Zamknij

Europosłowie PiS wzburzeni po raporcie ws. Polski. „Bezmiar kłamstwa i absurdu”

14.09.2020 21:27
Parlament Europejski
fot. PAP/EPA/OLIVIER HOSLET

Absurd, bezmiar kłamstwa, dziwaczności i śmieszności - tak projekt raportu ws. praworządności w Polsce opisują europosłowie PiS. - To jest przykre, kiedy nasi polscy parlamentarzyści wiedzą o tym, że tam są kłamstwa i nie tylko pozwalają na to, żeby te kłamstwa były, ale jeszcze zachęcają polityków innych państw, by za tym głosowali – mówiła Beata Mazurek.

Parlament Europejski wziął pod lupę kwestię praworządności w Polsce i "stref wolnych od LGBT". - Z żalem stwierdzam, że sytuacja się nie poprawiła od ostatniej sesji plenarnej w lutym. Nadal są obawy, co do praworządności. Komisja wykorzysta wszystkie instrumenty, które są do jej dyspozycji - mówiła wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova.

Nawiązując do niesławnych "stref wolnych od LGBT", podkreślała, że ponad 100 polskich gmin przyjęło „uchwały, które mają na celu odmowę praw podstawowych dla społeczności LGBT”. - Komisja potępia wszelkie przejawy dyskryminacji, przemocy i nienawiści wobec działaczy LGBT. Nie ma miejsca na dyskryminację w Unii Europejskiej – dodała.

Zobacz także

PiS o raporcie ws. Polski: absurd i dziwaczność

Z takimi komentarzami nie zgadzają się eurodeputowani PiS. - Polska jest krajem demokratycznym, praworządnym i tolerancyjnym. Dążenie do tego, żeby Polsce uszczuplić fundusze unijne jest wyjątkowo niegodne - mówiła potem na konferencji prasowej w PE Jadwiga Wiśniewska. Zdaniem Wiśniewskiej projekt rezolucji, który był przyczynkiem do debaty w PE, ma charakter polityczny, a nie merytoryczny. - Tak naprawdę jest wyrazem większości w PE, która jest niestety zdominowana przez nurt lewicowo-liberalny - stwierdziła. Również pozostali politycy PiS utrzymują, że dokument jest stronniczy i że forsuje wizję sytuacji w Polsce kompletnie oderwaną od rzeczywistości. Europoseł Joachim Brudziński podkreślał, że debata w PE to kolejna odsłona "lewicowego bełkotu". 

Beata Mazurek na konferencji prasowej dodała, że "rzeczą niezwykle smutną - delikatnie powiedziawszy - jest apel posła Andrzeja Halickiego, który mówił, że będzie zachęcał wszystkich europarlamentarzystów z EPP (ang. European People's Party - Europejskiej Partii Ludowej), żeby za tym zafałszowanym, nieprawdziwym raportem zagłosowali". - To jest przykre, kiedy nasi polscy parlamentarzyści wiedzą o tym, że tam są przekłamania, tam są kłamstwa. Po pierwsze pozwalają na to, żeby te kłamstwa były, a po drugie jeszcze zachęcają polityków innych państw, by za tym bezmiarem kłamstwa, dziwaczności i śmieszności głosowali – mówiła wzburzona Mazurek.

Podobnie wypowiadał się Patryk Jaki. Jego zdaniem polscy europarlamentarzyści związani z opozycją po prostu wprowadzali innych europosłów w błąd, m.in. nie mówiąc o tym, z jakiego powodu i jakiej grupie osób obniżono emerytury, a także pokazując zdjęcia tablic "LGBT- free zones".

- Sami państwo widzicie, jaki jest poziom absurdu. Zarzuca się nam np., że zrobiliśmy coś, że na uczelniach wyższych nie ma wolności. W Polsce jest zupełnie na odwrót. My nic nie zrobiliśmy, jeżeli chodzi o uczelnie wyższe, a mamy problemy z wolnością, ale z lewicowej strony" - powiedział. Wskazał, że "na przykład na Uniwersytecie Śląskim (...) jest ścigana nauczycielka z ponad 20-letnim stażem przez rzeczników dyscypliny za to, że przywoływała tradycyjną definicję rodziny – mówił Jaki.

Głosowanie całego PE w sprawie raportu zaplanowane jest na piątek.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP