Zamknij

Zaginął dziennikarz Biełsatu. Badał prywatne życie Łukaszenki

11.08.2020 15:53
Aleksandr Łukaszenka
fot. AP/Associated Press/East News

Stanisław Iwaszkiewicz zaginął. Dziennikarz Biełsatu publikował materiały o Łukaszence. Jak tłumaczył wicedyrektor stacji, w ostatnim materiale miał on opisać związki prezydenta Białorusi z kobietami, co mogło "rozwścieczyć władzę".

Stanisław Iwaszkiewicz zaginął. O zaginięciu dziennikarza Biełsatu poinformował Aleksy Dzikawicki, wicedyrektor tej telewizji. Jak mówił na antenie Polsat News, redakcja od trzech dni nie ma kontaktu z kolegą.

Bardzo się obawiamy, że pod pretekstem protestów został zatrzymany w ramach zemsty

- powiedział w Polsat News wicedyrektor Telewizji Biełsat.

Zobacz także

Stanisław Iwaszkiewicz zaginął. Dziennikarz Telewizji Biełsat pisał o prywatnym życiu Łukaszenki

Aleksy Dzikawicki mówił na antenie Polsatu o poszukiwaniach zaginionego dziennikarza. "Sprawdzaliśmy, nie ma go w żadnych aresztach" - wyjaśnił.

Stacja obawia się, że białoruskie władze mogły rozwścieczyć materiały Iwaszkiewicza na temat białoruskiego prezydenta Aleksandra Łukaszenki. W ostatnim z nich dziennikarz Biełsatu wspomniał m.in., kto może być matką nieślubnego syna białoruskiego prezydenta.

Iwaszkiewicz opisał także działalność agencji modelek. To z niej kilka lat temu werbowano kobiety na "nieformalne spotkania" z głową państwa. Dziennikarz miał powołać się w materiale na słowa projektanta mody, który został zmuszony do opuszczenia Białorusi.

Jak opisywał Iwaszkiewicz, jednym z życzeń Łukaszenki miało być chodzenie kobiet na czworaka po scenie "kręcąc tyłkami, mrucząc i miaucząc". Miało do tego dojść podczas konkursu na "Supermodelkę Białorusi 1996".

Zobacz także

"Wielu ludzi nie wie, co się dzieje w Mińsku"

Dzikawicki wyjaśnił, że "naród jest rozwścieczony". Zapytany o to, czy na Białorusi może zostać wprowadzony stan wojenny, odpowiedział, że "trudno przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja", biorąc pod uwagę, że Łukaszenka nie jest skłonny do ustępstw.

Mówił także o tym, że dostawał wiele SMS-ów od Białrosinów z pytaniem o to, co się dzieje w ich kraju.

Problem polega na tym, że wyłączony jest internet w kraju i wielu ludzi nie wie, co się dzieje w Mińsku. Nie wiedzą, że zginął człowiek

- powiedział Dzikawicki.

Zobacz także

RadioZET.pl/Polsat News