Zamknij

Wybory na Białorusi. Czy Łukaszenko utrzyma władze?

08.08.2020 08:02
Wybory na Białorusi 2020. Co zrobi opozycja i reżim Łukaszenki?
fot. PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

Wybory prezydenckie na Białorusi mogą okazać się przełomowe. Rośnie napięcie przed niedzielnym głosowaniem. Jak społeczeństwo zareaguje na wyniki wyborów i co zrobi reżim Alakandra Łukaszenki?

Ogromne plakaty i banery wzdłuż Prospektu Niepodległości – głównej ulicy w Mińsku – nie pozwalają zapomnieć, co jest zaplanowane na 9 sierpnia. W niedzielę Białorusini wybiorą prezydenta w atmosferze politycznej gorączki. Rządzący krajem od 26 lat Alaksandr Łukaszenka robi wszystko, aby nadal pozostać u władzy.

Jeszcze kilka miesięcy temu nic nie wskazywało na to, że białoruski dyktator będzie musiał obawiać się utraty wpływów. Wzorem poprzednich elekcji, Łukaszenko uniemożliwił start w wyborach swoim głównym rywalom. Jeszcze przed startem kampanii w areszcie znalazł się Wiktar Babaryka - były prezes państwowej spółki Biełhazprambanku – oraz popularny youtuber Siarhiej Cichanouski. Przed zatrzymaniem zdążył uciec do Rosji były dyplomata Waleryj Cepkała. Wszyscy planowali start w niedzielnych wyborach i mogli cieszyć się poparciem przeciwników reżimu Łukaszenki.

Kobiety obudziły Białoruś

W rezultacie serca Białorusinów szybko zdobyło kobiece trio - Maryja Kalesnikawa (była szefowa sztabu Babaryki) i Weranika Cepkała (żona Waleryja) oraz Swiatłana Cichanouska (żona Siarhieja). Centralna Komisja Wyborcza (CKW) w Mińsku zarejestrowała kandydaturę Cichanouskiej, która z osoby kompletnie nieznanej publicznie, stała się symbolem nadziei na zmiany na Białorusi.

Zobacz także

Swiatłana - 37-letnia nauczycielka i tłumaczka, która przez ostatnie lata zajmowała się gospodarstwem domowym – nie miała wcześniej żadnego doświadczenia politycznego. Prawdopodobnie dlatego Łukaszenko uznał ją za niegroźną przeciwniczkę. Szybko okazało się, że Cichanouska potrafi zgromadzić tysiące zwolenników – nie tylko w Mińsku, ale i w mniejszych miastach, które dotychczas były bastionami rządzącego prezydenta.

Cichanouska ma bardzo prosty program wyborczy – uwolnienie więźniów politycznych, zorganizowanie wolnych wyborów oraz umożliwienie startu wszystkim kandydatom. Fakt, że żona youtubera nie ma większych ambicji politycznych oraz prezentuje klarowne postulaty, ułatwił zjednoczenie rozproszonej wcześniej opozycji.

Milicja i inne służby porządkowe nie rozpędzały zwolenników kandydatki opozycji. Ale władze robiły co mogły, aby utrudnić spotkania w ostatnich dniach kampanii. W czwartek władze Mińska nie zgodziły się na wiec Cichanouskiej w parku Przyjaźni narodów na świecie – zamiast niego zorganizowano święto wojsk kolejowych. Mimo to, na pobliskim skwerze Kijowskim w stolicy Białorusi, spontanicznie zebrało się kilka tysięcy ludzi, deklarując poparcie dla Swiatłany.

W niedzielnych wyborach w sumie startuje w sumie pięciu kandydatów. Poza Łukaszenką i Cichanouską, oficjalnie zarejestrowano jeszcze Hannę Kanapacką (była posłanka Izby Reprezentantów), Andrieja Dzmitryjeu (współprzewodniczący ruchu społecznego „Mów prawdę!”) oraz Siarheja Czeraczenia (przewodniczący partii „Białoruska Socjaldemokratyczna Hramada”). Komentatorzy podkreślają, że ta cala trójka cieszy się niskim poparciem, praktycznie nie prowadzi kampanii wyborczej i legitymizuje wybory organizowane przez reżim.

