników, którzy zaczęli klaskać i wiwatować na część opozycyjnej kandydatki. W tłumie dało się również usłyszeć okrzyki "Wolna Białoruś". 

Protesty na Białorusi po wyborach prezydenckich

Protesty na Białorusi - w Mińsku i w innych miastach - trwają od niedzieli. Wówczas odbyły się wybory prezydenckie, w których - wedle oficjalnych wyników podanych przez Centralną Komisję Wyborczej - zwyciężył urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka, który miał uzyskać 80,2 proc. Na jego rywalkę, opozycjonistkę Swietłanę Cichanouską miało głosować 9,9 proc. Wielu Białorusinów jest jednak przekonanych, że wybory zostały sfałszowane. 

Zobacz także

MSW podało, że w niedzielę, poniedziałek i wtorek zatrzymano łącznie ponad 6 tys. osób. Doszło do starć demonstrantów z milicją w kilku miejscach Mińska oraz innych miastach. Do rozpędzania demonstracji struktury siłowe używały granatów hukowych, gazu łzawiącego oraz strzelają gumowymi kulami.

Przez kilka dni w Mińsku w przebywał nasz redakcyjny kolega Piotr Drabik. Obejrzyjcie wywiad z nim, w którym opowiada, co widział na Białorusi!

Na ten moment potwierdzono dwie ofiary śmiertelnej białoruskich protestów. To uczestnik starć z mundurowymi w Mińsku, któremu w dłoni wybuchł granat oraz mieszkaniec miasta Homel, którego milicja zatrzymała, gdy ten - wedle relacji jego matki - szedł na spotkanie ze swoją dziewczyną. 25-latek zmarł już w szpitalu. 

RadioZET.pl/PAP/Twitter