Zamknij

Protesty na Białorusi. Łukaszenka oskarża Polskę

10.08.2020 14:58
Aleksandr Łukszenka
fot. PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka oświadczył w poniedziałek, że uczestnikami powyborczych protestów "sterowano z Polski, Wielkiej Brytanii i Czech". Zapewnił także, że internet na terytorium Białorusi blokowany jest z zagranicy, a nie przez władze.

"Kogoś ręce świerzbią i wzywa, by wychodzić na ulice. Nawet internet odłączają z zagranicy, żeby wzbudzić u ludzi niezadowolenie. Teraz nasi specjaliści sprawdzają, skąd pochodzi ta blokada" - powiedział Łukaszenka na spotkaniu z Siergiejem Lebiediewem, szefem misji obserwacyjnej z krajów Wspólnoty Niepodległych Państw. Zapewnił, że problemy z internetem nastąpiły "nie z inicjatywy władz".

Wyraził przekonanie, że na Białoruś wywierana jest presja "z różnych stron" i wymienił Polskę i Czechy. Powołał się na fakty, o których - jak zapewnił - poinformowano go w poniedziałek rano. "Na podstawie jednej z rozmów widzimy tych, którzy pociągają za sznurki" - powiedział, wymieniając Czechy; z tego kraju - dodał - "kierują naszym zjednoczonym sztabem".

Poleciłem, by tę informację przekazać mediom, aby zobaczono, czego oni chcą. Nadal naciskają, żądają: wyprowadźcie ludzi na ulice i prowadźcie rozmowy z władzami o tym, by dobrowolnie oddały władzę. Ogółem, próbują sterować procesem z zagranicy

- oświadczył Łukaszenka.

Zobacz także

Łukaszenka o protestujących: "owce", które "nie rozumieją, co robią"

Prezydent Białorusi wyraził przekonanie, że nie jest to polityka prowadzona przez państwa, natomiast mówił o ludziach, którzy osiedli w Polsce "i też zaczynają pociągać za sznurki" i osobach, które przyjechały z Ukrainy. Również z Rosji "niestety, napłynęła pewna ilość ludzi" - dodał.

Łukaszenka przekonywał, że owi ludzie sami nie biorą udziału w starciach, ale prowokują młodzież; wymienił "próby szturmu" na komisariat milicji i zapewnił, że w jednej z miejscowości "chciano wziąć szturmem organy władzy". Na południu Białorusi - przekonywał - organizatorzy tych akcji skierowali grupę 200-300 osób, które okrążyły budynek władz rejonowych.

Tak więc, w poszczególnych punktach, gdzie zgromadzili ludzi, próbowali przejąć organy władzy

- zapewnił.

Ostrzegł, że władze poradzą sobie z siłami, które prowokują ludzi i zachęcają do zamieszek. Zapowiedział m.in., że "nie pozwoli rozerwać kraju" i zagroził, że "odpowiedź będzie adekwatna".

Łukaszenka nazwał protestujących "owcami", które "nie rozumieją co robią" i którymi inni sterują z zagranicy. Wybory miały być świętem, jednak ktoś chciał je zepsuć; owi sprawcy "pokazali się jeszcze wyraźniej tej nocy" - mówił, podkreślając, że władze zarejestrowały telefony "z Polski, Wielkiej Brytanii i Czech".

Zobacz także

Łukaszenka zapewnił, że w ciągu minionej doby wielu osobom odmówiono wjazdu na Białoruś ze względów bezpieczeństwa.

Dokumenty były fałszywe, a większość nie wiedziała, po co jedzie

- oświadczył.

Odnosząc się do działań milicji w noc powyborczą, oznajmił, że "chłopców z milicji próbowano atakować i niekiedy atakowano, ale chłopcy godnie wytrzymali i odpowiedzieli". Wymienił liczbę około 50 osób rannych podczas nocnych protestów i około 30 poszkodowanych milicjantów.

Wcześniej MSW Białorusi podało, że w trakcie zgromadzeń w ponad 30 miejscowościach kraju poszkodowanych zostało 39 milicjantów i ponad 50 osób cywilnych.

Zobacz także

Czaputowicz: zarzuty wobec Polski są bezpodstawne

Szef MSZ Jacek Czaputowicz pytany na konferencji prasowej o zarzut Łukaszenki wobec Polski, podkreślił, że "to nie jest jednoznaczna wypowiedź". "W tej wypowiedzi jest pewna sugestia co do telefonów z Polski, które mogły dotyczyć organizacji społecznych, które mają zupełne prawo do utrzymywania kontaktów z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego białoruskiego, więc ten zarzut uznajemy za bezpodstawny".

Uważamy, że władze białoruskie powinny rozumieć, że skala tych protestów to nie jest wynik oddziaływania zagranicy, tym bardziej Polski, która jak najlepiej życzy społeczeństwu białoruskiemu, tylko pewnego niezadowolenia wyraźnego w demonstracjach społeczeństwa

- mówił Czaputowicz.

Według wstępnych wyników podanych w poniedziałek przez Centralną Komisję Wyborczą w Mińsku Łukaszenka otrzymał w wyborach 80,2 proc, głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska - 9,9 proc.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP