Zamknij
Silvio Berlusconi, Giorgia Meloni, Maurizio Lupi i Matteo Salvini
Silvio Berlusconi, Giorgia Meloni, Maurizio Lupi i Matteo Salvini
fot: Gregorio Borgia/Associated Press/East News

Quo vadis, Italio? Krajobraz po triumfie włoskiej prawicy

Rafał Miżejewski
Rafał Miżejewski Redaktor Radia Zet
30.09.2022 16:25

Nagranie z ukrytej kamery z Silvio Berlusconim w roli głównej, opublikowane w czasie ciszy wyborczej, dobrze obrazuje skalę napięć wewnątrz prawicowej koalicji. Jeszcze nie zaczęła rządzić, a już kłóci się o obsadę ministerialnych stanowisk i podział wyborczych fruktów.

Włoskie wybory, których wynik miał wprowadzić w osłupienie unijnych komisarzy, obserwowałem na miejscu w Rzymie. Przede wszystkim, żeby nie zadowalać się zero-jedynkową narracją narzuconą przez część mediów, ale także dlatego, żeby oddać głos zwykłym Włochom oraz osobom, które znają głównych aktorów włoskiej sceny politycznej. Przed lokalami wyborczymi rozmawiałem z głosującymi, dziennikarzami, politykami, ale także z Polakami, którzy od lat mieszkają w Italii.

To prywatna impreza, czy stypa?”

Ostatnie godziny przed głosowaniem, które ma zdecydować o przyszłości kraju na kolejne dekady, rzymscy działacze Partii Demokratycznej spędzają w swojej siedzibie niedaleko Ponte Milvio. To miejsce zasadniczo różni się od siedzib partii politycznych, które znamy z naszego krajowego podwórka. Jest grill, makaron i rozmowy o możliwych scenariuszach przy winie i luźnej atmosferze.

Wieczór wyborczy w siedzibie Partii Demokratycznej (z lewej) i centrala wyborcza w siedzibie włoskiego MSW
Wieczór wyborczy w siedzibie Partii Demokratycznej (z lewej) i centrala wyborcza w siedzibie włoskiego MSW
fot. Rafał Miżejewski

Sympatycy partii i sąsiedzi zaproszeni na przedwyborczą kolację pytają się żartobliwie „czy to prywatna impreza, czy bardziej stypa?”. Zwycięstwo prawicy wisi bowiem w powietrzu już od kilku tygodni. Na miejscu rozmawiam z Marco Pacciottim – rzymskim politykiem Partii Demokratycznej. Pytam przede wszystkim o słowa szefowej Komisji Europejskiej, które zdominowały dyskusję na finiszu kampanii. Ursula von der Leyen powiedziała, że „jeśli we Włoszech sprawy pójdą w trudnym kierunku, mamy narzędzia, jak w przypadku Polski i Węgier”. Nie tylko włoska prawica odebrała te słowa jako szantaż oraz ingerencje KE w proces wyborczy we Włoszech. Inaczej na sprawę patrzy Pacciotti.

- Jako osoba zainteresowana polityką, przesłuchałem całe wystąpienie Ursuli Von Der Leyen, a nie tylko najbardziej komentowany jego fragment. Wcale nie odebrałem jej słów jako groźbę. Mówiła o różnych scenariuszach dla Włoch, życząc sobie, że obywatele zagłosują na rząd, który utrzyma dotychczasową prounijną politykę. Wcale nie chodziło to, żeby Włosi wybrali tę czy inną partię. Szefowa KE powiedziała jedynie, że Unia ma instrumenty, które pozwoliłyby na korektę polityki przyszłego włoskiego rządu, jakikolwiek by on był.

W Partii Demokratycznej, która przez wiele lat rządziła lub współrządziła we Włoszech, Marco Pacciotti jest odpowiedzialny za politykę migracyjną. Włochy są wśród tych krajów, które nadal odczuwają skutki kryzysu migracyjnego z 2015 roku. Zapytałem go, jak może zmienić się polityka włoskiego rządu na forum unijnym z Giorgią Meloni na czele.

