Zamknij

Waszczykowski: to nie Trump doprowadził do podziałów w USA. Zaczęło się za Obamy

07.01.2021 18:48
Witold Waszczykowski
fot. Łukasz Szeląg/REPORTER

Zdaniem byłego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego protesty Black Lives Matter były dużo bardziej szkodliwe, niż ostatnie rozruchy w Waszyngtonie. Europoseł PiS ocenił też, że to nie Donald Trump jest odpowiedzialny za podział amerykańskiego społeczeństwa.

Witold Waszczykowski, były minister spraw zagranicznych, a obecnie europoseł PiS, wypowiedział się na temat sytuacji w Stanach Zjednoczonych. W rozmowie z Polską Agencją Prasową stwierdził m.in. że to nie Donald Trump jest odpowiedzialny za polaryzację i podziały w amerykańskim społeczeństwie. 

- Wydarzeń wczorajszych nie można rozpatrywać bez kontekstu wieloletniego. Do konfliktu ideologicznego, z jakim mamy obecnie do czynienia doprowadzono co najmniej za czasów  Baracka Obamy. To ten prezydent skręcił bardzo mocno w lewo: z obrony interesów amerykańskich w dziedzinie bezpieczeństwa - na kwestie społeczne, obyczajowe. To on doprowadził do znaczących podziałów w USA - powiedział. 

Zobacz także

Szef polskiej dyplomacji w latach 2015-2018, a obecnie europoseł PiS zwrócił też uwagę, że za rządów Obamy doszło też do zmian w konstelacji transatlantyckiej. - Koncepcja resetu z Rosją skończyła się katastrofą. Kreml po prostu wykorzystał ją do bezkarnego prowadzenia agresywnej polityki - ocenił.

Trump próbował to naprawiać, stawiać na interesy amerykańskie w relacjach z Chinami, Europą i NATO. Odnosił duże sukcesy, bo przez trzy lata gospodarka amerykańska rozwijała się korzystnie. Potem nastąpiły jednak wypadki spowodowane incydentem z Georgem Floydem i wielki ruch protestu Black Lives Matter. Był on daleko bardziej agresywny i szkodliwy niż wczorajsze wypadki. Zamieszki mniejszości rasowych doprowadziły do tego, że płonęły całe dzielnice amerykańskich miast [...] Wtedy świat nie reagował. To były postępowe zamieszki. Natomiast w środę zamieszki były niepostępowe

Witold Waszczykowski

Waszczykowski zaapelował też, by nie analizować wydarzeń ze środy w oderwaniu od kampanii wyborczej w USA. Jego zdaniem była ona krańcowo nieuczciwa i sprzyjała przeciwnikom odchodzącego prezydenta. Miały o tym świadczyć m.in. odcięcie Donalda Trumpa od jego profilu na Twitterze czy fakt, że stacje telewizyjne wyłączały go z wizji.

Zobacz także

- Zarówno to, jak i środowe rozruchy będą wykorzystywać propagandyści krajów autorytarnych i niedemokratycznych. Wszystkie satrapie światowe będą mogły mówić: jakie prawo macie ingerować w naszych regionach, jeśli nie radzicie sobie sami ze sobą - przewidywał były szef MSZ i ocenił, że ewentualny powrót USA do roli promotora wartości demokratycznych będzie zależał od determinacji prezydenta elekta Joe Bidena.

Wywodzi się on z mainstreamowego nurtu Partii Demokratycznej. Jeśli będzie rzeczywiście decydował o składzie administracji, to nie widzę zagrożeń. Jest to racjonalny polityk, który będzie brał pod uwagę interesy amerykańskie. W przypadku Polski są one obliczane na wiele miliardów dolarów, bo dotyczą m.in. współpracy wojskowej i energetycznej

Witold Waszczykowski

Europoseł PiS nakreślił jednak jeszcze inny scenariusz, który- jego zdaniem - zakłada jednak, że administracja USA będzie miała przechył ideologiczny i zostanie dobrana nie na zasadzie kompetencji, lecz "suwaków genderowych, kwot rasowych i obyczajowych".

- Oznaczałoby to, że o polityce Stanów Zjednoczonych decydowaliby neomarksiśći. I to jest problem przede wszystkim dla samych Amerykanów, bo będzie to polityka niespójna, nierealizująca ich własnych interesów. Wtedy my też będziemy napotykali na problemy we współpracy z USA. Ze słabości amerykańskich skorzysta natomiast świat niedemokratyczny - konkludował były szef polskiego MSZ.

RadioZET.pl/PAP