Zamknij

Trump nie żałuje słów o nawoływaniu do zamieszek. Co z impeachmentem?

12.01.2021 17:48
Donald Trump
fot. PAP/EPA/Samuel Corum / POOL

Prezydent USA Donald Trump został zapytany o odpowiedzialność za słowa, które tchnęły jego zwolenników do szturmu na Kapitol. Odparł dziennikarzom, że były one "całkowicie właściwe". Zaznaczył, że demokraci, chcący usunąć Trumpa w ramach procedury impeachmentu, kierują się złością, a on sam „nie chce przemocy”.

Donald Trump żegna się z urzędem prezydenta w atmosferze skandalu. Głowa państwa podżegała do zamieszek i szturmu na budynek Kongresu, w którym parlamentarzyści mieli potwierdzić elekcję jego konkurenta, Joe Bidena. Po zamieszkach, w których zginęło pięć osób, na Trumpa posypały się gromy. Giganci mediów społecznościowych zablokowali profile Trumpa napędzając jego zwolenników i wywołując temat cenzury.

Demokraci nie chcą czekać do 20 stycznia, kiedy kończy się prezydentura Trumpa. W Izbie Reprezentantów złożyli projekt w sprawie pozbawienia prezydenta urzędu, wskutek podżegania do powstania.

Donald Trump nie żałuje nawoływania do zamieszek. Co sądzi o drugim impeachmencie?

Projekt impeachmentu motywowany jest „niezdolnością do pełnienia urzędu” i „zagrożeniu bezpieczeństwa USA”. Wszczęcia procedury domagała się szefowa Izby Nancy Pelosi, nieprzekonany w tej sprawie był natomiast wiceprezydent Mike Pence.

Trump był dziś pytany o wszczętą wobec niego procedurę odwoławczą, która – już po 20 stycznia – doprowadziłaby do postawienia Trumpa w akt oskarżenia. Prezydent odparł niewzruszony. "Działania w kierunku impeachmentu wobec niego powodują złość. Nie chcę przemocy" – mówił dziennikarzom Trump. Prezydent USA mówił o tym przed wylotem z Waszyngtonu do Alamo w Teksasie. Nie odniósł się do pytań czy zamierza ustąpić z urzędu. Stwierdził natomiast, że nie ma sobie nic do zarzucenia w sprawie komunikacji ze zwolennikami tuż przed szturmem na Kapitol. „Moje słowa były całkowicie właściwe” – zakończył.

Szybkie poparcie dla impeachmentu w Izbie Reprezentantów nie kończy sprawy. Procedura przenosi się wówczas do Senatu, w którym wysłuchane zostaną obie strony. Eksperci przekonują, że procedura ma na celu nie tyle usunięcie prezydenta z urzędu kilka dni przed zaprzysiężeniem Joe Bidena, ale uniemożliwienie Trumpowi ubieganie się o elekcję w 2025 roku.

mid-epa08933157
fot. PAP/EPA/Samuel Corum / POO

RadioZET.pl/PAP