- Jak dobrze wiesz, Włochy były wśród ojców założycieli Unii Europejskiej. Od tamtej pory, każdy kolejny rząd był co do zasady proeuropejski. Mam nadzieję, że tak będzie także w przypadku przyszłego prawicowego rządu i żadna partia nie obierze kolizyjnego kursu z Brukselą. Jeśli ktokolwiek z rządzących chciałby ograniczać prawa obywatelskie Włochom, przyznam rację Ursuli von der Leyen, że Europa musi wtedy zareagować. Dotyczy to w takim samym stopniu Włoch, Polski, Węgier czy innych unijnych krajów. Nie może być podwójnych standardów.

Ze specyfiką włoskiego aktu wyborczego oraz znaczeniu teatralnych gestów w krajowej polityce zetknąłem się już rano 25 września po otwarciu lokali wyborczych. To wtedy przyszła włoska premier Giorgia Meloni opublikowała na TikToku krótki filmik z dwoma melonami trzymanymi na wysokości klatki piersiowej. W ten sposób prawicowa liderka ominęła ciszę wyborczą i - nawiązując do swojego nazwiska - przypomniała wyborcom o swoim istnieniu. Zabieg okazał się skuteczny, bo na jej partię Bracia Włosi w cały kraju zagłosowało ponad 7,3 milionów obywateli i to ona mebluje w tej chwili swój przyszły gabinet włoskiego premiera.

- Jest bardzo ciekawym politykiem. To jest inteligentna kobieta o sporym już doświadczeniu. Jest politykiem z prawdziwego zdarzenia. Człowiekiem, który naprawdę zaczynał od podstaw i wychował się w polityce, bo całe życie funkcjonował w tym środowisku. Na pewno Meloni nie jest spadochroniarzem, który nagle pojawił się w tym świecie. Trzyma się pewnych sloganów prawicowych, czyli rodzina, religia, państwo, suwerenność. W tym prawdopodobnie jest podobna do PiS-u. Natomiast, przykro mi to mówić, ale jest bardziej uczciwa i przejrzysta w porównaniu do aktualnych rządów w Polsce - mówi mi Jurek Kralkowski – polski fotograf, który od ponad 30 lat mieszka w Rzymie.

Jurek Kralkowski
Jurek Kralkowski
fot. arch. prywatne

Mimo że władze w Rzymie po raz pierwszy w historii przejmuje kobieta, trudno uznać, żeby kobiety zyskały tym samym ambasadorkę swoich praw na szczeblu rządowym. Z rozmów, które odbyłem z wyborczyniami, wynika, że może być dokładnie odwrotnie. Nie spotkałem żadnej kobiety, która oddała głos na prawicowy blok. O powody takiego nastawienia włoskich kobiet pytałem dziennikarkę agencji ANSA – Angelę Gennaro. - Meloni wielokrotnie podkreślała swoje przywiązanie do kościoła i wartości chrześcijańskich. Kobiety mają obawy, że pod jej rządami dojdzie do zmiany prawa aborcyjnego we Włoszech. Chociaż w kampanii wyborczej nie zapowiedziała tego bezpośrednio, to między wierszami da się wyczytać, że taka intencja jest obecna w jej środowisku politycznym – mówi mi włoska dziennikarka.

Na pewno Meloni nie jest spadochroniarzem, który nagle pojawił się w tym świecie. Trzyma się pewnych sloganów prawicowych, czyli rodzina, religia, państwo, suwerenność

Chodzi o uchwalone w 1974 roku tzw. „prawo nr 194”. Dopuszcza ono możliwość terminacji ciąży do 90. dnia z powodów „zdrowotnych, ekonomicznych, społecznych albo rodzinnych”. Dokonanie aborcji w późniejszym terminie jest również legalne, ale tylko w przypadku potwierdzonego zagrożenia życia lub zdrowia matki i płodu. Zastrzeżenia co do kształtu tego prawa w trakcie kampanii wyborczej zgłaszała zarówno Giorgia Meloni, jak i Matteo Salvini, chociaż formalnie nie opowiedzieli się za zakazem aborcji.

„Z faszyzmem nie ma nic wspólnego”

W trakcie kampanii wyborczej Meloni musiała mierzyć się z oskarżeniami o rewitalizację faszyzmu we Włoszech i fascynację Benito Mussolinim w młodości. Po wyborczym zwycięstwie prawicowego bloku, emocjonalne oceny i katastroficzne prognozy co do przyszłości Italii tonują nawet jej bezpośredni polityczni rywale. W tym były włoski premier Matteo Renzi. - Jestem przeciwnikiem Giorgi Meloni. Nie jestem jestem jej najlepszym przyjacielem, ale ona naprawdę nie jest zagrożeniem dla włoskiej demokracji. Mówienie, że mamy do czynienia z faszyzmem we Włoszech to fake news – mówił Renzi na antenie CNN.

- Swego czasu Meloni dopuszczała nawet możliwość Italexitu. Teraz mówi nieco bardziej dyplomatycznie, chociaż cały czas podkreśla, że Unia potrzebuje głębokich reform i większego poszanowania dla państw członkowskich - przypomina z kolei dziennikarka Angela Gennaro z włoskiej agencji ANSA.

O ocenę przyszłej włoskiej premier zapytałem również dziennikarza, byłego senatora i eurodeputowanego z ramienia partii Forza Italia oraz rzecznika pierwszego rządu Silvio Berlusconiego – Jasia Gawronskiego. - Rozumiem, że wyniki tych wyborów może niektórych martwić. Są obawy, że dojdzie do rewolucyjnych zmian w cały kraju, ale są to obawy raczej przesadzone. Meloni to młoda osoba, która z faszyzmem nie ma praktycznie nic wspólnego. Ona jest inteligentna. Czuje, że jest dookoła sporo wątpliwości, co do jej osoby i na pewno od początku zrobi wszystko, żeby je rozwiać. Inne kraje europejskie nie mają się czego obawiać. Podejrzewam, że Meloni od początku objęcia urzędu premiera, zrobi wszystko, żeby zmienić swój wizerunek.

Swego czasu Meloni dopuszczała nawet możliwość Italexitu. Teraz mówi nieco bardziej dyplomatycznie, chociaż cały czas podkreśla, że Unia potrzebuje głębokich reform

W trosce o wizerunek swój i rządu, na czele którego stanie, już teraz umiejętnie dobiera sobie najbliższych współpracowników. Dziennik „La Stampa” donosi, że na tekę ministra do spraw wewnętrznych w jej rządzie nie ma co liczyć Matteo Salvini, który już piastował ten urząd w przeszłości. Według włoskich mediów Salvini, nawet dla Meloni, jest zbyt prorosyjski, dlatego niewykluczone, że siłowy resort jednak przejmie polityk ze zwycięskiej partii Bracia Włosi.

Berlusconi to już trochę staruszek”

Swoją rolę w nowym rządzie - i to wcale niemarginalną - chce odegrać także Silvio Berlusconi. W tym tygodniu obchodził swoje 86. urodziny. Do tej pory prezentu z tej okazji nie zrobiła mu Giorgia Meloni i nadal nie wiadomo, na jakie resorty w nowym rządzie będą mogli liczyć przedstawiciele jego partii Forza Italia. Zaledwie 8 procent poparcie jego ugrupowania, sprawia, że nie ma zbyt wielu szabel w prawicowym obozie. Mimo to Berlusconi mierzy wysoko. Na nagraniu z ukrytej kamery, które pojawiło się w sieci w dniu wyborów, były włoski premier mówi, że chciałby być reżyserem w nowym rządzie i życzyłby sobie więcej głosów na Ligę Salviniego, niż na Braci Włochów Giorgi Meloni.

- Na pewno nie jest do takiej roli przyzwyczajony i musi z tego powodu cierpieć. On teraz ma ambicje być prezydentem Senatu, a to po prezydencie kraju, druga najważniejsza funkcja w państwie. Wątpię, żeby mu się to udało, ale zobaczymy. To już nie jest ten sam Berlusconi, co kiedyś – mówi mi Jas Gawronski, który zdradza, że cały czas jest w kontakcie z liderem Forza Italia.

- Ostatnio rozmawialiśmy miesiąc temu. On bardzo lubi i ufa ludziom, którzy są dookoła niego. Nie mogę powiedzieć, że jestem jego przyjacielem, ale pozostajemy w serdecznych, koleżeńskich relacjach. Nie doradzałem mu bezpośrednio w trakcie kampanii, ale oczywiście w takich rozmowach różne sugestie się pojawiały.”

Jas Gawronski i Silvio Berlusconi
Jas Gawronski i Silvio Berlusconi
fot. arch. prywatne

W wyborach Silvio Berlusconi zdobył mandat senatora, startując z listy w miejscowości Monza niedaleko Mediolanu. Zagłosowało na niego ponad 10 tysięcy obywateli. Na kandydatów jego partii w cały kraju swój głos oddało 2,2 milionów Włochów. - Berlusconi to już jest trochę staruszek. Zdziwiło mnie nawet, że dostał tak dużo głosów, ale jednak wielu Włochów mu po prostu ufa. Mam też teorię, że ta niespodziewana skala poparcia dla Berlusconiego wynika z faktu, że na ostatniej prostej kampanii jego drużyna AC Monza pokonała Juventus 1:0 - mówi mi Gawronski.

Z trójki prawicowych liderów, to Berlusconi uznawany jest za najbardziej prorosyjskiego polityka, czemu dał wyraz w jednym z ostatnich telewizyjnych wywiadów w trakcie kampanii wyborczej. - Władimir Putin został pchnięty do inwazji na Ukrainę i chciał zastąpić władze w Kijowie przyzwoitymi ludźmi – mówił w programie Porta a Porta.

Według Jasia Gawronskiego, tej wypowiedzi nie należy interpretować jako zapowiedź przyszłego zbliżenia Rzymu z Moskwą. -Berlusconi jest mocno przywiązany do przyjacielskich relacji. Nie chcę powiedzieć, że jest przyjacielem Putina, ale kiedy był premierem, nie było w tym nic złego, że był w dobrych relacjach z prezydentem Rosji. Oni tak po ludzku po prostu się wtedy polubili. Nie szedł za tym żaden sojusz polityczny.

Wśród wyborców prawicy, z którymi rozmawiałem w Rzymie, są jednak osoby, które domagają się zmiany podejścia włoskiego rządu do wojny na Ukrainie i unijnej reakcji na inwazję Putina. Część z nich domaga się zniesienia gospodarczych sankcji na Federację Rosyjską, które według nich, bardziej uderzają w Europejczyków, niż w reżim na Kremlu. To głównie osoby starsze, do których skutki wojny na Ukrainie docierają w postaci kilkukrotnie wyższych rachunków za prąd i gaz. Z takim postulatami swojego elektoratu, liderzy włoskiej prawicy także będą musieli się zmierzyć.

Nic bez udziału mafii”

Widmo faszyzmu czy zapowiedź starcia Rzymu z Brukselą to kwestie, które z pewnością elektryzują zagranicznych dziennikarzy, ale nieco mniej – zwykłych Włochów, którzy mają swoje codziennie problemy na krajowym podwórku.

- Włochy są bardzo starym krajem. Technicznie, przemysłowo i infrastrukturalnie. Przeprowadzenie większych reform jest bardzo trudne i często kończy się fiaskiem. Oprócz tego, Italia boryka się nadal z poważnym problemem zorganizowanej mafijnej przestępczości niemal na każdym szczeblu. To nie są małe medialne przestępstwa. To jest penetracja ogromnego biznesu od północy aż do południa kraju. Nie ma możliwości rozwinięcia dużego przedsiębiorstwa bez udziału mafii. Jeśli Meloni chciałaby naprawdę zreformować kraj, powinna zacząć od uproszczenia procedur dotyczących publicznych przetargów i zwiększenia ich transparentności.

Ten kraj też się mocno starzeje. Jest bardzo mały przyrost naturalny i w przyszłym roku dwóch emerytów będzie przypadać na jednego młodego pracującego Włocha. To będzie oznaczać ogromne koszty dla kraju, który będzie musiał wypłacać emerytury starszych ludzi - mówi mi polski fotograf Jurek Kralkowski, który pracuje z Włochami od trzech dekad.

We Włoszech bezrobocie wśród młodych (do 24. roku życia) dobija do poziomu 24 procent. To trzeci najgorszy wskaźnik w całej Unii Europejskiej.

Rafał Miżejewski
Rafał Miżejewski

Od 2022 roku warszawski reporter Radia ZET. Najchętniej podejmuje tematy polityczne. Wcześniej związany z redakcją RMF FM i Polsat News. Ukończył politologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i ekonomię na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Zamiłowanie do Włoch zaprowadziło go także do Rzymu, gdzie przez rok studiował na Uniwersytecie LUMSA. Miłośnik piłki nożnej. W trudnym związku emocjonalnym z Wisłą Kraków.

rafal.mizejewski@radiozet.pl

twitter.com/rafalmizejewski