Białorusini w większości nie wierzą, że będą to uczciwe wybory. Od wtorku 4 sierpnia trwa przedterminowe głosowanie. Przeciwnicy Łukaszenki alarmują, że to prosta droga do fałszerstw i nadużyć. Dlatego Cichanouska i reszta opozycjonistów apeluje o głosowanie tylko 9 sierpnia oraz sprawdzenie wyników w komisjach po zamknięciu lokali.

Ponadto sztab Swiatłany przygotował internetowy system liczenia głosów Gołos. Zarejestrowało się na niej już blisko milion osób. W dniu wyborów będą oni mogli przesłać na platformę zdjęcie swojej karty do głosowania. Ma to utrudnić sfałszowanie wyborów i podanie alternatywnych wyników do tych, które przedstawi CKW.

W internecie rządzi opozycja

Przesilenie polityczne na Białorusi jest oczywiste, ale nadal nie wiadomo, jaka będzie skala zmian. Na niezadowolenie Białorusinów nałożyła się recesja gospodarcza (już na początku 2020 r. planowano spadek wzrostu PKB), brak perspektyw w kraju czy lekceważąca postawa władz w sprawie pandemii koronawirusa.

W 9,5-milionowym państwie zarejestrowano oficjalnie ponad 68 tys. przypadków zakażeń SARS-CoV-2 i 580 zgonów (dane Światowej Organizacji Zdrowia za 7 sierpnia). Łukaszenko na początku pandemii bagatelizował pandemię i radził swoim rodakom, że przed koronawirusem ochroni ich „setka wódki” albo „gra w hokeja”.

W końcu sam przed kilkoma dniami przyznał, że był zakażony – jego zdaniem „ktoś podrzucił mu wirusa”. Na ulicach Mińska, w przeciwieństwie do wielu europejskich miast, większość mieszkańców nie nosi maseczek na twarzach. Jednocześnie Białorusini obawiają się, że władze ukrywają przed nimi prawdziwą skalę pandemii.  

Łukaszenko przegrywa również na jeszcze jednym polu – w internecie. Reżimowa propaganda nie jest w stanie choćby w części zagospodarować użytkowników sieci w porównaniu do niezależnych kanałów. Głównym źródłem wiedzy o tym, co naprawdę dzieje się na Białorusi, są opozycyjne kanały w aplikacji Telegram.

Zobacz także

Tutaj trafiają najświeższe informacje czy zapowiedzi protestów. Doświadczenia ostatnich dni pokazują, że Białorusini są w stanie szybko się zmobilizować na miting wyborczy czy happening. Stąd pojawiła się obawa, że władze ograniczą lub wyłączą dostęp do sieci, aby uniemożliwić organizowanie protestów antyrządowych.

Niektóre osoby w Mińsku wolą pracować w sobotę, bo w poniedziałek mogą być kłopoty z internetem. Również przed bankomatami pojawiły się kolejki – zapobiegawczo część Białorusinów woli mieć gotówkę przy sobie. Zagadką pozostaje nie tylko reakcja opozycji i skala protestów, ale i reakcja władz.

Łukaszenko wielokrotnie w ostatnich tygodniach podkreślał, że armia i służby są mu podległe. Postawa resortów siłowych jest kluczowa, bo one zapewniają bezpieczeństwa dla całego autorytarnego systemu. Istnieje szansa, że opozycja będzie próbować kontynuować protesty w ciągu kolejnych dni.

W oczekiwaniu na wyborcze rozstrzygnięcie, przeciwnicy Łukaszenki nucą pod nosem piosenkę "Pieremien" ("Chcemy zmian") legendarnego radzieckiego rockmena Wiktora Coja. Za jej puszczenie podczas wojskowego pikniku w czwartek władze zatrzymały dwóch DJ-ów - Hałanau i Uładzisłau Sakałouski. - Przyszedł czas na zmianę - tak swoją decyzję o puszczeniu piosenki argumentowali w krótkiej rozmowie z Radiem Swoboda.     

RadioZET.pl